Tereny Valfden > Dział Wypraw

Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.

<< < (23/84) > >>

Canis:
Salazar wziął się mza dalsze patroszenie zwierzyny i wyciąganie kolejnych organów. doszeł do watroby i znał ryzyko, w pobliżu woreczek żółciowy i trzeba być ostrożnym. Sięgnął po krótki nóż i mając już wycinać wątrobę, drzwi do kochni rozwarły się z chukiem, a w wyniku zdarzenia, nóż ślizgnął się po miękkej tkance rozcinając woreczek żółciowy, która obficie zalała wnętrze.

# marynarzy zamilkło i zastygło w bezruchu. Salazar patrzył z wykrzywioną miną o taką  <huh>, aż powieki mu drgały. Po dłuższej chwili cisnął nożem o posadzkę kuchni.

- Czego?!

- Przyszliśmy kolację zrobić dla gości...

- Toście wybrali moment... posprzątajcie, mięso nie nadaje się do użytku. To co w garnkach wylejcie, lukiem do oceanu, Nie zrobię już z tego nic, skoro resztę mięsa mam w żółci. - Powiedział spokojnie delikatnie rozczarowany swoją koncentracją. - Przygotujcie to co najlepsze potraficie, ja muszę przeprosić za porażkę... nie lubię porażek...

Powiedział wymijając marynarzy i wychodząc na pokład, gdzie ludzie w miarę a w miarę się bawili.

- Nie długo będzie kolacja. Ja niestety dzisiaj nie podołałem kucharzeniu i zmarnowałem piękny okaz dziczyzny... Marynarze zrobią moze coś bardziej pospolitego, ale z pewnością smacznego. - Powiedział podchodząc do beczki i zanurzając w nim znaleziony kubełek, sięgnął też po jabłuszko. Upił łyk zagryzając jabłuszkiem i siadając na schodkach prowadzących na wyższy pokład i wpatrywał się w bezkresną dal z kamienną miną.


Czas mijał nieubłaganie, a słońce nad horyzontem chyliło się ku zachodowi. Sternik zawiadomił, że jeżeli nie będzie sztormu, ani ataku czy niespodzianek, mto powinniśmy być na miejscu o świcie.

Wiatr rzeczywiście wiał nieubłaganie targając włosy podróżników, którzy je mieli. kobietą szczególnie rozwiewał je czyniąc widok szczególnie miłym dla męskiej części załogi i wycieczkowiczów. Jednak chylące się ku zachodowi słońce coraz ciemniejsze promienie słało na nasze twarze. Niebo przybrało wiele barw, począwszy od szczerego błękitu, przez pomarańczowe, różowe promienie po wreszcie gasnący, czerniejący błękit...

Evening Antarii:
Eve wreszcie wyswobodziła się od roztańczonej Armin i mogła odetchnąć gdzieś z boku, z dala od śpiewającego krasnoluda chociażby, choć bardzo go lubiła.
Niebo malowało się już kolorami nadchodzącego zachodu. Pomarańczowa kula na horyzoncie stykała się już wodą, jakby powoli znikała w czeluściach oceanu. Za chwilę na niebie pojawią się miliony gwiazd, tak odległych, a zdawałoby się, że po można po nie wyciągnąć rękę i zgarnąć dla siebie tyle świecących niemrawo punkcików ile się chce.
-Okrętowa kuchnia cię pokonała?- zaśmiała się Eve podchodząc do Salazara, nie chcąc zabrzmieć uszczypliwie. -Szkoda... Miałam nadzieję na spróbowanie tego specjału

Szarleǰ:
Siedział na ławce gdzieś na uboczu i zastanawiał się, czy aby nie pora zejść pod pokład, zaklepać sobie swoją koję i wypocząć po ciężkim dniu. Nim to jednak zrobił, ponownie napełnił swój kubek. Na statku ciężko było się rozeznać, czy bardziej szumi w głowie, czy poza nią. Panowała zatem atmosfera przyjazna spożywaniu napojów wyskokowych, co Szarlej postanowił wykorzystać. Odkąd objął państwową posadę nie miał zbyt wiele czasu na przyjemności. Pił więc, bo skoro częstują, to nawet nie wypada odmówić.

Niektórzy w pobliżu kruka mogli usłyszeć niebezpieczne, przerywane burczenie w jego brzuchu. Pomimo, że zdążył zjeść już ze trzy jabłka, nie zaspokoiło to jego wilczego apetytu, zatem wciąż czekał na kolację, którą miał przyrządzić załogantom jakiś nieznajomy, pokładowy kuk.

Armin:
Ciemnoskóra spojrzała na krasnoluda i zaproponowała -Poczekamy na kolację w kajucie. Odpoczniemy chwilę, a potem zjemy... Dobrze? I nie dąsaj się już- powiedziała maurenka po czym skierowała swe kroki do jednej z lepszych kajut na całym statku.
-Czuj się jak u siebie- puściła Silionowi oczko wpuszczając go do środka.

Mohamed Khaled:
Sławne powiedzenie "ze mną się nie napijesz?!" i jego w końcu skusiło do skosztowania jęczmiennej. Gdy polewali, wlewał w siebie trunek, gdy prosili, on wlewał innym. Starał się jednak hamować, zwłaszcza, że nie chciał się wygłupić.
Zapalił kolejnego papierosa, wciągając dym głęboko w płuca i wypuszczając gdzieś w dal. To go rozluźniało, zwłaszcza podczas chwil, gdy zapomniał o tym, że samotność jest jego drugą połówką do końca życia.
-Coś ty ze sobą zrobił?, pomyślał. Bądź już tym zabójcą, ale nie odcinaj się od relaksu...
Uśmiechnął się kpiąco. To nie był jego świat. Znowu wciągnął dym, zaciągnął się i wyrzucił to, co zostało. Począł szukać ciekawych person do zapoznania.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej