Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Alchemik druidowi bratem

<< < (4/119) > >>

Rodred:
Zbliżał się wieczór i na horyzoncie zobaczyliście kontury miasta.
-  Trzeba uważać. Rzekł kupiec. -  Zbójecka pora.
Jak na potwierdzenie jego słów z przydrożnych krzaków wyszło czterech bandytów zmuszając wóz do zatrzymania się.
- Cóż tam wieziecie?! - Zapytał najwyższy.


4x Bandyta

Mourtun:
Zblizal sie wieczor, na niebie swiecily Marantowe ksiezyce. Bylo ogolnie pieknie, miasto nieublagalnie sie zblizalo. Niziolek uslyszal slowa kupca i inne glosy. Wlos zjezyl mu sie na glowie.
- Nic ciekawego, wieziemy zlom. Potluczona ceramike. Bez wartosci. A tak wogole to kto wy? - staral sie by jego glos byl pewny i opanowany.

Rodred:
- Jak to kto my? Bandyci he he he. Zaśmiał się najmniejszy. Większy do klepnął, żeby się już nie odzywał.
-  Jestem kupcem. Jak sama nazwa wskazuje, kupuje i nie mam pieniędzy. Burknął kupiec.
-  Jedynie kilka garnków wieziemy na sprzedaż.
Bandyci wyglądają na niezadowolonych.
- Ej, łysy idź to sprawdzić. Odezwał się wysoki.
ÂŁysy ruszył za wóz.
-  Tylko bez głupot. Mruknął kupiec.

Mourtun:
Niziolek z niezadowolona mina siedzial na furmance, byl gotowy w kazdej chwili chwycic "Reke bandyty".

Rodred:
Bandyta joł przeszukiwać wóz.
- Eee nic tu nie ma szefie. Same ganki tak jak gada. Zobaczyłeś, że najwyższy koleś ma niezadowoloną minę.
- Dobra niech jadą. Noc młoda, jeszcze nam się ktoś na pałęta. Może jaki wóz ze złotem?
Bandyci rozstąpili się puszczając was. Kupiec trzasną lejcami i czym prędzej ruszył do przodu. Gdy odjechaliście kawałek rzekł.
-  Mieliśmy szczęście, że nie zaglądnął głębiej. Wiozę też garstkę broni dla wieśniaków.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej