Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.
Mohamed Khaled:
//Do strzelania z armat nie trzeba mieć wilka... :P Na rejsie dla Aragorna dawno temu, wszyscy napieprzali z armat ile wlezie, a wtedy nikt go prawie nie miał :v
Silion aep Mor:
- Czy naprawdę sądzisz że to odpowiedni moment na takie komentarze? Przecież czymś trzeba było ratować statek więc wiesz... - krzyknął nabierając kolejne wiadro. Wszedł na maszt i chlusnął w płonące żagle. Ogółem to żagiel został już prawie całkowicie ugaszony, pokład również, zostały jeszcze burty. Zszedł z masztu i nabrał kolejne wiadro, gasił burty.
[member=3594]Salazar Trevant[/member] //: Już chyba dość ugasiliśmy ;)
//: Mohu, wpierw ugasze ogień...
Canis:
Gaszenie ognia zwartą grupą początkowo dawało dobre efekty, maszt został ugaszony, pokład zalany wodą również ugasł, ostatnie płomienie, najdrobniejsze na burtach same dogasały w niekorzystnych warunkach mgły.
Zajęcie ogniem i problemy z tym związane jego gaszenie zajęły wiele minut, a cały pokład był mokry i śliski. więcej popalone elementy straciły na wytrzymałości, przez co górny pokład był niemal jak pole minowe, na którym stąpanie było ryzykowne i generowało zasadniczy problem, możliwość przepadnięcia na niższy pokład.
Czas... Czas,źródło prawdy i przeznaczenia okazał się dla was wrogiem, gdyż długotrwałe gaszenie dało czas pirackiemu okrętowi na przypłynięcie stosownie blisko do okrętu, widzieliście już z oddali zawiesoznje na takielunku ciała na wrogim statku gotowe do abordażu, brakowało kilkudziesięciu metrów by okręt zrównał się z wami i rozpoczął ostrzał.
Sternik na statku na komendę Eve i pytania odpowiedział.
- Pani Kapitan, 4 godziny drogi do Chatal, jesteśmy jakieś osiemdziesiąt kilometrów od brzegu, musimy uratować okręt.
Marynarza na bocianim gnieździe nie było, gdyż zajmujący się ogniem maszt zmusił go do zejścia, teraz był już przy armatach.
Panowie przy działach znaleźliście beczki z prochem strzelniczym oraz kule armatnie, pozostały wam minuty, by załadować działa kulami, brakuje wam ognia, aby podpalić lont dział.
Silion aep Mor:
Gdy ogień zagasł, krasnolud momentalnie rzucił wiadro na podłogę i pobiegł pod pokład. -Już jestem. Pokład ugaszony, ale górna cześć jest nie do chodzenia. Piraci zaraz abordażują. Napierdalamy. Mohamed daj ogień. - rzucił ładując kule do armaty i sypiąc proch. Jednak stwierdził że szkoda czasu na Moha i pobiegł do kuchni, złapał kawałek kija takiego co się do ogniska wrzuca ze sterty obok ognia, polał z manierki, wsadził w palenisko na kilka sekund, alkohol się zajął podpalając kijek, z płonącym patykiem szybko wrócił do armat i podał go jednemu z marynarzy. Jego armata była załadowana więc pomógł innym. - Gotowi do strzału? - zapytał.
Evening Antarii:
-Silion, czy ty nie wiesz jak masz na imię? Bo nie sądzę by było to "Evening". Za taką samowolkę zaraz wylądujesz za burtą albo oddamy cię piratom - posłała mu groźne spojrzenie. Dobrze, że potrafili się zorganizować, ale to ona wydawała tu rozkazy. Przynajmniej teraz. Nie była w tym najlepsza, do czego oczywiście się przyznawała. Ale dwóch kapitanów to już za dużo. -Także do armaty i czekamy aż się zbliżą.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej