Tereny Valfden > Dział Wypraw
Pośród traw i starych drzew: Szeptucha
Thulhu:
- Hym. Raczej nie powinno to być trudne. To nadal są zwierzęta, tylko trochę inne. Chociaż, wszystko możemy spotkać na swej drodze. Skoro, działa to na KAÂŻDÂĄ istotę żywą. - Następnie, uszykowałem się poprawiając szpony dziecka lasu i będąc gotowy do dalszej walki.- Walkę mam w swej zimnej krwi
Bardzo ciekawiła, mnie walka z tymi istotami. Chociaż były one zwykłymi zwierzętami, mogły okazać się groźne. Co, by mnie bardzo ucieszyło...
Kenshin:
- Dobrze to ruszajmy, bo zwierzęta na nas liczą! Musimy im pomóc i ochronić naturę, wszak taka nasza powinność jak wiernych wyznawców Ventepi! Powiedział dumnie ciesząc się, że otrzymał pozwolenie na dołączenie do zgromadzenia. Pasterz stworzenia powoli ruszył w stronę schodów prowadzących do wyjścia ze świątyni a potem, gdy już zszedł czekał na towarzyszy, by ruszyć razem i wspólnie zaradzić zaistniałemu problemowi.
Progan:
Grupa złożona z człowieka, elfa, orka i jaszczura ruszyła. Szli w górę strumienia, tak jak powiedziała im Szptucha. Po prawej i lewej stronie rozciągały się lasy. Najpierw mieszane, lecz z mijającym czasem przechodziły w iglaste. W końcu zrzedły, a przed nimi zaczęło rozciągać się przedgórze. Z ziemi wystawały skały, ziemia między nimi pokryta była płożącą się iglastą roślinnością. Wyrwy nie trzeba było daleko szukać. 500 metrów przed wami kręciły się trzy wypaczone dziki, dwa wypaczone ścierwojady.
3x wypaczony dzik
2x wypaczony ścierwojad
//: Odległość 500 metrów.
Kenshin:
Cała czwórka ruszyła według wskazówek Szeptuchy. Ork podziwiał tą spokojną okolicę przyglądając się zdrowej naturze, która była w pełnym rozkwicie. Woda miło szumiała mu w uszach a on zaczynał skupiać swoja wewnętrzną magiczną moc! Kenshinowi natura dodawała sił i pozwalała mu się niezwykle koncentrować czuł duże powiązanie jego duszy z przyrodą go otaczającą dlatego, nie wyobrażał sobie zmienianie tego co zdołał osiągnąć, ale jeszcze do stania się w pełni jednością z naturą trochę mu brakowało a nawet można, by rzec że dużo mu brakowało, ale starał się jak mógł. Pasterz będąc już w pełni skoncentrowany przyglądał się zmieniającym się lasom, które od mieszanych przeistoczyły się w iglaste tam usłyszał różne zwierzęta żyjące w harmonii i według swoich zasad, przez nikogo im narzuconych. Natura kierowała się sama, ale oczywiście interwencje człowieka często niszczyły ten ład i porządek, co smuciło orka w środku. W końcu jednak skupił się na dalszym marszu i wędrówce, gdyż zaczynały się pagórki, które zawsze męczyły orka albowiem nie był typem wędrowcy, ale radził sobie jak mógł aby nikogo nie zawieść. Ork pokonując tą przeszkodę szedł dalej wolnym krokiem rozglądając się i wreszcie towarzysze dojrzeli stado wypaczonych stworzeń oddalonych od nich na sporą odległość! Ork się zatrzymał, bo zdał sobie sprawę, że walka będzie ciężka a z drugiej strony każdy już wiedział, gdzie znajduje się wyrwa z płynną czarną rudą! Każdy wiedział, co powinien w tej sytuacji zrobić musieli oni powstrzymać zwierzęta a potem prędko zatamować wyciek! Kenshin był gotów do rzucenia zaklęcia, gdy chore zwierzęta zbliżą się zanadto do towarzyszy.
Thulhu:
- Dwa przeciwne gatunki, wędrują ramię w ramię. Coś czuje, że Zaraza jakoś, łączy te zwierzęta. Dziwne i to bardzo.- Powiedziałem, spokojnie- Proganie, powiedz mi. Czy ich mięso jest trujące? Obawiam się, że mój żołądek nie wytrzyma ich.- Mówiłem dalej spokojnie, tym razem sycząc, będą gotowy do Ataku- Dajcie mi znak, a ukrócę ich cierpienia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej