Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Nawiedzone miasteczko
Lucas Paladin:
Groźba podziałała i to było najważniejsze. Nikomu nie stało się wiecej krzywdy. Lucas musiał więc ruszać w dalszą drogę i wreszcie dotrzeć do miasteczka, w którym miał rozwiązać zagadkę zleconą przez Dimitra. Nie znał jednak dokładnej trasy i musiał zapytać kogoś. Być może wśród tych cywili był ktoś, kto wiedział?
- Przepraszam - zaczął rycerz - Czy ktoś z Was wie jak dotrzeć do miasteczka, które ponoć nawiedzone jest? Muszę tam czym prędzej dojechać. Jestem Lucas Paladin, święty mściciel Bractwa ÂŚwitu. Ochronię Was też przed maruderami.
Rodred:
- Jazda tam samemu nie jest dobrym pomysłem. Zaczęła kobieta.
- Zły duch miasteczka cię opęta. Tak jak zresztą wszystkich pozostałych.
Lucas Paladin:
Lucas się uśmiechnął. Widział, że ludzie się bali. Duchy i demony wzbudzały ogólny strach. Dlatego właśnie chodzili po ziemi tacy jak Lucas. ÂŻeby chronić tych słabszych.
- Mam immunitet. Duchy nie mogą mnie opętać. - pewność siebie emanowała z rycerza. Zresztą i tak mówił prawdę, ale ludzie nie musieli tego wiedzieć. - Wskażcie mi tylko drogę, a pozbędę się tego ducha.
Rodred:
- Jak chcesz, ale to samobójstwo. Wzruszyła ramionami kobieta.
- Jak pojedziesz dalej prosto to po jakiś 400 metrach skończy się ścieżka i wyjedziesz na grzęzawiska, które utworzyły się po ostatnich ulewach. Podobno są niebezpieczne. Możesz to ominąć jednak będzie cię to kosztowało 1,5 dnia. Widzisz, że kobieta jest w lekkim szoku i prawdopodobnie nie doszło jeszcze do niej to wszystko co tu się stało. Pod tymi gruzami prawdopodobnie zginęli jej bliscy.
Lucas Paladin:
Niebezpieczeństwo to nie coś, czego Lucas by się obawiał. A i tak stracił już zbyt dużo czasu. Trzęsawiska nie stanowiły dla niego zagrożenia, większe zagrożenie stanowił demon, odzywający się w jego umyśle. To on był prawdziwym celem Lucasa. Podziękował kobiecie za pomoc, po czym natychmiast wrócił po konia. Natychmiast ostro popędził Tancerza i pojechał prosto, gdzie droga wiodła wprost na grzęsawiska.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej