Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stella Artois
Funeris Venatio:
Wnętrze było czysto służbowe. Niezbyt szeroki korytarzyk prowadził dalej do szerszego i bardziej przestronnego pomieszczenia, w którym znajdował się długi stół, dwie ławy, masa skrzyń, worków, stojaków na broń i oporządzenie. Kręciło się tam dwóch rycerzy i jeden ktoś ubrany w strój strażnika miejskiego, nie należał na pewno do Zakonu ÂŚwitu. Tyłem do wejście, grzebiąc w jednym z pakułów i klnąc nieprzyzwoicie, kucał barczysty mężczyzna w srebrnej zbroi. Sądząc po wzroście, czuprynie i naprawdę niewybrednych słowach, był krasnoludem.
- Kto mi kurwa schował grzebień do brody? Którego słać na warty jak będzie pizgało złem, psie syny? Gadać, kurwa! - Tak, to był krasnolud. Zdecydowanie.
Elizabeth:
-Hej, Jestem Elizabeth, przybywam ze stolicy, a konkretnie z samego Raschet. - ukłoniła się i czekała na reakcje krasnoluda. Bawił ją ten krasnal, dlatego na jej obliczu szybko zagościł szczery uśmiech.
Funeris Venatio:
- Raschet nie jest w stolicy... - powiedział krasnolud, chwytając stojący obok młot.
Elizabeth:
Elizabeth speszyła się aż na jej policzkach pojawiły się czerwone kolorki.
- Miałam na myśli stolicę jako główną siedzibę bractwa... a może rzeczywiście nie mam racji. Ale czy to takie ważne... - machnęła ręką - Szukam Sergiusza, mam do niego wielką prośbę. Wielką jak wielką... dla mnie to bardzo ważna sprawa, a dla niego może nie będzie to takim wielkim problemem. Szczególnie, że w tym mieście nie panuje żaden burmistrz. - Ostatnie zdanie dodała z przekąsem.
Funeris Venatio:
- Jak to nie panuje żaden> Mamy nawet dwóch! - ryknął krasnolud, a rycerze odpowiedzieli mu gromkim śmiechem. Widocznie był to jakiś powód do żartów, czy coś.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej