Tereny Valfden > Dział Wypraw

Test kruka #23

<< < (8/16) > >>

Anette Du'Monteau:
Niestety albo i na szczęście twoje zaklęcie nie dosięgnęło dzieciaka. Udało mu się umknąć wyłącznie sobie znanym skrótem w tej gęstwinie chaszczy.

Szarleǰ:
//: Co prawda edytowałem posta i jednak nie zaatakowałem chłopaka, ale tak czy inaczej bym go nie trafił, więc na jedno wychodzi :P

Pędziłem za nim dalej, ile tylko bozia dała...

Anette Du'Monteau:
Chłopak zniknął, ty natomiast usłyszałeś dziwne bzyczenie od strony z której przybyłeś. Po chwili twoim oczom ukazał się paskudny owad o pokaźnych rozmiarach. Miał ewidentnie chęć wbicia w ciebie swego żądła.

1xKrwiopijca

Szarleǰ:
- KONSACZ!!!!!! - wrzasnąłem zdezorientowany. Nie ze strachu, a raczej ze złości. Zacisnąłem dłoń na rękojeści i przybrałem postawę bojową. Stałem na wprost krwiopijcy, który wściekle wymachiwał skrzydełkami w swym krwiożerczym amoku. Wiedziałem, że taką bestię niełatwo będzie trafić, toteż postanowiłem poczekać, aż zaatakuje pierwsza. A długo czekać nie musiałem, gdyż ów przerośnięty komar pędził wprost na mnie, eksponując swoje ogromne żądło i raz po raz wybzykując bojowe "bzzz, bzzz, bzzz". Po chwili, gdy owad znalazł się tuż przede mną, wypiął odwłok jeszcze bardziej, niż dotychczas i wściekle na mnie ruszył. Dokładnie takiej formy ataku spodziewałem się od tej skrzydlatej kreatury. Wygiąłem się zgrabnie nie ruszając się z miejsca i tym samym uniknąłem ukąszenia. Krwiopijec zatrzymał się za moimi plecami. Pomimo, że posiadał skrzydła, nie był wystarczająco mobilny, by zdołać umknąć przed mym atakiem. Zanim zdążył zawrócić, by zaatakować mnie ponownie, ostrze ze świstem przecięło powietrze i rąbnęło weń, odcinając żądło wraz z jednym skrzydłem, za jednym zamachem. Owadzisko upadło na ściółkę tuż pod moimi stopami. Teraz "bzzz, bzzz, bzzz", zdawało się być bzyczeniem znacznie mniej agresywnym, a wręcz bzyczeniem błagającym o litość. O ile bzyczenie w ogóle cokolwiek znaczyło.
- Tak, tak, bzzz, bzzz - odpowiedziałem lekceważąco i zacząłem siekać bestię na jeszcze mniejsze kawałki. Gdy bzyczenie ustało bezpowrotnie, rozejrzałem się dokoła. Musiałem wreszcie dorwać tego małego nikczemnika.

Anette Du'Monteau:
Porąbawszy truchło owada nie dostrzegłeś ani śladu po niewielkim chłopcu. Zapewne oddalił się na tyle, że teraz ciężko byłoby go znaleźć. W końcu te małe bachory wszędzie miały swoje kryjówki.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej