Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zdradliwa żona
Silion aep Mor:
Zabral krzemienie i kartke ktora obejrzal z obu stron. Wsadzil papier w kieszen i wrocil na korytarz, wyrwal jedno drewniane przeslo w barierce od schodow, podszedl do trupa i sciagnal z niego koszule, plaszcz, spodnie, cokolwiek, co bylo, owinal ta rzecz na koncu dlugiego drewnianego preta ktorego wyrwal i zawiazal. Wyjal z kieszeni swa manierke i obficie lal alkoholem na material. Schowal buteleczke, wzial krzemienie i ocierajac je o siebie podpalil prowizoryczna pochodnie. Z tym zrodlem swiatla w jednej rece i kusza w drugiej, ostroznie, po cichu kierowal sie po schodach do gory.
Aiden:
Nim jednak podpaliłeś te szmaty, zauważyłeś pewną prawidłowość, ciuchy są mokre od krwi, podpalenie ich to czasochłonne zajęcie, zwłaszcza, że pierw musiała by wyschnąć krew, później zająć się ciuch...
//Na pewno to robisz?
Silion aep Mor:
//Myslalem ze nie cale sa we krwi. ;[
Krasnolud stwierdzil ze to mujowy pomysl. Rozejrzal sie wokol i postanowil zrobic tak. wzial swa manierke niedopitke w ktorej alkohol sie nie konczy. Oblal calego trupa, wszedl na schody, lal po wszystkim, sciany, podlogi, okiennice, wszystko wokol. Schodzil nizej lejac po wszystkim, rozlewajaccten spirol kierowal sie do okna. Alkoholowa sciezke zakonczyl na srodku pokoju z oknem, rozlal tam ogromna kaluze. Schowal butelke, stanal w bezpiecznej pozycji od cieczy i krzesal ogien, kilka iskier wystarczylo by spirytus zajal sie, szybko trawil "alkoholowa sciezke" podpalajac wszystko wokol. Brodaty naciagnal kaptur, wyskoczyl oknem i. zniknal w jednej z ciemnych uliczek podgrodzia. Gdy juz byl daleko a wciaz widzial pozar, obserwowal go.
Aiden:
//Jakiej pojemności jest ta manierka? bo nie jest mi nic wiadome, byś miał wiecznie napełniającą się manierkę z znikąd, pierwsze słyszę o takim artefakcie, a byłby cenniejszy od wszystkich znanych cudów marantowego świata.
Silion aep Mor:
//Magiczna manierka z gór Qaven, sprawdz w domku ;) Przykro mi, mam ten artefakt od poczatku gry :D
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej