Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stella Artois
Funeris Venatio:
- Tak po prostu na wycieczkę? A to lepiej wymyśl jakiś sensowy powód, żeby Cię kapitan zabrał, bo tak, to raczej będziesz musiała dryłować z buta
Doszli właśnie do miejsca, obok którego stały stajnie. Masa koni, siana, słomy i innych takich. No stajnie. Stały tutaj trzy powozy zaprzęgnięte w konie, które miały na pace trochę ładunków. Widać, że rycerze szykowali się do podróży.
Elizabeth:
Elizabeth zaczęła się śmiać, a może bardziej chichotać. Ciężko było poznać, bo w tym samym czasie zrobiła drobny piruet. Trochę jej się zakręciło w głowie, ale co tam. Lubiła się obracać. Czuła wtedy milutki wiaterek.
- Oczywiście, że mam zadanie, głuptasy. - Spodobali jej się ci życzliwi chłopcy, więc nawet nie krępowała się do nich mówić pieszczotliwie.
- Dostałam misje. Nie rozumiem jej, ale właśnie tam mam się udać. Może tam się wszystko wyjaśni. - Ponownie się uśmiechnęła, tym razem przy tym nachyliła się w stronę Tristupefa.
Funeris Venatio:
- No to pogadaj w takim razie z kapitanem Yamahą, to ten elf z warkoczykami - wskazał kobiecie postać rozmawiającą z jakimś człekiem ze stajni.
Elizabeth:
- Muszę? - pytanie brzmiało bardziej retoryczne, bo wiedziała, że nie ma innego wyjścia. - Ale poczekajcie na mnie, zaraz wrócę.
Elizabeth podbiegła do elfa, który wyglądał komicznie z tym warkoczykiem.
- Co to za chłop z warkoczem, hihi - Wolała by mu to powiedzieć, ale lepiej było mu nie podpadać.
- Witam, piękny mamy dzisiaj dzień, nieprawdaż? - próbowała zacząć jakoś inteligentnie i dyplomatycznie rozmowę.
Funeris Venatio:
Elf zajęty rozmową na początku w ogóle nie zwrócił uwagi, że to do niego skierowane jest to pytanie. Po chwili jednak odwrócił się, spojrzał uważnie na kobietę i z powrotem na swojego rozmówcę. Miał całkiem pucołowatą twarz jak na elfa, czarne jak smoła włosy i szaleńczo niebieskie oczy. Tak abstrakcyjne połączenie stwarzało dziwne wrażenie, które nie dawało spokoju. Coś w nim nie pasowało, najprawdopodobniej właśnie to połączenie poszczególnych elementów. Ubrany był w niepłytowy pancerz wykonany ze stali, jaki nosili niemalże wszyscy rycerze w Bractwie. Przy pasie miał młot, wypolerowany i wyczyszczony.
- Tak, zaiste... Mogę w czymś pomóc? - odpowiedział nieco niepewnie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej