Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (12/40) > >>

Nawaar:
Dhampir też, nie zamierzał się zatrzymywać na postój! Noc się zbliżała i czuł, że zaraz wróci do niego moc i chęci do dalszej podróży. Do elfki nic nie miał, bo skąd ona miała niby wiedzieć? Dlatego, kiedy spojrzała w stronę długowiecznego puścił jej oczko, coby mogła się rozchmurzyć i zaprzestać patrzenia w ten sposób. Następnie Silva pogłaskał ogiera sprawdzając jak się czuję w końcu to była jego druga podróż, więc raczej nic nie powinno się stać. - Tak, jedźmy dalej nie ma co zwlekać. Archipelag potrafi zmienić każdego.
Rzekł to uśmiechnął się wszak to, nie był przemarsz z wozami po dżungli, nierównym terenie i Bogowie sami wiedzą, czym jeszcze. Dlatego na razie nie zamierzał opuszczać wyspy a zająć się sprawami konkordatu a było tego wiele nawet sam, nie wiedział czy w międzyczasie zdąży zapolować na szalonych wampirzych degeneratów miał nadzieję, że Gunses nie zaproponuje albo zmusi go do rozpoczęcia takich poszukiwań. 

Dragosani:
Gdy wszyscy się wypowiedzieli, odezwał się znów Dragosani.
- Nie ma więc co się ociągać. Jedźmy dalej - powiedział. Nie ruszał jednak jeszcze. Jako, że był na końcu konwoju, ruszyć musieli najpierw ci z przodu, coby Antares na nich nie wjechał. To mogłoby być raczej nieprzyjemne. Rzucił spojrzenie Nessie, która to szczerzyła się radośnie jak elf w lesie. Co w sumie miało pewne uzasadnienie.
- To jak tam będzie z tym śpiewem? - zapytał elfki. ÂŻeby nie myślała, że tak łatwo się z tego wywinie! Zbliżała się noc, a więc i Dragowi jeszcze bardziej poprawiał się humor. Nie mógł się doczekać, aby ściągnąć maskę i kaptur.

Nessa:
Niewątpliwie reakcja Silvy ucieszyła Nessę. To dobrze, że nie miał jej nic za złe. Sama sytuacja natomiast była bardziej zabawna niż groźna. Aczkolwiek Tinuviel znała Melkiora i Yarpena, ale tylko ich dobrą stronę. Nie znała sytuacja w Bękartach, ale skoro nawet ona odeszła z Kruków bez większych konsekwencji, to czemu najemnicy mieliby działać inaczej?
- To już jak ruszymy, chociaż nie przychodzi mi nic radosnego do głowy - skrzywiła się elfka. Rzeczywiście, nie była przyzwyczajona do śpiewania samotnie wesołych piosenek czy pieśni. W kompanii to zupełnie inaczej, choć wiele zależało od jej składu. "Krąg życia" jakoś przestał pasować jej do okoliczności. Te piekielne robale, brud i otoczenie wampirów w maskach, gdy już słońce nie oświetlało wszystkiego radośnie i nie sprawiało, że od samego widoku chciało się uśmiechać, odsuwały pomysł śpiewania tego utworu.

Gunses:
Jechali więc dalej. Gunses z Setmre prowadzili. Wampirzyca mimo iż nie zdecydowała, czy weźmie udział w starciu czy nie, chciała odprowadzić Gunsesa do samego celu ich wędrówki. Wiedziała, że kobieta, która wtenczas będzie przy nim, będzie pretendować do tytułu pani północy. Setmre umiała o siebie zadbać i nie kryła tego przed Cadacusem. Ich związek nie miał wiele z romantycznych opowieści. Byli ze sobą, bo każde potrzebowało drugiej osoby. Połączyło ich przeznaczenie, to że każde z nich było wojownikiem. To, że mieli wyśmienity seks. To, że pasowali do siebie jak mało która para.
Czas zgasił ostatnie promienie słońca daleko na zachodzie. Tam, gdzie rozciągał się nowy, nieznany kontynent. Gunses myślał o nim sporadycznie, ale i tak częściej niż większość mieszkańców wyspy. Kontynent położony na zachodzie... Pasy ziemi, gór, lasów, równin. Mogły skrywać przed sobą sekrety o których się ludziom nie śniło. Wampirowi się śniło. Widział wehikuły, w których siedzieli ludzie, a które napędzały furkoczące maszyny. ÂŚnił o metalowych ptakach. Zawsze budził się z takich snów. Po przebudzeniu myślał nad nieudolnością śnionego świata. Czymże jest bowiem metalowy ptak, skoro magowie z Valfen mogą teleportować się na krążące wokół ich świata księżyce?
Gunses rzekł
- Uker'eyj setiel - i w tej chwili Krwawy Kryształ zniknął. ÂŚwiatło przez niego rzucane zniknęło razem z nim. Droga pogrążyła się w mroku.
Jechali w nocy, pośród rechotu żab w strumieniach i leśnych bajorach, krzyku nocnych ptaków, grania świerszczy. Jechali, a wiatr śpiewał w liściach drzew o bohaterach i potworach, o magii, o ukrytych skarbach i o zmarłych. ÂŚpiewał pieśni, którego języka nie znał nikt. Drzewa przekazywały szept wiatru, chyląc się ku sobie nawzajem. Zza chmur, z na północy spadł deszcz, wyjrzał księżyc i rzucił zamglone światło na świat. Droga którą jechali była kiedyś często użytkowana. Trakt północny. Teraz jeździły nią karawany zaopatrzone w wydobyte surowce z kopalń. Czasem przejechał myśliwy. Jednakże rzadko. Od czasów upadku Trójprzymierza i ÂŁowczych północ stała się dzika i nieprzyjazna. Niebezpieczna dla ludzi.

Nessa:
Długoucha poprawiła się w siodle. Momentami żałowała wręcz, że je wzięła, a nie zrzuciła na wóz. Jazda na oklep była o wiele wygodniejsza. Ba! Długoucha mogłaby się nawet wtedy przespać, jednak nie ufała aż tak Koniowi. Przez całą ich znajomość był spokojny i nie dostarczył Nessie żadnych nieprzyjemnych wrażeń. Nawet wredne owady mu nie przeszkadzały. Szedł tak samo monotonnie, od czasu do czasu ruszając jedynie uszami. Czasami Tinuviel zastanawiała się, czy nie jest on chory, ale nic poza przerażającym spokojem na to nie wskazywało. Nudny koń dla nudnej elfki. Idealnie.
- Dużo przegapiłam, wychodząc z wesela? - zagadała do Dragosaniego, gdyż Silva wydawał się być* dalej od niej, a nie wypadało krzyczeć. Jeszcze by kogoś zirytowali, bo nie każdy lubi zakłócanie ciszy podczas podróży. Niektórzy wolą jechać w milczeniu, wpatrywać sie w dal i rozmyślać o wielce istotnych rzeczach. Może Nessa przerwałaby rozmyślanie nad genialnym wynalazkiem, który zmieniłby życie milionów? - Naprawdę musiałam iść, chociaż podejrzewam, że ominęła mnie najlepsza zabawa! - zerknęła w kierunku Setmre i Gunsesa. A raczej nie zerknęła, co po prostu zaczęła patrzeć przed siebie. Nikt nie musiał wiedzieć, że elfka zastanawia się teraz, czemu oni byli nieobecni w tak ważnym dla Devristusa i Pattu dniu. Są oczywiście rzeczy ważne i usprawiedliwienia, z którymi nie można dyskutować.
Długoucha zapięła koszulę prawie pod szyję. Zaczynało robić się przyjemnie chłodno, a przynajmniej tak reagował rozgrzany organizm. Nessa szczerze nie znosiła astas. Jedyne, co odpowiadało jej w tej porze roku, to owoce. ÂŻadne, nawet najwykwintniejsze jedzenie nie mogło się równać z tak banalnymi dziełami bogów. Walcząc z strasznym pragnieniem podrapania się we wszystkie ugryzienia na karku ścisnęła mocniej lejce i spojrzała na Dragosaniego, oczekując odpowiedzi. Może nie upomni się o śpiewanie!

//:*nie do końca wiem, gdzie jesteś:<

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej