Tereny Valfden > Dział Wypraw
Szlakiem Chmielowych pól
Silion aep Mor:
Silion spojrzal na kobiete i usmiechnal sie. A co niech sobie pomysli ze cos knuje. To sie jeszcze moze przydac... Pozniej... Wzial butelke cytrynowki do rak i zauwazyl ze juz nic nie ma. Pusto. Susza jak na pustyni. Wyjal swoja magiczna manierke z gor Qaven i polal wszystkim. - Tak, tak, zawsze jestem przygotowany na picie. Tylko uwaga! Naprawde mocny bimber. - rzekl wesolo. Rozejrzal sie po sali po czym spojrzal na krewniaka. - Co tam popalasz? Wydaje mi sie ze juz gdzies czulem ten zapach. Czy to...? - nie skonczyl bo Nuan wszedl mu w slowo. - Bagienne ziele... - szepnal. - Chcesz? -wyjal z kieszeni metalowa puszeczke w ktorej mial kilka skretow. Silion rozwazyl za i przeciw i wzial jednego. - Podziekowal, masz ognia?- zapytal. Nuan polozyl na stole zapalki. Silion wzial i odpalil sobie, zaciagnal sie kilka razy soczyscie. Nuan spojrzal na czarnoskora. - A panienka chce? Po tym sie swietnie mysli, rozluznia i wogole. - rzekl patrzac jej w oczy. W tym czasie Sil sobie popalal, po chwili wybuchl smiechem. Ot tak, bez powodu.
Armin:
- Nie dziękuję, wolę zostać trzeźwo myśląca. - kobieta spojrzała na Siliona. Ten zaśmiał się nie wiadomo z czego, więc maurenka wolała nie palić bagiennego ziela. Wolała mieć swoje zmysły w pełnej gotowości, kiedy będzie szukać biednej elfki. Wypiła mały łyczek bimbru, którego polał krasnolud. Skrzywiła się lekko, ale trunek jej smakował. Czarnoskóra zaczęła głaskać Aresa po grzbiecie i pysku.
Silion aep Mor:
Krasnolud jaral sobie blanta i smial sie pod nosem. Spojrzal na czarnoskora i usmiechnal sie szeroko, po same uszy, az mu sie broda uniosla. - Kochanie, to jest swietne. Musisz sprobowac. - poslal jej buziaka, wypuscil koleczko dymu i zachichotal. Po chwili wsepil wzrok w butelke jakby rozmyslal. Wzial jeszcze jednego skreta i schowal do kieszeni. Patrzyl sie gdzies w sciane. - To elfka, do tego z ekipy wypadowej Nuana, napewno potrafi sie bronic, wyluzuj, nie zapominaj ze mamy wakacje. Ostatnie slowo utkwilo mu w glowie niczym indianski tomahawk. Wakacje... A my jeszcze nic na luzie nie porobilismy. Zaczal patrzyc sie na swoja ukochana.
Armin:
Czarnoskórej to nie przekonało. Myślała o elfce, która prawdopodobnie została uprowadzona. Kobiety mają różne instynkty i umieją się o siebie troszczyć. Maurenka nie lubiła zbyt napakowanych ludźmi miejsc. Nie była zbyt rozmowna. Wolała usiąść na zewnątrz i rozkoszować się wolnością. Nie mogła zostać w karczmie, więc wstała.
- Przepraszam, ja muszę się przewietrzyć. - powiedziała i skierowała się do wyjścia razem z Aresem. Otworzyła drzwi i wyszła z karczmy. Obok budynku leżała polana. Kobieta położyła się na niej razem w wilkiem. Zaczęła go głaskać po brzuchu. Zamknęła oczy i rozkoszowała się błogą ciszą.
Silion aep Mor:
//Ekhem... Ja tu jestem... Wiesz ze to ja mowie co jest a co nie? Tej polanki mogloby tam nie byc...
Krasnolud nagle ocknal sie z amoku. Zgasil skreta i rzucil na stol. Szybko wstal od stolu i schowal manierke za pas. Spojrzal jak tlum sie swietnie bawi. Spojrzal na zjaranego krasnoluda. - Przepraszam. Kobiety. - rzekl i skierowal sie do wyjscia. Wyszedl i znalazl sie na zewnatrz. Na zewnatrz bylo wzglednie cieplo. Na niebie bylo pelno pieknych gwiazd i dwa Marantowe ksiezyce. Panowal polmrok. Krasnolud zaczal chodzic wokol karczmy w poszukiwaniu kobiety, nie mogl jej znalezc. Wszedl w pola chmielu ktore byly wysokie na 2 metry. Szedl, szedl, w duchu zastanawiajac sie co sklonilo maurenke do tak naglej zmiany zachowania. Wkoncu ja znalazl lezala na malej okraglej polance przy studni, wokol bylo pelno chmielu ktory tworzyl swoisty mur wokol. Zatroskany krasnolud podszedl blizej by polozyc sie obok kobiety. - Kochanie, stalo sie cos? Prosze, nie rob mi wiecej takich akcji. - i polozyl sie obok.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej