Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Alchemik druidowi bratem

<< < (107/119) > >>

Mourtun:
//Serio? ;[ Po to wlasnie zwalilem cala fabule? ;[ Przykro...

Nikolaj, zaraz cie rozszarpie. - wsciekl sie, spojrzal na wodza i rzucil mu spojrzenie pełne pogardy, nienawiscie, wscieklosci i zalu. Podszedł do niego i rzekl pewnie. - Jaki ty masz problem cholernie zaborczy czlowieku? Widze jak podswiadomie kontrolujesz Rine, przez ciebie widzi tylko was, nie mysli o innych...

Rodred:
// Nie mam pojęcia po co chcesz się z nią wiązać jak i tak będziesz musiał ją tu zostawić.

Popatrzył na ciebie wesoło i uśmiechnął się półgębkiem tak jak by patrzył na złoszczącego się karalucha.
-  Zaborczy? Nie masz co myśleć o Rinie niziołku. Jesteś jak pies kanapowy który dnia nie przeżyje w lesie. Jestem jej ojcem i nie pozwolę by się wiązała z kimś takim jak ty.  Popatrzył na ciebie wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu.
-  Co nie oznacza, że cię nie lubię!  Zaśmiał się i szturchnął cię w ramię.

Mourtun:
//A dlaczego nie? Niech sobie zyja, wiesz jaki to zajebisty klimat robi? Czasem mozesz u mnie w domku jakis liscik od niej rzucic, to znowu ja moge isc na wyprawe w poszukiwaniu jej. Naprawde to daje wiele zajebistych mozliwosci ;) Nie mow ze ci takie wyprawy nie sprawiaja przyjemnosci? Co ci szkodzi? ;)

Niziolek spojrzal oburzony. - Ja jestem jak pies? To ty kuliles ogon bezradny gdy Rina lezala postrzelona, to ty zalamywales rece czekajac na jej smierc! Co ty mozesz wiedziec o poswieceniu? Co ty mozesz wiedziec o oddaniu? Co ty wiesz o smierci? Cholera jasna, mi smierc nie jest straszna, nie raz juz uciekalem z jej objec zas TY wojowniku zaslaniasz sie swoimi ludzmi, ktorzy nastawiaja karku dla ciebie. Uwazasz sie za wspanialego wodza i swietnego ojca a nawet nie potrafiles pomoc umierajacej corce. Ja, zwykly, obcy niziolek wrecz oddal zycie dla niej, a TY...?! Nie masz prawa mnie oceniac gdyz sam siebie nie potrafisz poprawnie ocenic i szczerze mowiac to mam w dupie czy mnie lubisz czy nie! - mowil mocno oburzony, prawie wrecz krzyczal.

Rodred:
// Nie no ja ci nie bronie, ale nie oczekuj, że od tak zmienię jej charakter który tworzyłem całą wyprawę.

Ostatnie co pamiętasz to pięść wielkości twojej głowy trafiająca cię prosto w twarz.
Obudziłeś się na ziemi. Obraz powoli Ci się wyostrzał, aż wreszcie zobaczyłeś, że jest przy tobie Shani. Spojrzałeś dalej i zobaczyłeś, że leżysz jakieś 10 metrów od ogniska. Płomień się już dopala i wojownicy siedzą naokoło cicho rozmawiając. Zauważyła cię Rina i ruszyła w twoją stronę.

Mourtun:
- Tylko na tyle cie stac! - krzyknal przymroczony, szybko wstal i chwial sie na boki gdyz swiat wciaz wirowal.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej