Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stella Artois
Funeris Venatio:
- Opactwie?
Elizabeth:
- Nooo, a jak to inaczej nazwać...zakon? - powiedziała zbita z tropu.
Funeris Venatio:
- Zakon jest regułą. Jest kodeksem, postępowaniem, zasadą. Opactwo to budynek klasztorny, gdzie mieszkają mnisi. My jesteśmy zakonnikami, tak, ale nie mieszkamy w opactwie. W zamku, cytadeli, Na Wzgórzu, jak mówią niektórzy. Ale na pewno nie w opactwie. Nie jesteśmy mnichami.
Elizabeth:
Elizabeth zrobiło się wstyd. Zrozumiała jak mało wiedziała o tym świecie. Może lepiej się już nie odzywać, bo zaraz zacznie na nią krzyczeć albo znów łapać za słówka. Nie zniosła by tego więcej. Czemu on musi być tak okropny? Czemu?
Wpełzła do swojego leżowiska, ponownie gniotąc worki walające się wokoło. Położyła się i próbowała zasnąć, zabić jakoś ten czas podróży. Nie chciała już rozmawiać z tym okropnym jegomościem. Był zbyt inteligentny.
Dziewczynka szybko zasnęła głębokim snem, budząc się dopiero o świcie następnego dnia. Podczas snu przewróciła się na lewy bok, przez co ręka totalnie jej zdrętwiała. Głową zaś miała obolałą od niewygodych worków. Takie już życie. Młoda kobieta przez dalszą drogę leżała nieruchomo rozmyślając o wielu rzeczach. O aniołach, Zartacie... no i również o zwykłych przyziemnych rzeczach. Jej wylegiwanie przerywane tylko na chwilę,kiedy czas miała na wyskoczenie do pobliskiego lasu lub krzaków, aby oddać się czynnościom oddawania żółtego płynu. Wycieczka nie była przednia. Nudny woźnica siedział cicho i nie zabawiał młodej panny, a ona z tyłu zbijała bąki z nudów.
Podróż rzeczywiście trwała dwa dni. Pełne dwa dni. Trafili do Atusel o świcie, kiedy miasto dopiero budziło się do życia. Wóz powolnie omijał miejskie budynki przemierzając brukowe ulice. Elizabeth zakładała, że wpierw jadą do stajni, ale co ona mogła wiedzieć. Usiadła jedynie i czekała na koniec męczącej podróży. Marzyła o karczmie i wygodnym łóżku. Oraz jakimś zimnym, słodkim napoju, choć wątpiła czy takowy znajdzie.
Funeris Venatio:
Zatrzymali się tuż przed miejskimi bramami, zajeżdżając na niewielkie gospodarstwo przytulone do miasta. Rycerze robili swoje, a jej polecono, by udała się w stronę północnej bramy i tam spróbowała złapać kogoś na wylocie z miasta. Tam również powinny być jakieś porządne karczmy czy oberże, gdzie mogłaby dobrze zjeść i czegoś się napić.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej