Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stella Artois
Elizabeth:
- Niech i tak będzie. - Odwróciła się i pomachała mu nieznacznie ręką na pożegnanie.
Elizabeth ruszyła stanowczym krokiem do aresztu znajdującego się w mieście. Liczyła na to, że nikt jej nie przeszkodzi w przesłuchania Krzysztofa, lecz dla upewnienia spytała się jeszcze strażnika o zgodę i ewentualnie wskazanie drogi do celi.
- Witam - zrobiła niewielki ukłon, aby okazać mu w jakiś sposób dobre maniery i życzliwość, do której ujawniania jeszcze nie była w pełni przekonana. - Siostra Elizabeth z Bractwa ÂŚwitu. Przybywam z samej głównej siedziby bractwa, aby przesłuchać Krzysztofa z Mamina. Czy nie będzie problemu, abyś wskazał mi drogę?
Funeris Venatio:
Strażnik od razu zorientował się, że ta kobieta naprawdę jest z Bractwa, w końcu rycerze od jakiegoś czasu stacjonowali w mieście. Nie widział też powodu, by nie udzielić zakonnikowi widzenia ze zwykłym rzezimieszkiem, w końcu to ani morderca, ani nikt taki, żeby potrzebować oficjalnych pism i zezwoleń. Wskazał więc przedostatnią celę na prawo, przy schodach na dół.
Elizabeth:
Elizabeth docierając do celi przyjrzała się jej wnętrzu. Obserwowała chłodnym spojrzeniem osobę, która miała być Krzysztofem z Mamina. Nie wiele o nim wiedziała, więc na pewno ciężko byłoby jej jednoznacznie wykryć pomyłkę i zbieżność imion. Zbliżyła się do krat i posłała ciepłe pytanie, które przepełnione było błyskotliwością oraz życzliwością:
-Krzysztof z Mamina? Dobrze trafiłam?
Funeris Venatio:
Krzysztof był młodym mężczyzną, nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia pięć lat. Był wcale wysoki, szczupły, chociaż widać, że mięśnie nie służył mu tylko do podtrzymywania ciała w pionie. Krótka brązowa czupryna osadzona była na przystojnej, ogolonej ze dwa dni temu twarzy. Miał na sobie proste ubranie, jakie często nosili robotnicy, znoszone i nieco podniszczone. Jego zielone oczy zdradzały wielką inteligencję. Taksował nimi niewielką kobietę należącą do niziołków, próbując wyczytać z niej jak najwięcej. Parę rzeczy dostrzegł.
- Jak to zawsze bywa, to zależy od tego, kto pyta - odparł spokojnie, a jego głos nie zdradzał absolutnie żadnych emocji, chociaż był miły do słuchania.
Elizabeth:
- Pragniesz poznać moje imię rzezimieszku? - posłała mu uśmieszek, rzucając to retoryczne pytanie bardziej jako żart.
- Jestem siostrą z Bractwa ÂŚwitu. Na pewno nie jeden raz słyszałeś o naszej organizacji. - powiedziała lekko z przekąsem, nie chcąc wiele mu jeszcze zdradzać.
- Zatem opowiedz mi co takiego zrobiłeś, że siedzisz w tym więzieniu. Oczywiście jeśli nie jesteś tutaj czymś bardzo zajęty. Nie chce ci narzucać mojej woli czy coś. Liczę na to, że masz jakieś racjonalne wyjaśnienie swoich złych poczynań.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej