Tereny Valfden > Dział Wypraw

Szlakiem Chmielowych pól

<< < (46/87) > >>

Silion aep Mor:
//A chciałem jeszcze coś mądrego powiedzieć ;[

Krasnolud czuł się jak młody bóg całujać się z czarnoskóra, kobieta ukazała mu swoje prawdziwe ja. Kiwnął głową ze zrozumieniem. - Zemsta nie jest kluczem do szczęścia, spokój i zrozumienie, tylko to da ci ukojenie. - rzekl zanim kobieta zasnęła. Patrzył się przez chwile w gwiazdy. Wtulony w kobietę położył się delikatnie obok niej. Gdy zasnął miał sen lub wizje, widział tą całą sytuacje, mała Armin, płonące domy, pożoga, wojna, trupy ścielące ziemię, to było straszne, ten sen uświadomił mu wiele, lecz najważniejsza z nich było to że ta oto maurenka potrzebuje pomocy, jego pomocy, potrzebuje ciepła, zrozumienia, rady i zainteresowania. Uswiadomiło go to jeszcze bardziej ze to uczucie jest słuszne, że jest prawdziwe. Uświadomiło mu to że czlowiek potrafi zabić drugiego dla swojej własnej korzyści. ÂŻyj i daj żyć innym!
Wczesnym rankiem obudziło was świergotanie ptaków, słońce było nisko na niebie, mroczne chmury wciąż wprawiały swiat w ponury nastrój. Ognisko dawno zgasło. Poprzednia noc z pewnością wzmocniła uczucie tej pary.

//8:00 rano. 13oC

Armin:
//Trzeba było powiedzieć wcześniej :)

Armin usłyszała ćwierkanie ptaków. W nocy nic specjalnego jej się nie śniło. Pewnie jej umysł chciał uwolnić się od tego wszystkiego, tej sytuacji. Czarnoskóra leniwie otworzyła swoje oczy i pierwszym widokiem, który ujrzała był Ares. Wilk miał pysk na wysokości głowy kobiety. - Dzień dobry - wyszeptała i pogłaskała zwierzę po głowie. Podniosła się  z ziemi i usiadła po turecku. - Dzień dobry Silion! - powiedziała dziewczyna do krasnoluda.

Silion aep Mor:
Krasnolud po chwili przypominając trupa uniósł się z ziemi i usiadł, był blady, jego twarz była dziwnie wykrzywiona, sam zaś wyglądał słabo, miał czerwone białka oczu, ogółem wyglądał strasznie. Spojrzał tępo na kobietę i równie tępo rzekl do niej. - Kochanie, ja... -przerwał chcac zaczerpnac oddech. - Ja tam byłem, tam, gdzie toczyła się wojna, paliły się domy a trupy ścieliły ziemię. Widziałem małą ciemnoskóra dziewczynkę z paniką w oczach. Chyba odleciałem, czulem sie lekki jak duch, jakbym nie był w ciele, nie wiem czy to był sen, wizja czy nadmiar bagiennego ziela. Bynajmniej już wiem co czujaś wtedy... - spojrzał jej w oczy.

Armin:
On nie jest w stanie poczuć tego co ja wtedy. Mógł poczuć tylko namiastkę, a nie wszystkie uczucia. Armin spojrzała na krasnoluda.
- Wszystko w porządku? - spytała odruchowo z troską w głosie. Trzeba przyznać, że jej ukochany nie wyglądał zbyt dobrze. - Myślę, że nie trzeba było palić bagiennego ziela. Mówiłam, że to niedobre... - powiedziała do krasnoluda. Podeszła do niego i ułożyła mu włosy na głowie. Potem pocałowała w policzek i powiedziała: - Musisz się trochę ogarnąć. Trzeba wyruszać. - wstała, przeciągnęła się i poprawiła swój strój.

Silion aep Mor:
Krasnolud wstał i "ogarnął się". Złapał kobietę za nadgarstek i przyciągnął do siebie, spojrzał jej w oczy. - To nie bagienne ziele, z tym specyfikiem zetknąłem się w górach Qaven, to nie to. - patrzył się tak w tą kawową otchłań. - Strach, ból, rozdarcie, uczucie niesprawiedliwości, żałość, złość, gniew, chęć by uciec jak najdalej, pragnienie zemsty, przerażenie, szał, rozpacz, pytanie siebie dlaczego to nie byłem ja, smutek, placz, rozpacz, uczucie pustki i osamotnienia, brak planow na przyszlosc, niechec do swego zycia... - wymieniał tak powoli kolejne uczucia które czuł podczas tego zaiste dziwnego snu, zaprawde dziwnym był ten krasnolud. - To czułaś kochanie, prawda? - zapytał trzymajac kobiete blisko siebie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej