Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Melkior Tacticus:
--- Cytat: Gunses Cadacus w 05 Czerwiec 2015, 23:39:48 ---- Witajcie - rzekł do całej trójki i przywitał się z nimi - Melkiorze, Yarpenie, Silvasterze - uścisnął każdemu prawicę. Zbliżyła się do nich Setmre, stanęła przy Cadacusie i wcisnęła mu dłoń w jego dłoń
- Melkiorze, jeszcze raz, wyrazy współczucia po stracie ojca. Witaj Yarpenie, miło Cię widzieć w zdrowiu. Silvasterze, gratuluję tytułu. Miło, że ziemie w naszym hrabstwie posiada ktoś zaufany. - powiedziała dokładnie to, co mógł powiedzieć Gunses. Setmre jednak była partnerką doskonałą. Kiedy idzie wojna, mężczyźnie nie lza okazywać słabości.
- Podejdźcie do ognia - powiedziała i wskazała na kilka siedzących postaci dookoła ogniska. Wampiry kontemplowały ogień i rozmawiały o sobie tylko znanych sprawach.
--- Koniec cytatu ---
- Dziękuję. Odparł wampirzycy, przywitał się z resztą i zasiadł przy ognisku, podobnie uczynił i Yarpen.
*Nieco później*
Brakowało Xviera, Yarpenowi i Melkiorowi nie podobało się zbytnio że sami we dwóch będą musieli wszystko robić. Ale słowem nie pisnęli. Krasnolud poszedł po Gucia, czarnego masywnego ogiera i odwiązał od wozu z palami Gunsesową szkapę, przykulbalczył zaś Gucia do owego wozu. Do wolnego wozu zaś podczepił szkapę. W tym samym czasie Melkior ładował strzały na wóz.
Gunses:
Gunses poczekał aż Melkior i Yarpen wrócą, aby nie ominęło ich nic z tego co będzie mówił. Xviera i Yarpena chciał wynająć z powodów potrzeby pomocy w pracy, tak w przypadku syna Aragorna rzeczywiście chciał od niego pomocy jako łowcy. Kiedy elf i krasnolud zbliżyli się do ogniska wampir przemówił.
- W Ostoi może być do setki wampirów. Nie mogę was zapewnić, że będą to takie wampiry jak ja czy Drago. Te wampiry żywiły się na krwi zwierząt, często magicznych, które trzymaliśmy - spojrzał na Nessę - w zagrodach. Możliwe, że ich krew mogła wpłynąć na ich wygląd i sposób zachowania. Te wampiry są też znacznie odizolowane. Do najbliższych ludzkich osad dziesiątki kilometrów. Na pewno zapuszczały się tam podczas niejednej zimy. Jednakże odizolowanie mogło spowodować ich degenerację. Mam prawo przypuszczać, że będziemy mieli do czynienia z wampirami niższego rzędu - powiedział i spojrzał w wodę rzeki, która odbijała światło księżyca i gwiazd, odbijała niebo nocą.
- Część wampirów na pewno oddaliła się od Ostoi i zaatakowała inne ludzkie osady. Możliwe, że porywają ludzi. Co do Ostoi. Wątpię, żeby przeżył tam ktoś z ludzi.
Nawaar:
Dhampir był gotów usłyszeć takie słowa, toteż nawet się nie poruszył i z kamienną twarzą siedział wpatrzony w płomienie. W przeszłości miał już do czynienia z degeneratami, ale słowa jakie napływały do jego uszu były straszne! Wampiry rozprzestrzeniły się wybijając wszystkie zwierzęta dookoła pijąc ich krew a potem rzuciły się na biednych mieszkańców wsi! Być może nawet zapukali do drzwi jego gminy, to już samo w sobie było nie wybaczalne, na tyle że z automatu zacisnęła się jego pięść a oczy przepełniły się mrokiem i porzucił wszelkie wahania jakie miał wcześniej! Te wampiry zasłużył na swoje powinny umierać w takich samych męczarniach jak ludzie i zwierzęta. Paskudne zdegenerowane wampiry muszą umrzeć nim całkowicie zatracą się w mroku niszcząc jeszcze więcej na swej drodze.
- Niewybaczalne, co tam się wyprawia. Trzeba to ukrócić i zakończyć to szaleństwo nim całkiem wymknie się spod kontroli kogokolwiek.
W środku targało nim wiele emocji w większości te złe odziedziczone po matce, ale mówił spokojnie niczym stary wampirzy lord. Wewnątrz ciała dhampira działo się wiele w tej chwili, ale starał się to wygłuszać, by nikt tego nie dojrzał.
Dragosani:
Dragosani zaś nie czuł nic poza spokojem. Bowiem nie ma emocji, jest spokój. Zdyscyplinowany umysł mógł przyjąć każdą informację, nie pozwalając aby jakieś uczucia zakłócały osąd. Rzecz jasna słowa Silvastera były słuszne. Trzeba było zakończyć tę plagę, która zagrażała mieszkańcom północy, oraz szargała dobre imię wampirzej rasy. Wpatrując się w mrok lasu, rozmyślał nad uzyskanymi informacjami. Szykowała się dość ciężka wyprawa. Setka wampirów, nawet zdeterminowanych do zwierzęcego poziomu, stanowiło nie lada wyzwanie. Jednak grupa łowców miała po swojej stronie spryt i element zaskoczenia. Tamte wampiry na pewno nie spodziewają się ataku. Ataku, który będzie nadchodził nagle, z ukrycia, i równie szybko będzie znikał, zostawiając za sobą trupy. Degeneracja wampirów utrudni, może nawet uniemożliwi im podjęcie skoordynowanej obrony. I tak, po kawałku, będzie można wybić wszystkich. ÂŁatwe to nie będzie, szybkie też nie. Ale trzeba było to zrobić. Drago obrzucił spojrzeniem wszystkich zebranych. Uśmiechnął się krzywo. W głębi duszy mógł być ostoją spokoju i dyscypliny, ale nie znaczyło to, że nie może zachowywać lekko kpiącej pewności siebie.
- Damy radę - stwierdził. - Nie takie rzeczy się robiło. - Słowa te szczególnie kierował do osoby, która jeszcze niedawno wypytywała go o sposoby walki z wampirami. Niech się nie zamartwia!
Gunses:
Gunses natomiast był mieszaniną dzikiej furii i chłodnej perfekcji. Wiedział, że pale które mają na wozie będą wykorzystane przeciwko wampirom. Wiedział, że przy palach zginie kilkadziesiąt z wampirów. Chciał tego. Nie dane mu było zachować spokój i chłód jaki przynależał innemu wampirowi. Los chciał, by niszczył. By prowadził do upadku. Ważne jest jednak, aby gniew ukierunkować, aby obrać dobry cel. Cadacus wiedział, że cel jest wybrany perfekcyjnie.
- Wykorzystamy najsilniejszą broń przeciwko wampirom jaką mamy - powiedział Gunses chcąc podnieść na duchu osoby, które w ciągu nocy nie widzą najlepiej - Słońce. Wejdziemy do Ostoi za dnia i zrobimy rekonesans. Resztę wytłumaczę wam na miejscu. Już po północy. Wyruszamy przed świtem, jak konie odpoczną.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej