Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stella Artois
Funeris Venatio:
No i Elizabeth stanęła w okolicy bramy miejskiej. Jedynej wychodzącej bezpośrednio z miasta, gdyż cała struktura i wszystkie zabudowania znajdowały się zboczu klifu, który kończył się w morzu. Tak więc stała i rozglądała się. Przed sobą, na niewielkim placu, gdzie zawsze kłębili się różni przyjezdni, w tej chwili nie było wielu osób. Było około południa, większość osób już dawno do miasta dotarło, a tylko nieliczni je opuszczali. Przy znanej już kobiecie strażnicy stało dwóch rycerzy zakonnych, na murach dodatkowo kręciło się trzech, może czterech strażników w barwach barona Venatio. Niskie budynki nie wystawały poza wjazdowe umocnienia, a w większości służyły za karczmy, zajazdy i za poszukiwaną stajnię. Pojedyncze osoby kręciły się pomiędzy budynkami, a wśród nich można było dostrzec głównie ludzi, niziołków, maurenów i orków. Nie było żadnego zaprzęgniętego wozu, czy żadnego konnego wierzchem, który wydawał sposobić się do drogi z miasta.
Elizabeth:
No to mam problem... - ta myśl zabolała ją dotkliwie, że aż chciało jej się płakać. Kolejny już raz pokazuje jak bardzo nie umie organizować czegokolwiek. Zanim będzie szukała gdziekolwiek pomyślała, że lepiej się po prostu będzie komuś poradzić.
Jej malutkie, krótkie nóżki doprowadziły ją do kordegardy przy głównej bramie. Miała blisko, więc dużo czasu jej to nie zajęło. Zaglądając do środka zawołała:
- Przepraszam, można?
Funeris Venatio:
- Proszę, proszę... Jak tam sprawa z więźniem? - zapytał Sergiusz, który akurat siedział w środku, przy stole, zajadając się chłodnikiem ze śmietaną. Miał do tego pajdkę ciemnego chleba i oczywiście dzban pachnący piwem.
Elizabeth:
- A udało się - odparła wyraźnie szczęśliwa. - Problem teraz z transportem. Nie wiem jak się mam zabrać z nim do Atusel. - podeszła trochę bliżej tak na około... o dwa kroki.
- Nie umiem załatwiać takich rzeczy... - żal w jej słodkim głosie był dobrze zauważalny. Nie ukrywała się z nim.
Funeris Venatio:
- W Atusel masz go zostawić? - zapytał, siorbiąc swoją polewkę. Ułamał chleba, popił jeszcze piwem. Wskazał Elizabeth, żeby usiadła, co ma stać. Nawet chciał to wyartykułować, ale tylko się ochlapał i musiał wycierać brodę rękawem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej