Tereny Valfden > Dział Wypraw

Zapach mięty i bazylii

<< < (4/9) > >>

Funeris Venatio:
//Gao, następna kwestia. Edytowałeś swój poprzedni post. Dlaczego? Dlaczego edytowałeś jego i napisałeś jeszcze w dodatku następny? Nie bardzo rozumiem. Jest taka zasada, która jest strasznie logiczna, że jak już coś zostało napisane, to takim pozostaje. Oczywiście możesz poprawić jakieś stylistyczne, gramatyczne czy ortograficzne błędy, ale na pewno nie zmieniać sensu całej wypowiedzi. Teraz to wygląda po prostu dziwnie, zwłaszcza, że nikt nie wie, do czego ja się odnoszę w mojej poprzedniej wypowiedzi. Wyobraź sobie, że teraz ja bym edytował któryś ze swoich poprzednich postów, w którym bym napisał, że ktoś Ci coś wsypał do podanego napoju i po chwili okradł. Po pierwsze - nie wiedziałbyś, że takie coś się zdarzyło. Po drugie - nie mógłbyś zareagować, gdyż akcja została posunięta już do przodu. Przestrzegam więc przed tym. Nie rób tak więcej.

Staruszek był w trakcie składania swojego kramiku. Stelaż był całkiem sprytnie zaprojektowany, wkomponowany w dwukółkę ciągniętą przed pojedynczego muła. Prosta konstrukcja, z jednej strony przygotowana do siedzenia i pokonywania na niej pewnych odległości, z drugiej zaś idealna do obwoźnego handlu, jakim parał się starszy człowiek. Tania w wykonaniu, prosta i skuteczna, czyli dokładnie taka, jaką potrzebował ktoś o statusie tego jegomościa.
- A ja tam wiem? Niewiele chyba. Ja tutaj tylko rzepę sprzedaję, nie pcham się w rozróby. A teraz sprzedałem, więc wracam do domu. Za miastem mieszkam, niedaleko - wskazał ręką gdzieś przed siebie, na chwilę przerywając zapinanie klamer przy uprzęży muła. -  Tam w wiosce, gdzie rzepa. To ja tam właśnie mieszkam. A tutaj nie wiem, bo ja tutaj nie mieszkam. Ja z wioski, co ona tam, za miastem kawałek... - ciągnął w nieskończoność tę samą historię staruszek, widocznie zapętlając się na dobre.

Gaorth:
Gaorth po wysłuchaniu staruszka rozważał co ma zrobić teraz. Początkowo chciał udać się do dzielnicy mieszkalnej bo przy południowej bramie nie ma nic do roboty lecz stwierdził że to bardzo zły pomysł, aż w końcu człowiekowi wpadła pewna myśl do głowy - A co jeśli zaraz coś się w okolicy się wydarzy? Może ten staruszek coś będzie robił? Chyba niech zacznę uważnie obserwować okolicę i handlarza. - Gaorth tym razem uznał że to będzie najlepsze rozwiązanie. Człowiek usiadł na ławce i zaczął uważnie patrzeć na okolicę, a także czekał aż pan handlarz oddali się minimalnie na odległość 4 metrów żeby móc go bez ryzyka przyłapania obserwować.

Funeris Venatio:
Staruszek nie przejmował się niczym wokół. Jeszcze kilka razy powtórzył, że mieszka za miastem, oczywiście wskazując to miejsce wyschniętą ręką. Udało mu się jednak zebrać w sobie i dokończył przygotowywanie muła. Zwierzę z pozoru wyglądało na otępiałe, nieco schorowane i na pewno zmęczone. Nawet nie ciężką pracą, co po prostu swoim monotonnym życiem. Podobnie wyglądał staruszek, któremu wszystko było jedno, czy go ktoś obserwuje, czy wręcz przeciwnie, nikt na niego nie zwraca uwagi. Wgramolił się na swój składany kramik, rozsiadł się wygodnie, piardnął przeciągle i strzepnął delikatnie wąską trzcinką, której używał do poganiania muła. Kółka wehikułu powoli zachybotały na bruku, skrzypiąc i jęcząc przeciągle. Handlarz rzepą oddalał się. Najpierw trzy metry, potem cztery, pięć, sześć, siedem... Nie jechał szybko, raczej powoli, ale jednostajnie. Nie forsował tempa, nie miał po co. Słońce nadal świeciło, południe minęło może ze dwie godziny temu. Wiatr leciutki wiaterek, który przyjemnie chłodził i dodawał orzeźwienia. Ptaki śpiewały, dzieci płakały, baby krzyczały, żebracy błagali o jałmużnę. Ktoś kogoś zwyzywał, ktoś popchnął, kopnął, obrzucił błotem czy łajnem. Czwórka małych szkrabów, ledwo wystających spod szerokich spódnic matek, wrzeszczała coś, że zaraz pójdą grać w obrzucanie krasnali. Zwykła miejska sielanka.

Gaorth:
Gaorth po kilkunastu minutach obserwacji  stwierdził że przy południowej bramie nie ma nic do roboty i jest nudno, jedyne co go zainteresowało to ten handlarz na mule, niedługo potem człowiek zaczął podążać za staruszkiem dlatego że miał nadzieję że coś wydarzy w pobliżu tego starca.

Funeris Venatio:
Gaorth czekał kilkanaście minut, więc staruszek zdążył już odjechać. I to odjechać dość znacznie, że człowiek go nie miał w swoim polu widzenia. Mógł podążyć gdziekolwiek, wybrać jakąkolwiek drogę i skręcić w każdą jedną możliwą odnogę, ścieżkę, trakt. Mógł zrobić cokolwiek. Mimo wszystko Gaorth zdecydował się za nim podążać. Ruszył więc przez bramę miejską i pieszo pokonywał kolejne metry głównego gościńca. Był środek dnia, więc mijał wielu kupców, farmerów, zwyczajnych podróżnych czy rycerzy na koniach. Niektórzy mieli świtę, niektórzy podróżowali samotnie. Nigdzie nie było jednak widać staruszka. Tak idąc i idąc, Gaorth dotarł do pierwszego niewielkiego rozwidlenia. Mógł iść dalej prosto, pozostając na głównym gościńcu, ale mógł też skręcić w niewielką ścieżką w lewo, między krzakami bzu i rzadko rosnącymi wierzbami.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej