Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.

<< < (30/84) > >>

Mohamed Khaled:
Mohamed wyrzucił niedopałek papierosa do morza i zszedł z resztą do ładowni, gdzie według sternika odbywała się obecnie prowizoryczna kolacja okrętowa. Był już troche głodny, alkohol tylko zaostrzył jego apetyt. To była dobra okazja, by napełnić pusty żołądek przed snem.
W czasie drogi dołączył się do Szarleja który zmierzał w stronę ładowni i tak sobie z nim szedł aż do celu.

Armin:
Ciemnoskóra odwzajemniła pocałunek i chyba lekko się zarumieniła.
- Piękne oczy.... - powtórzyła kobieta. - Nie wiem co w nich widzisz, ale jeśli ci się podobają to bardzo mi miło. - zaśmiała się dziewczyna. Armin zamknęła swoje ciemne oczy i wtuliła się w brzuch mężczyzny.

Silion aep Mor:
Krasnolud usmiechnal sie szeroko i glaskal kobiete po glowie. Podspiewywal sobie pod nosem wesola szante i czekal na przyniesienie kolacji.

Evening Antarii:
-Urodziłeś... Znaczy wyklułeś?- zaśmiała się. Wszak nie wiedziała jak to "działa" u jaszczuroludzi. -Ojj tam... Mam 20 lat, urodziłam się po upadku asteroidy, i jak widać, nie ma dużej różnicy wieku między nami. Wychowałam się w Ardenos nękanym przez demony, ale nie było tak źle, gdyż mieszkaliśmy na odludziu, nad morzem. Pewnie stąd to zamiłowanie do morskich podróży i piaszczystych plaż-- rzeczywiście dzieciństwo to był ten czas w życiu, który wspominała najmilej i pomimo obecności demonów w jej rodzinnym kraju, nie miała traumatycznych przeżyć. Prowincje były względnie bezpieczne. -Hm.... Zjemy ze wszystkimi?

Canis:
- Urodziłem. Jaszczuroludzie sa żyworodne.- Powiedział i się zaśmiał w odpowiedzi. - Jadnak rodzimy się i rasę ciężko wybrać samemu.

- Również lubię morze, ma to coś, co potrafi zaprzeć dech, chociaż Ardenos z pewnością nie należy do najlepszych miejsc sprzyjających przyjemnemu życiu. - dostrzegł i skomentował na te wieści. - Jeżeli taka jest twoja wola, to zapraszamy pod pokład do ładowni.

Powiedział i wstał z miejsca zrywając się na równe nogi, po czym kłaniając się podał dłoń co by pomóc wstać swojej towarzyszce rozmowy na schodach. Wiedział, że nie potrzebuje pomocy, jednak nie wypadało zachować się inaczej.


Marynarze wrócili do ładowni i na rozłożone stabilne drewniane stoły zaczęli znosić porcelanowe talerze, by w następnej chwili przynieść i kubki. Na koniec rozłożyli po całym stole dziesięć pieczeni z dzika, zapiekanych w oliwie i jabłkach, dzięki czemu roznosił się uroczy zapach dojrzałych jabłek zmieszany z zapachem dobrze wypieczonego mięsa. Stały też misy z ziemniakami, oraz na półmiskach ułożone plastry surowych ogórków posypane w kostkę pokrojoną cebulą.

Każdy mógł znaleźć miejsce i zasiąść do stołu co by raczyć się dziczyzną dobrze wypieczoną, jadłem wybornie pachnącym, być może nie w każde gusta trafiającym... Jednak co ważniejsze, marynarze roznieśli i kadzie, dzbany zalane winem o pojemności jednego litra, w razie chęci popicia dzisiejszego dania na kolację. Wszędzie do kubków nalano do pełna, by nie zmuszać do samoobsługi początkowo...

Dwójka marynarzy wzięła z kuchni dwie pieczenie ułożone na tacach, wzięli dzban wina i dwa kubki porcelanowe. Biegemi przez pokład i mostek wbiegli na górny pokład mknac do kajut, gdzie dwie osoby zażyczyły sobie dania. Pojawili się pod kajutą Armin i zapukali.
-  Przynosimy kolację do kajuty. - zawołali i weszli do środka nie patrząc na osoby wewnątrz. ułożyli na stoliku dwa talerze z pieczoną dziczyzną, po czym położyli kubki i dzban wina.
- życzymy smacznej kolacji. - powiedzieli i tak też opuścili kajutę wracając pod pokład i siadając przy stole.

Sternik czekał na wszystkich członków załogi, gdy ci przyszli i zajęli miejsca, czekał stojąc przy swoim krzesełku na wszystkich pozostałych uczestników rejsu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej