Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.

<< < (177/184) > >>

Nawaar:
Dhampir szedł i gdy cała ekipa dotarła do bram nekropoli wydarzyło się co niespodziewanego. Jedna z ar leżała w kałuży krwi znacznie ranna, co oznaczało, że miała tu miejsce walka! Jednak patrząc za jednym filarem Eustachy dojrzał gniazdo. Matka broniła swoje pisklaki aż do śmierci. Silavster starał się powstrzymać łzy, żeby nikt nie dojrzał jego oddania Ventepi! Jednak elfia natura wzięła górę i długowieczny przetarł zmęczone oczy rękawem, więc gdy Eustachy podszedł z pisklakami powiedział.
- Matka broniąca swoje dzieci jest w stanie przenosić góry! Dokonała tego i udało jej się obronić pisklaki. Godne podziwu a zarazem żalu, gdyż nie zobaczy jak małe dorastają. Chciałbym się jednym zająć mam nadzieję, że stanę się dobrym ojcem dla jednego z nich. Mnie również przepełnia smutek.

Creed Canue:
-Jakie one słodkie, nikt chyba nie zaprzeczy - powiedział do towarzyszy i dodał - Ale matka zasługuje na pochwałę za to co zrobiła, oddała swoje życie w obronie młodych, zapewne wielu z nas czegoś takiego by nie zrobiło.

Canis:
Eustachy rozejrzał się po wszystkich, on był kimś więcej niż tylko druidem słyszącym głosy, Satyr to inne stworzenie niż powszechnie znane, są przesiąknięte naturą i zdolne do wyczuwania właściwych intencji. Rozejrzał się i powiedział.
- Dam je tym z was, którzy zasługują, by móc je chronić w dalszym życiu. Posiadanie chowańca to nie wykorzystywanie go i posiadanie ładnego żywego trofeum jak część z was uważa, to służba i przyjaźń do której trzeba dorosnąć, którą trzeba zrozumieć. Tylko godni są słuszni, by się nimi opiekować.

- Póki co, trzymaj je w swej opiece satyrze, daj im jeść i pić, w beczkach jest dobra woda, pieczywo i mięso. Nie wiem czym się żywią papugi, ale może coś się zda, by wykorzystać do ich opieki. Gorąco je usmaży tutaj w takich warunkach. A wy, każdy kto położy łapska na papugach nim dopłyniemy na Valfden straci obie dłonie, więc Creed zamiast głaskać wyczerpane zwierzęta zajmij się konwojem i pomocą naszym anjemnikom w pchaniu wozów do Hessein.

- Dobrze, chodźcie ze mną, do tego zrujnowanego miasta. - Powiedział Eustachy widząc, ze Salazar już skończył żartować i spieszył się.


Salazar po poprzedniej scenie, podszedł do wejścia do nekropolii. Przyjrzał się zwłokom papugi po czym ukląkł przed tą "studzienką" wypełnioną wodą. Taki ukrop, takie słońce, a tu woda? Hmmm...

Dael:
Dael spojrzał się na kapitana i stwierdził; - Dobra decyzja kapitanie- po czym podszedł wraz z nim do źródełka. -Kapitanie, czy jesteś pewien że ta woda jest zdatna do picia ?

Melkior Tacticus:
- Właśnie Creed, zajmij się pracą. Za to nam płacą. Ciekawe jak tam Frodo? Melkiora ciekawiło jak tam jego i czy Samara z Ahmedem sobie z nim radzą. Melkior nie polował, nie używał chowańca do walki podobnie jak Aragorn. Bo i po co? Taru są świetnymi domowymi piesełami. Przynajmniej on się szczerze cieszy gdy po tygodniu wracasz domu.
- Ludzie, chodźcie że już co? Hessein czeka, a trzeba jeszcze Graala z mielizny ściągnąć...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej