Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.
Eros:
Na pokładzie pojawiła się dziwna postać skryta pod płaszczami. Kaptur zakrywający twarz świadczył o dwóch parach zielonych jaskrawych oczu świecących w tym mroku nocy.
Powolnym krokiem stanął na środku pokładu patrząc na krzątających się ludzi.
- Absterget Eros omnem lacrimam ab oculis eorum. - powiedział podchodząc do Salazara odwróconego plecami. Sięgnął do rękawa drugiej reki wysuwając obłupane ostrze surowej nie oczyszczonej czarnej rudy zwieńczony ostrym końcem.
Silion aep Mor:
Krasnolud w tym czasie akurat sie odwrocil i zauwazyl ze cos za jaszczurem stoi wiec krzyknal. - Sal uwazaj! Za toba!
Canis:
Salazar odwrócił się i spojrzał na dziwną postać przekrzywiając postać.
- Omnes aequat Thanatos; impares nascimur, pares morimur. - Odpowiedział postaci, która do niego szła, ze szpilą w dłoniach. - A tyś co za jeden?
Evening Antarii:
Co?!... Kapitanem? Przecież ona zupełnie się na tym nie znała... Walka, używanie nieco magii, sadzenie kwiatków, zajmowanie się domem - taki błahostkami i owszem ale ona nawet dobrze nie znała budowy statku! A co dopiero dowodzenie nim!
-Tylko spróbuj "zaginąć"- ostrzegła go, nie wierząc do końca jego słowom i nie wiedząc co Salazar ma na myśli. To przecież było oczywiste, że kompania z Valfden wyjdzie z potyczki niemal bez szwanku. A przynajmniej taką mieli wszyscy nadzieję.
Ruszyła za resztą na górę zostawiając niedokończony posiłek. Rozkazy, które dawał jaszczuroczłowiek brzmiały jak komendy w obcym języku. Naprawdę nie znała się na tym...
Wtem na pokładzie, zupełnie niespodziewanie, pojawiła się dziwna postać, mówiąca w nieznanym i dziwnie brzmiącym języku. Sytuacja zupełnie zbiła ją z tropu. To nie był żaden z piratów, to był ktoś o wiele groźniejszy.
W jej dłoni zaczęła formować się świetlista kula energii. Pocisk esencji zasilany siłą woli i łaskami od Zartata, wywoływany też przez miłe wspomnienia... Kula urosła do wielkości tej armatniej i unosiła się kilka centymetrów nad dłonią mściciel. Ruszyła w stronę dziwnego zakapturzonego człowieka. Lecz pocisk energii zaczął słabnąć. Wreszcie zniknął całkiem a trwało to może kilka sekund.
Sytuacja zmieniła się, i to diametralnie. Eve stała dość blisko całej sytuacji mając się na baczności. Na razie nie reagowała.
Eros:
- Trahit sua quemque voluptas! - Odparł i uderzył grotem o niepłytową zbroję z czarnej rudy Salazara.
Grot z czarnej rudy zaczął pękać, a wokół rozległ się przerażający głuchy pisk z grotu. Pękający grot zderzający ze strukturą zbroi tworzył ogromne wyładowania fioletowej energii przenikniętej mrokiem. obie postacie zaczęły znikać w odmętach setek ogromnych wyładowań niczym piorunów bijących od pękającego grotu. Było to niestabilne uwalnianie energii z czarnej rudy, wywołane nieznanymi czynnikami. rozmiary uderzeń piorunów były rozległe i nie tylko sięgały obu postaci, ale także pokładu i masztów. Wyładowania zaczęły uderzać w maszt, burty, pokład, wywołując pożar na pokładzie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej