Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stella Artois
Funeris Venatio:
- A ja jestem Hjalti - odpowiedział spokojnie, nadal powożąc wozem. Droga była na razie prosta, jechali wokół pól i łąk, z rzadka rosnących niewielkich kępek drzew i pojedynczych zagajników. Gdzieś tam z boku pracowali ludzie i nieludzie, ktoś ich mijał jadąc w drugą stronę, ktoś inny właśnie wyprzedził na swoim rączym rumaku. Kolumna poruszała się w miarę szybko, lekko podskakując w rytm traktu. Dwóch konnych jechało przed nimi, w straży przedniej. Obok pierwszego wozu, razem z Yamahą, jechał jeszcze jakiś człowiek, już w nieco podeszłym wieku, zbliżającym się pewnie do pięćdziesiątki. W siodle trzymał się jednak pewnie, z gracją i doświadczeniem. W pewnej odległości za kolumną, w ariergardzie, jechało dwóch poznanych przez Elizabeth mężczyzn.
Elizabeth:
Elizabeth rozciągnęła się z charakterystycznym jękiem, który niektórym panom mógłby się nawet spodować. Ułożyła swoje długie włosy oraz poprawiła się na wozie, bo coś niemiłosiernie się jej wbijało w cztery litery. Długa podróż męczyła ją, a ona mała i młoda wolałaby się ruszać niż bezowocnie siedzieć.
- Ciekawe imię... jesteś stąd? - powiedziała ciepłym głosem, który nie pasował do małej dziewczynki. Nie był już piskliwy i zdenerwowany, ale opanowany, zmysłowy, a przede wszystkim bardzo kobiecy. Jeszcze bardziej zbliżyła się do woźnicy, mając go już spokojnie na wyciągnięcie ręki.
Funeris Venatio:
- Nie - powiedział i strzepnął lejcami. Dwa wierzchowce zaprzęgnięte w powóz ruszyły jakby nieznacznie żwawiej, a raczej odzyskały wcześniejsze tempo.
Elizabeth:
- Hihi, to tak samo jak ja. A czy spoza kontynentu? - przybliżyła się jeszcze bardziej, że woźnica mógłby czuć jej oddech na plecach. Wóz przyśpieszając trochę utrudniał poruszanie się, a tętent kopyt sprawiał, że gorzej go słyszała. Dlatego powoli zbliżała się do niego, chcąc go lepiej poznać.
Funeris Venatio:
- Z kontynentu - odpowiedział beznamiętnym głosem. Nie zwracał uwagi na dziewczynę, cały czas patrząc przed siebie, okazjonalnie taksując wzrokiem okolicę wokół. Wypatrywał niepożądanych i potencjalnie niebezpiecznych czynników zewnętrznych, które mogłyby utrudnić przeprawę. Nikt się nie spodziewał ujrzeć niczego takiego, należało jednak mieć się na baczności. Tak na wszelki wypadek.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej