Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Rodred:
Zbliżał się wieczór i na horyzoncie zobaczyliście kontury miasta.
- Trzeba uważać. Rzekł kupiec. - Zbójecka pora.
Jak na potwierdzenie jego słów z przydrożnych krzaków wyszło czterech bandytów zmuszając wóz do zatrzymania się.
- Cóż tam wieziecie?! - Zapytał najwyższy.
4x Bandyta
Mourtun:
Zblizal sie wieczor, na niebie swiecily Marantowe ksiezyce. Bylo ogolnie pieknie, miasto nieublagalnie sie zblizalo. Niziolek uslyszal slowa kupca i inne glosy. Wlos zjezyl mu sie na glowie.
- Nic ciekawego, wieziemy zlom. Potluczona ceramike. Bez wartosci. A tak wogole to kto wy? - staral sie by jego glos byl pewny i opanowany.
Rodred:
- Jak to kto my? Bandyci he he he. Zaśmiał się najmniejszy. Większy do klepnął, żeby się już nie odzywał.
- Jestem kupcem. Jak sama nazwa wskazuje, kupuje i nie mam pieniędzy. Burknął kupiec.
- Jedynie kilka garnków wieziemy na sprzedaż.
Bandyci wyglądają na niezadowolonych.
- Ej, łysy idź to sprawdzić. Odezwał się wysoki.
ÂŁysy ruszył za wóz.
- Tylko bez głupot. Mruknął kupiec.
Mourtun:
Niziolek z niezadowolona mina siedzial na furmance, byl gotowy w kazdej chwili chwycic "Reke bandyty".
Rodred:
Bandyta joł przeszukiwać wóz.
- Eee nic tu nie ma szefie. Same ganki tak jak gada. Zobaczyłeś, że najwyższy koleś ma niezadowoloną minę.
- Dobra niech jadą. Noc młoda, jeszcze nam się ktoś na pałęta. Może jaki wóz ze złotem?
Bandyci rozstąpili się puszczając was. Kupiec trzasną lejcami i czym prędzej ruszył do przodu. Gdy odjechaliście kawałek rzekł.
- Mieliśmy szczęście, że nie zaglądnął głębiej. Wiozę też garstkę broni dla wieśniaków.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej