Tereny Valfden > Dział Wypraw
Bo czasem przychodzi czas na poświęcenia
Ibnnin:
Okazało się, iż była to dziurka - mała i mieszcząca co najwyżej szczura - przez którą prześwitywało światło z pochodni. Pod ziemią musiał więc być jakis tunel, albo pomieszczenie - zamieszkane, bądź nie, w końcu skądś się pochodnia wzięła.
Thorbjørn:
Olbrzym praktycznie położył się na ziemi, by zajrzeć przez dziurę. Widział, że jest tam jakieś pomieszczenie, lecz nie miał bladego pojęcia, jak się tam dostać. Zaraz sobie stąd pójdę - pomyślał - może na serio tylko zdawało mi się, że ktoś krzyczy.
Postanowił, że jeszcze przez jakiś czas poszuka wejścia przez które mógłby się zmieścić, a jeśli się to nie uda - wróci na szlak i porzuci tą dziwną sytuację.
Ibnnin:
I, w jednej chwili, jak nie jebnęło.. W skrócie, depnąłeś na ziemie, gdzie grunt był naprawdę płaski... i wleciałeś do jakiegoś pomieszczenia. Zewsząd otoczył Cię wszechobecny mrok, żadnego światła.
Thorbjørn:
Mężczyzna po wcale nie miękkim lądowaniu, wstał jak poparzony. Złapał topór w swoją ogromną dłoń i zaczął rozglądać się wokół. Jasny gwint, ciemno jak... - pomyślał próbując rozpaczliwie znaleźć jakiekolwiek źródło światła. Popatrzył w górę w otwór, przez który wleciał. Zastanawiał się czy uda mu się wspiąć z powrotem.
Mnie pokarało z tym udawaniem dobrego obywatela - skwitował w myślach po czym splunął siarczyście na ziemię.
Ibnnin:
Ledwie dostrzegalnie dojrzałeś drzwi w lewym rogu, ale - były one małe.
Przez dziurę, którą wpadłeś, nie dane Ci było wyjść - została zasłonięta czymś w mgnieniu oka, zabierając ostatnie promyki światła.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej