Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na drodze ku zrozumieniu - Vernon
Nessa:
- Słyszysz to? - zapytał i rozejrzał się dookoła z lekkim uśmiechem. - To las, to żywe istoty. Im trzeba pomóc! Im! Niszczymy takie miejsca, niszczymy dom dla wielu. Bez lasów nie ma życia! Bez zwierząt nie ma lasów! A wiesz czego nie ma bez piły? Nie ma ściętego drzewa! Nie ma płaczu kory! - Elf mówił wciąż przejęty i Vernon mógł mieć wrażenie, że zacznie za chwilę płakać z tych emocji. Nic dziwnego, że długouchy mają później taką opinię w świecie. - Usiądź tu obok mnie i rozejrzyj się. Nawet chwast jest rośliną, której zalet jeszcze nie dostrzegliśmy. Myślisz, że od razu wiedzieli, że ziele lecznicze ma takie a nie inne właściwości? Usłysz las! Zrozum go! I chroń. Człowiek niszczy to wszystko dla swoich korzyści. Nie myśli do przodu. Nie myśli o tym, co będzie za sto lat. Elfy to dostrzegają, ale często mają je za wariatów lub one zamykają oczy na cierpienie przyrody. Uczłowieczają się - skrzywił się z pogardą i podrapał, zsuwając delikatnie łańcuch. - Niewielu już słyszy płacz drzew. Myślimy tylko o nowych deskach czy futrach. Zabijamy niewinne istoty, by obnosić się czymś. Niby bogactwem, a tak naprawdę bestialstwem - wydawało się, że już zakończył swój monolog, wciąż nie wyjaśniając, co tutaj robi.
- Widziałeś ostatnio jakiegoś lisa?
Vernon:
Dziecko, ja cię dobrze rozumiem, też chcę pomagać przyrodzie właśnie jestem na zadaniu które ma mnie przyjąć do konkordatu, a wiesz dlaczego chcę tam wstąpić? Bo chcę aby zwierzęta i rośliny żyły w zgodzie, człowiek czasami czyni takie rzeczy jakby inne zwierze w ogóle nie miało emocji, uczuć gdyż zabijają je tak że lepiej nie mówić, bo na przykład niektórzy zdzierają futerko z małych zwierzątek które ÂŻYJÂĄ. Nie rozumiem tego, tak samo chcę pomóc jeden kobiecie gdyż jacyś przestępcy ukradli jej konia i nie wiadomo co z nim zrobią, chcesz mi pomóc i uratować to niewinne zwierzę? Jeśli zechcesz tego konika puścimy wolno i nie będzie nikogo własnością. To jak idziemy? - powiedział do niego podając mu rękę aby poszedł z nim szukać konia a przy okazji się tak uśmiechną :)
Nessa:
- Tej suce nie warto pomagać - syknął w odpowiedzi elf z groźnym wyrazem twarzy, jakby ignorując to, co wcześniej powiedział Vernon. Aż taka wrogość zupełnie zdawała się nie pasować do takiego kochającego przyrodę aktywisty. Turdnaszan mógł również zauważyć, że gdy zaczął mówić o Konkordacie, to długouchy westchnął z dezaprobatą. A może tylko mu się wydawało i po prostu dokuczało mu słońce i był już zmęczony walką o lepsze jutro dla lasu?
Vernon:
- To w takim razie nie pomagajmy jej tylko temu koniu, uratujmy go i wypuśćmy go na wolność żeby nie był kogoś własnością. A twoim zdaniem to jak mogę jeszcze pomóc temu lasu i całej przyrodzie.
Nessa:
- Uratujmy? - uśmiechnął się lekko, zupełnie zmieniając wyraz twarzy. Przez chwilę mógł przypominać druida z punktu rekrutacyjnego Konkordatu. No cóż, kilkusetletnie elfy wyglądają często jak podlotki, więc może i przed Vernonem siedział doświadczony przez życie mężczyzna. - On już jest uratowany. Podobni nam, chcący jedynie dobra lasu, zabrali go jej. Podobnie jak to nieboskie futro. Ta jędza nawet w taką pogodę się nim obnosiła. Ale dobrze wiedzieć, że nie jesteśmy sami i są jeszcze osoby, które walczą o podobną ideę - popatrzył z aprobatą na turdnaszana. - Koń jest bezpieczny, a może drobna niespodzianka odwiedzie paniusię od zabijania zwierząt dla chorej pychy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej