Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Alchemik druidowi bratem

<< < (40/119) > >>

Rodred:
Gdy rozejrzałeś się wokół zobaczyłeś kilka kępek krzaków. Pod jednym z drzew było zagłębienie do, którego może udało by Ci się wcisnąć. Kojarzysz też, że niedawno przeszliście przez nie małe błoto. Niedaleko też słyszałeś strumień lub może nawet małą rzeczkę. Pobliskie drzewo ma całkiem nisko dziuple. Niestety musisz się spieszyć bo tentet jest coraz głośniejszy. Nawet już zacząłeś dostrzegać sylwetki zbliżających się zwierząt ale wciąż nie możesz ich rozpoznać.

Mourtun:
Mourtun rozejrzal sie wokol i postanowil schowac sie w krzakach, wszedl w nie, ugial nisko w kolanach nogi kucajac i wyjal sztylecik zeby sie wrogowie nadziali jakby co. Wsluchiwal sie w tentent kopyt. Cholera. Centaury?

Rodred:
Przez krzaki zobaczyłeś wreszcie co biegnie. Stado ponad trzydziestu jeleni biegnie w twoją stronę taranując wszystko na drodze. Są przerażone i biegną bardzo szybko.



30x Jeleń

Mourtun:
Mourtun zrobil wielkie oczy.  <huh> Musial szybko dzialac wyjal rune Heshar i polozyl pod stopami co by zmylilo goblina by myslal ze uzywa runy. Sam zas nabral porcje mocy magicznej, polozyl obok runy sztylecik, wyciagnal rece przed siebie, skierowal tam moc, dlonie ulozyl tak by tworzyly kat 90 stopni i rzekl - Heshar! - z rak mlodego maga wystrzelil szeroki na cala droge podmuch ognia o dlugosci 5 metrow. Taki pokaz powinien wystrzaszyc zwierzeta badz zmusic do zatrzymania sie. Wzial z ziemi rune, schowal. Zlapal za sztylet i oczekiwal dalszego rozwoju wydarzen.

Rodred:
Plan był dobry niestety szybki rozwój wydarzeń nie dał szansy Mourtunowi z powrotem podnieść runy z ziemi.
Chmura ognia, którą utworzył mag przed sobą nie przeraziła jeszcze bardziej tylko rozproszyła zwierzęta. Sekundę później Mourtun miał po swojej lewej i prawej ścianę pędzących zwierząt. W następnej sekundzie gdzie mag miał już sztylet w ręce, zobaczył przed czym jelenie uciekały. Wataha piętnastu wilków z dwoma wargami na czele pędziła zaraz za zwierzętami. Wilk, który jest już zaledwie metr od ciebie nie zdążył wyhamować gdy cię zobaczył. Ponad metrowa, pięćdziesięcioro kilogramowa mięsna kula, rozpędzona do pięćdziesięciu kilometrów na godzinę trafiła cię prosto w brzuch. Jest to ostatnie co pamiętasz.
Jak w malignie z okropnym bólem głowy widziałeś jak ciągnie cię ktoś po ziemi. Widzisz i słyszysz niedaleko ucztujące wilki po udanym polowaniu.  Znowu straciłeś przytomność.
Obudziłeś się, rzeczywiście w malignie. Jesteś w niewielkiej komnacie całej z drewna. Ale to nie wygląda jak deski tylko bardziej jak wnętrze drzewa. Po środku unosi się kula o nieokreślonym kształcie emitująca zielone światło na cały pokój. Leżysz na materacu wypchanym liśćmi. Również kołdra którą jesteś przykryty jest z liści. I wtem zdałeś sobie sprawę, że jesteś kompletnie nagi. Twoich rzeczy nie widzisz nigdzie w pobliżu. Oprócz łóżka w pokoju jest niewielki stolik rzemieślniczy. Leżą na nim drzewce, pióra i groty. Jest tam też mała miseczka z kamienia pełna jakiejś mazi. Nie ma drzwi. Zamiast nich jest ciężka kurtyna również z liści. Nie znasz więc pory dnia ani godziny.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej