Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.

<< < (135/184) > >>

Canis:
ÂŚwiątynia centralna zachowana jest we względnie dobrym stanie. Wszelkie zdobnicze elementy i zabudowania poza górą są kompletnie zniszczone. wszędzie lezą zakopane w piasku posągi i dziedzictwa kultury. Niemal wszędzie porozrzucane są złote posążki czy skarby, które nie zdołały się uchować przed niszczycielską mocą eksplodujących wulkanów. Wejście do świątyni jest otwarte i możliwe jest wejście tam. Wewnątrz świątyni znajduje się sala obrządków a za nią wielkie złote wrota prowadzące wewnątrz góry. Złote Wrota de facto strzegą miejsca wydobycia kruszcu jakim jest złoto, to tam zaczyna się tak zwana wewnętrzna część kopalni.

Sala została wkomponowana wewnątrz góry, wewnątrz świątyni, weszliście do niej i ujrzeliście kompletnie pustą, białą salę, sala była pusta z wyjątkiem ołtarza na końcu sali i złotych wrót za nimi, wrota były uchylone.

Przy ołtarzu stała tajemnicza postać.




Salazar wszedł do środka i nie zwrócił uwagi na tajemniczą postać wyglądającą na ducha, bądź zjawę.
- Słuchajcie, zostaniemy tutaj do zmroku, rozłóżmy się, odpocznijmy, zjedzmy i napijmy się, przed dalszą podróżą. wraz z ochotnikami pójdziemy dalej do wnętrza, do miejsca wydobycia... A co to za jeden... - Zakończył zwrotem zauważając tajemniczą postać, zbliżył się dalej do niego, by móc z nim nawiązać kontakt wzrokowy i werbalny...

Darius posadził wóz iw reszcie zadowolony, ze nie musi targać wozu, otworzył beczki dając dostęp do wody, mięsa i pieczywa wszystkim członkom wyprawy, sam jako pierwszy sięgnął po kubek i napił się 3 kubków gasząc chociaż trochę pragnienie.

Dael:
Dael zobaczył postać tak samo jak Salazar. Szedł za kapitanem w stronę postaci. Jednak nie odzywał się, nie on od tego tutaj był by inicjować kontakt. Jego jedyną reakcją gdy podeszli wystarczająco blisko był ukłon w stronę postaci, chciał zobaczyć jak zareaguje ..

Nawaar:
Dhampir wchodząc do środa nie spodziewał się widoku świątyni! To miejscu musiało być przepełnione bogactwem pochodzącym z tutejszej kopalni. Wszędzie walały się rzeźby, zdobienia, ikony wyrobione ze złota, ale niestety były za bardzo przysypane piachem a nawet, jakby chciało się je wziąć to i tak nie byłoby w co a po drugie targać to wszystko, przez taki teren mając tak małe zaplecze było niewykonalne, co zmęczony Silvaster skomentował w myślach krótkim słowem.
Szkoda.     
Następnie przeszedł przez złote wrota! Jakby jakiś krasnolud to zobaczył pewnie, by nie mógł oderwać oczu nawet, gdyby umierał! Silvaster również wybałuszył oczy podziwiając tak piękny twór, jednak to było na tyle. Najpierw musiał odpocząć i napić się wody. Osowiały przekroczył bramę patrząc na wprost przed siebie. Długowiecznemu duch się pierwszy wrzucił w oczy w całym tym pomieszczeniu dla dhampira wyglądał na kapłana tego miejsca. Silvaster wiedział pewnie, że duch będzie chciał porozmawiać, bo raczej nie stał by od tak a jeżeli miałby złe zamiary, to już dawno by zaatakował! Oczywiście, po chwili wpatrywania się w ducha dosłyszał słowa Salazara, który podał w pewnym sensie plan na resztę dnia. Do wieczora mieli odpoczynek a później zwiedzanie miejsca wydobycia. Długowieczny przystał na to i wziął się za uzupełnianie płynów. Dorwał się do czystego kubka nabierając wody pił, pił, pił  aż brzuch mu lekko urósł od nagromadzonego się płynu, ale to nie był koniec wziął jeszcze jeden kubeczek i przemył swoją brudną, spoconą twarz! To było jego wybawienie poczuł się znacznie rześko, mimo że woda była ciepła lecz teraz nie było mowy o narzekaniu. Brudna woda ściekała z jego twarzy zdobiąc wnętrze świątyni małym wzorkiem, by później dhampir wylał sobie resztę za koszulę. Jego blade ciało zareagowało lekkim wzdrygnięciem, ale również pomogło mu się nieco ochłodzić. Teraz znacznie bardziej ogarnięty wziął pajdę chleba i podszedł do ducha kapłana zajadając się już drugiej świeżości chlebem.
- Przepraszam, ale czy masz chwilę czasu, byś mógł nam odpowiedzieć o wydarzeniach tego miejsca?          
Zapytał bezpośrednio, ale grzecznie, bo skoro go widział a on widział jego, to może uraczy odpoczynek jakąś ciekawą opowieścią, o ile mówi wspólną mową. W końcu, gdzie duchowi może się spieszyć?

DarkModders:
Jaszczur wtoczył sie za wszystkimi do środka, ogarniający chłód działał kojąco. Wszystkie beczki wniesiono do środka więc można było coś zjeść. Nabrał do kubka wody i wziął trzy kawałki miesa po czym wolnym krokiem zaczął spacerować po świątyni. Wpatrywał sie w jej pozostałości i wszystkie malunki, które upływ czasu jeszcze doszczętnie nie zniszczył. Przez ten cały czas nie zwracał uwagi na tajemniczą osobe stojącą za ołtarzem. Nawet nie zauważył jej. Szedł zajadając sie i popijając z kubka, wreszcie mógł zaspokoić głód który męczył go przez dłuższy czas podróży po tej wyspie. Podszedł bliżej ołtarza i skierował wzrok w jego strone. Wtedy ku jego zaskoczeniu zauważył tą postać. Cierki przeszły go po plecach widząc zjawe! Nigdy wcześniej nie widział ducha. Zrobił kilka kroków w tył i skłonił sie mu posłusznie po czym przedstawił sie mu.
- Witaj, jestem Szeklan Caved. A ty kim jesteś? - zapytał zjawe pozostając w uniżonej postawie.

Canis:

- Witajcie wierni. Nazywam się Darius, jestem kapłanem dwóch bogów, Erosa i Thanatosa. Stoję na straży równowagi... to znaczy stałem na straży. Stałem tak długo, jak tylko oboje staliw  równowadze, przestałem stać gdy jeden z nich zwyciężył, zapewne wiecie który, skoro tu dotarliście i widzicie mnie w takim stanie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej