Tereny Valfden > Dział Wypraw

Szlakiem Chmielowych pól

<< < (27/87) > >>

Armin:
Armin szła za krasnoludem podobnie jak i Ares. Uwolniła ukryte ostrze i wyczuliła wszystkie swoje zmysły.
- A co chcesz mi powiedzieć? - kobieta spytała mężczyzny.

Silion aep Mor:
Krasnolud szedl przed siebie wymijajac drzewo za drzewem. Korony drzew byly bardzo rozlozyste przez co on niski ludek ledwo cokklwiek widzial. Bylo mrocznie i ponuro, przed soba widzial tylko gesta trawe. Uslyszal glos kobiety, postanowil odpowiedziec. - Chce ci powiedziec ze... - zamilknal na chwile, bylo to dla niego trudne. - Nie mialem tak cudownego zycia jak ci sie wydaje, mialem podobnie jak ty, ty stracil rodzine a ja... - nie mogl przelknac tego slowa. mnie... Odtracono. Rodzina zostawila mnie. Gdy stracilem przyjaciol, stracilem rowniez rodzine. Stwierdzili ze splamilem honor rodziny. Swego czasu myslalem nawet o smierci lecz wtedy znalazlem portal. To straszniebsmutne wiedziec ze nie masz dokad wracac gdyz rodzina cie wyparla niczym ptak wypycha z gniazda swoje dziecko dotkniete ludzka reka. Co dzien boje sie o jutro, o to ze wszystko strace, ze to znow wroci. Pod maska wesolego konesera trunkow, skrywam smutek z ktorym co dzien tocze boj o jutro. Boje sie ze strace dom, prace, zycie, - wstrzymal sie na chwile. - Ciebie... - po chwili. - Pewnie nie wiesz jak to jest... - urwal na chwile. - Nie moc sie zakochac bojac sie ze sie ta osobe straci. - i skonczyl.

Armin:
Armin dosłownie zatkało. Nie wiedziała, że krasnolud miał taką przeszłość za sobą. Myślała, że był on zawsze wesołym i rozmownym mężczyzną, który chciał się usamodzielnić i zostawił swoją rodzinę. A w tym przypadku było odwrotnie. To rodzina zostawiła jego. Czarnoskóra zrozumiała, że są do siebie podobni. Oboje stracili w pewien sposób swoje rodziny. Oboje żyją teraz na własną rękę. Oboje nie mogą kochać, bo boją się, że stracą ukochaną osobę...
- Silion... - urwała na moment. - Rozumiem, że musiało to być dla ciebie ciężkie przeżycie. A z zakochaniem... - ponownie urwała. - To ja mam prawie tak samo. Straciłam wszystkich, których kochałam, w jednej chwili. Teraz nie chcę kogoś darzyć uczuciem, bo boję się, że stanie się z nią to samo co moimi bliskimi. - skończyła mówić. Szła tak omijając pnie drzew, by w nie, nie uderzyć. Wysokie rośliny ścinała ostrzem, które miała wysunięte. Ares szedł spokojnie koło maurenki węsząc praktycznie przez cały czas.

Silion aep Mor:
Krasnolud lekko sie zdziwil slowami kobiety, brnal przed siebie scinajac haszcze szybkimi, plynnymi cieciami szklanego noza. Wpatrywal sie przed siebie, nasluchiwal, szukal sladow, wskazowek, w miedzyczasie odpowiedzial kobiecie. - Nie wiedzialem ze ktos bedzie potrafil mnie zrozumiec. Wiec teraz wiesz ze to wszystko to maska, emocje przykryte innymi emocjami... - urwal na chwile. Cos uslyszal, gdy sie wsluchal, zrozumial ze to tylko pohukiwanie sowy. - Jestem jaki jestem i nie moge tego zmienic, to co bylo, tez juz nie zostanie zmienione. Teraz... - urwal. - Teraz troszcze sie o kazda bliska mi osobe, nie pozwole by stala sie jej krzywda. Nie pozwole. Za duzo juz stracilem... - urwal. Z jego oka pociekla lezka.

Armin:
Maurenka usłyszała słowa towarzysza. Od jest bardzo podobny do mnie. Ale czy pasujemy do siebie? Czy będziemy się cały czas dogadywać? Armin zaczęły nurtować pytania, które na razie pozostały bez odpowiedzi.
- Maska... - zaczęła mówić. - Myślę, że przykrywanie emocji nie jest odpowiednią drogą. Ja kiedyś sobie z tym nie radziłam, ale w ogóle zamknęłam temat rodziny w mojej głowie. Takie rozwiązanie jest lepsze. Chociaż każdy ma inne na ten temat poglądy.. - czarnoskóra szła przed siebie spokojnym krokiem. Wiedziała, że nie ma się czego bać w tym ciemnym, ponurym lesie, bo był przy niej Silion i Ares.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej