Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Nawiedzone miasteczko
Rodred:
Zobaczyłeś, że kilka postaci wyskoczyło przez okna, kilka wybiegło za tobą. Wybiegłeś na zewnątrz gdy wtem ogarnęła cię ciemność. Kurz i pył wpadały Ci we wszystkie możliwe miejsca. Kompletnie nic nie widzisz. Przez huk walącej się budowli słyszałeś rżenie przerażonego konia i krzyki zasypywanych ludzi. Wiesz, że są wokół ciebie inni ludzie, ale nic nie widzisz.
Lucas Paladin:
Ciemność. Uczucie ogarniającej ciemności było dla rycerza rozpaczliwe. Z dala od światła, które daje Zartat. Kurz i pył wpadały ze wszystkich stron, pogłębiając tylko niemoc Lucasa. Budynek się zawałił, to było oczywiste, mściciel swoją opieszałością pogrzebał ludzi pod ziemią. Nieświadomie, ale jednak. Teraz musiał oswobodzić wzrok, więc sprawdził czy może poruszać ręką, kurz i pył nie mogły non stop lecieć. Lucas wypowiedział szybko inkantację zaklęcia światła:
- Elisash! - i mała kulka światła rozbyłsła w miejscu, w którym znajdował się rycerz. Rozejrzał się dookoła, aby sprawdzić co się stało i jak się wydostać z kłopotliwej sytuacji.
Rodred:
Kurz opadał i światło pomogło Ci rozpoznać sytuację. Widzisz wokół siebie 4 ludzi. Kobietę, mężczyznę i dwóch wyglądających na tych maruderów. Widzisz, że jeden z nich jest kobietą, która otrząsnęła się z kurzu równie szybko co ty. Szybko doskoczyła do mężczyzny i stanęła za nim przykładając mu nóż do gardła. Oczywiście przodem obrócona do ciebie. Kątem oka zobaczyłeś, że dalej, za i po bokach budynku też są jacyś ludzie. Na oko 3 maruderów i 4 cywili.
Lucas Paladin:
Lucas opanował emocje. Musiał uspokoić zarówno morderców, jak i cywili, których dostrzegł. Kiedy zobaczył, że jedna z kobiet przystawia drugiej osobie nóż do gardła, postanowił działać.
- Odłóż ten nóż, kobieto. - rozkazał ostro. - Nikomu nie stanie się dziś już kzywda, zbyt wiele cierpenia i śmierci jak na jeden dzień. Odejdźcie stąd.
Rycerz gotów był załatwić sprawę szybko i zdedcydowanie. Miał plan, jak w razie czego wyeliminować kobietę.
Rodred:
Kobieta niepewnie zerknęła na swoich towarzyszy. Widzisz, że otrząsnęli się już wszyscy, a kurz niemal opadł.
Widzisz, że maruderzy powoli się wycofują zbierając przy okazji co swoje. Widzisz, że co poniektórzy już się odwrócili i szybkim krokiem zaczęli odchodzić. W pewnym momencie kobieta puściła tego mężczyznę i szybkim krokiem dogoniła resztę. Cywile przestraszonym wzrokiem ich odprowadzali i instynktownie zebrali się do kupy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej