Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przyjaciel
Nirsal:
- Panie Creed i Panie Szarlej.
Demon skłonił się w pas.
- Przychodzę do Panów w nietypowej sprawie. Otóż jakiś czas temu wasz mocodawca otrzymał ode mnie zlecenie polegające na zdobyciu kilku ważnych na Valfden głów. Wśród nich znalazła się nawet głowa waszego króla Isentora I Aquila. Ze smutkiem przyglądałem się waszym nieudolnym próbą wykonania zlecenia, za które pobraliście sowitą zaliczkę. Zanim moje sługi rozszarpią Panów truchła, zadbam o resztki waszego honoru. Przynajmniej zlecenie na króla zostało dziś wykonane. Mój osobisty agent Rakbar Nasard zesłał na pałac królewski ognisty meteor zasiewając w waszych szeregach śmierć i zniszczenie. Chociaż jedno ze zleceń zostało wykonane, niestety nie przez was. Zgadnijcie co zaraz na was czeka?
Nirsal zaczął odchodzić w mrok zaciemnionej uliczki, zza jego sylwetki wyłoniły się dwa szczerzące ostre zęby ogary z otchłani.
http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Ogar_z_otch%C5%82ani x2
Szarleǰ:
Stał jak wryty słuchając przemowy demona i niemal nie dowierzał własnym uszom.
- Pewnie, kurwa, czemu nie - mruknął pod nosem.
Minęło kilka chwil, a stał twarzą w twarz(e) z piekielnym ogarem. Nie było zbyt wiele czasu na zastanowienie. W takich momentach stres, czy strach przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Albo się szybko działa, albo szybko ginie. Szarlej o stokroć wolał to pierwsze rozwiązanie. Z początku bestia powoli stąpała w jego kierunku i parskała groźnie, raz po raz wypluwając z paszczy języki ognia. Kruk zrobił ostrożny krok w tył, potem następny i jeszcze jeden. Starał się zachować dystans, jednocześnie nie rozjuszając bestii. Jeśli ta rzuciłaby się za nim w krwiożerczą pogoń, prawdopodobnie byłby już trupem. Postanowił rozegrać to strategicznie. Co prawda nie miał zbyt szerokiego wachlarza możliwości walki z piekielnym czworonogiem, jednak w głowie zaświtał mu pewien plan.
Tak, to powinno zadziałać, pomyślał. Wiedział już, że tego zwierzaka trzeba przechytrzyć. Przez chwilę czuć było w powietrzu niewyobrażalne napięcie, które Szarlej miał zamiar szybko i efektywnie rozładować. Wtedy bestia warknęła przeciągle i ruszyła na kruka. Trzema długimi susami pokonała dystans między nimi. Już wyciągnęła szyję, a jej szczęki rozwarły się, by Szarlej mógł dokonać w nich swego żywota. Jednakże nie spodziewała się jednego.
Człowiek zaoszczędził wystarczająco dużo czasu, by skoncentrować dawno nieużywaną energię.
- Aresh! - ryknął w ostatniej chwili, a przed nim, jak grzyby po deszczu, wyrosły ostre jak sztylety, magiczne stalagmity. Miał nadzieję, że uda mu się złapać potwora w pułapkę. Nie miał jednak czasu, by sprawdzić, czy udało mu się pokonać piekielnego przeciwnika. Biegł już bowiem ile sił w nogach, by oddalić się na bezpieczny dystans, lub kontynuować ucieczkę w razie, gdyby jego plan zawiódł. W międzyczasie odnalazł schowaną za pazuchą runę wody. Zrobił to momentalnie, jak i również momentalnie odwrócił się w stronę bestii i wypowiedział inkantację.
- Anoshu!
Po chwili z jego rąk wystrzelił mroźny podmuch, wycelowany prosto w gorejącą paszczę ogara. Na koniec sięgnął po kuszę zawieszoną u pasa, z zamiarem nałożenia jednego z bełtów na łożysko i wyprowadzenia kolejnego i, miał nadzieję, ostatniego już ataku.
Creed Canue:
-No kurwa jeszcze tych ogarów brakowało. - szybko wyciągnął swoją runę cofając się przy tym i mocno się skupił i gdy bestia była 5 metrów od niego szybko krzyknął inkantacje Aresh! - ogar był na odlegści około 3 metrów spod ziemi momentalnie wyrosły ogromne stalagmity przebijając jednego ogara. Wolał nie ryzykować i w biegu schował rune a wyciągnął łuk, nałożył strzałę na cięciwę i wypuścił jedną strzałę pomiędzy łby piekielnych bestii. Gdyby ogary po tych atakach nie padły na wszelki wypadek schował swój mithrilowy łuk a wyciągnął miecz który był wykonany z szarej rudy.
Nirsal:
Ogar trafiony przez Creeda nie odniósł ciężkich ran, strzała wbita w jego kark złamała się kiedy ten zaczął wściekle szarżować na kruka. Szarlej lepiej radził sobie z przeciwnikiem.
Szarleǰ:
Szarlej widząc, że jego ataki poskutkowały, postanowił czym prędzej unieszkodliwić przeciwnika. Ogar raniony stalagmitami i runą wody zawył głośno i zatrzymał się na moment, jakby zdezorientowany. Kruk w tym czasie zdążył naładować kuszę i wycelować prosto w rozdziabioną paszczę bestii - a przynajmniej w jedną z nich. Bezdźwięcznie wypuścił powietrze ustami, po czym nacisnął na cyngiel. Nie minęło więcej, niż kilka sekund, a drugi bełt pomknął w kierunku bestii. Miał nadzieję, że po tych atakach ogar się już nie podniesie - jednak na wszelki wypadek, gdyby bestia chciała zaszarżować, skupił się i przygotował do ponownego wypowiedzenia magicznej inkantacji.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej