Tereny Valfden > Dział Wypraw
Szlakiem Chmielowych pól
Armin:
Armin przykucnęła, by patrzeć mężczyźnie w oczy.
- A wyobraź sobie, że chcę tego słuchać. - maurenka posłała mu ciepły uśmiech. - Więc...? - zaczęła kobieta.
Silion aep Mor:
W oczach krasnoluda mozna bylo zobaczyc smutek, gdzies tam glebiej kryl sie cien niepewnosci o jutro. Wyciagnal zza pasa butelke i pociagnal malego lyczka. Schowal ja spowrotem. - Skoro musisz... - odparl ponuro. - Filozoficzny sens istnienia zycia. Ten temat dreczy zywych od wiekow. Lecz na usta cisnie sie podstawowe i glowne pytanie. Po co? Po co zyc? Co jest celem istnienia? Zyc i umrzec. Spojrz na ten chmiel. - wskazal roslinnosc wokol. - Wszystko wokol nas co zyje, co istnieje, zmierza tylko do jednego. Do smierci. Wszystko co zywe ma jeden sens, powstac i zniknac, urodzic sie i umrzec. Taki chmiel, jest ziarno, kielkuje, owocuje i obumiera, ludzie wykorzystuja je do produkcji napoju lecz samo z siebie nie dazy do niczego innego jak samozniszczenie. Byc czy nie byc? Zyc czy nie zyc? Jaki to ma sens? Dla kogo sie z czymkolwiek starac? Praca, polityka, obowiazki, kruki, wyprawy. Gdzie tu czas na znalezienie tej jedynej? Gdzie czas na cokolwiek? Nawet nie zauwazysz a zycie przeleci ci i mi miedzy oczyma i zgasnie niczym slaby plomyczek swiecy. - tym oto stwierdzeniem zakonczyl swoj wywod, utkwil wzrok w swych butach i posmutnial.
//Krasiowe rozkminy :P
Byliscie juz w polowie drogi do lasku, strasznie sie wleczecie.
Armin:
Armin musiała przetworzyć informacje, które właśnie powiedział. Były to filozoficzne rozważania, nad którymi nigdy się nie zastanawiała. I co ja mam powiedzieć? ÂŚmierć, życie... Coś muszę przecież powiedzieć! Czarnoskóra wysunęła prawą rękę w przód, delikatnie złapała krasnoluda za brodę i podniosła jego głowę tak, że widziała jego jasne oczy.
- Nie wiem jaki jest sens istnienia, ale wiem, że ludzie żyją tak, jak im pasuje. Fakt, że wszyscy kiedyś umrzemy, ale się tym nie zamartwiamy. Poza tym i tak śmierć jest nowym początkiem. - kobieta uśmiechnęła się. - Starać się trzeba przynajmniej dla siebie samego. Rodzina, czy praca jest częścią życia i nic tego nie zmieni. To właśnie kształtuje nasz los i to kim się stajemy. - maurenka skończyła swoją wypowiedź. - I nie myśl już tak intensywnie. Przecież mamy wakacje. - uśmiechnęła się i puściła oczko do Siliona. Zaczęła iść dalej w stronę lasu.
Silion aep Mor:
Nie przekonuje mnie to ale... - pomyslal. Spojrzal w dal i szedl wciaz zamyslony. Las nieublaganie sie zblizal. Szliscie powoli, wiatr podwiewal ciuchy czarnulki do gory, perfidnie probowal jej zdjac ubranie. Krasiowi zas rzucal broda na wszystkie strony. Bylo przyjemnie i milo. Wkoncu dotarliscie na skraj lasu, stal tam ciekawy domek, wokol niego roslinnosc byla jakas taka ponura. Nie wiedzieliscie gdzie nalezy isc dalej.
Armin:
Armin zauważyła domek przy lesie. Był on wykonany z drewna i raczej nie był on pierwszej młodości. W dziurze, w której powinno być okno stała krata. Wokół budynku rosły nieciekawe rośliny.
- Widzisz Silion? - wskazała palcem domek. - Może ktoś tam mieszka? A może tam jest ta elfka? - zaczęła powoli iść w stronę budynku. - Wchodzimy? - zwróciła się do krasnoluda. Ares szedł koło swojej pani. Nie znał tego terenu i widać było, że jest ciekawy tego miejsca.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej