Tereny Valfden > Dział Wypraw
Próba siły #8 - Gaorth
Funeris Venatio:
Nie dostał odpowiedz, bo nie pytał. Z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk, żadna głoska, spółgłoska czy samogłoska. ÂŻadna nuta, fałszywa czy nie, nie popłynęła z jego gardzieli. Struny głosowe nie napięły się, nie szarpnęły dźwięcznie, nie dały znaku do rozpoczęcia koncertu. Przepona pozostała w tej samej pozycji, nie naciskając na odpowiednie organy, nie wywołując tego charakterystycznego dechu przy mówieniu. Bo Gaorth, najzwyczajniej w świecie, nie odezwał się. ÂŻeby dostać odpowiedź, trzeba zadać pytanie.
Upragnionej karczmy też nie było w miejscu, w którym stał. Musiał pochodzić trochę, oddalić się od cechowej wieży, przy której musiał szukać swojej bestii. Przebył kilka uliczek i stanął przed czymś, co wyglądało na jakiś przybytek, gdzie serwują jadło i napitek. Szyld wyryty nierówno na sękatej desce głosił, że owa flisacka karczma zwie się "Spiepszaj dziadu!". Napisane z błędem, chociaż tego pewnie wielu nie potrafiło zauważyć.
Gaorth:
Gaorth, widząc coś co przypomina karczmę, zajrzał więc do środka...
Funeris Venatio:
Ujrzał brudną spelunę. Nie, żeby jakąś patologiczną, czy coś. Po prostu brudną. Na posadzce leżało nieco wiechci słomy, dawno nie wymienianej, zabrudzonej krwią, odchodami jakiegoś człowieka i kawałkami jego ubrań. W środku stało kilku mężczyzn, znajdowali się przy szynkwasie, popijali cienkie piwo. Nie zwrócili uwagi na wchodzącego przybysza, wszystko im było jedno. Karczmarz, z twarzą poznaczoną po ospie, próbował uporać się z bałaganem panującym na środku sali.
Gaorth:
Gaorth wszedł do karczmy ze zniesmaczeniem, potem chciał usiąść na krześle lecz wszystkie były zajęte, wtem spostrzegł stołek, lecz na nim była słoma. Gaorth strzepnął ją i usiadł a później głodny spytał pana karczmarza :
Witam, przyszedłem się najeść co pan mógłby mi zaoferować?
Funeris Venatio:
- W tej chwili to mam jeszcze trochę gulaszu na kotle. Powinien być jeszcze ciepły. 3 grzywny będzie za to. Zdzieblarz! - rozdarł się karczmarz, dalej zamiatając miotłą pobojowisko. Obok miał wiadro z czerwoną i brudną wodą, a w nim zamoczoną szmatę. Ogólnie to można było się domyślić, że doszło tutaj do jakichś porachunków, kogoś posiekano, ktoś zginął i nabrudził na posadzkę tejże oberży.
Z małego pomieszczenia po prawej wyszedł mały chłopaczek. Dwunastoletni może, chudy jak patyk i podbitym okiem. Popatrzył się na człowieka na środku, ten siknął mu głową na kociołek nad paleniskiem, przybysza i dalej wrócił do swojej roboty.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej