Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Dael:
Po poleceniu kapitana, Dael wziął jedną z pochodni i przyłożył ją do ogniska podpalajac ją i dając światło i ciepło. Po chwili takiej podróży zobaczył zjawę Dael stanął w miejscu. -Kapitanie, czym to jest ? To Ty tu jesteś magiem, czy z tym mamy walczyć ? Pytał Dael z łukiem przygotowanym do strzału.
Nawaar:
Iskry padły na suchy opał rozświetlając delikatnie tunel, ale to jednak było mało i nie dało się iść z tym, gdziekolwiek. Na szczęście z pomysłem wyskoczył najemnik Darius, który przyniósł trzy duże gałęzie owiniętymi szmatami idealnie nadające się na pochodnie! Silvaster przystawił swój patyk z kawałkiem koszuli do ogniska, która szybko zajęła się ogniem oświetlając znacznie więcej cały tunel w geście podzięki człowiekowi dhampir skinął głową w jego kierunku i odwrócił się twarzą w głąb tunelu. Słysząc słowa Salazara, o walce zapytał się sam siebie. Walczyć? Z czym duchami? Ale, jak?
Dhampir nie wiedząc jaką broń wyciągnąć w końcu zdecydował się na nietypowy miecz z żelaza. Silvaster w jednej ręce trzymając pochodnie a w drugiej miecz szedł oświetlając wszystkim drogę dopóki wszyscy nie dojrzeli prawdziwego ducha! Długowieczny przetarł oczy dłonią, nie mogąc w to uwierzyć, ale widząc już żywego smoka powinien być przygotowany na takie zjawisko! Ale, nie był i widząc tę istotę zasyczał trzymając przed sobą miecz. Tymczasowo nie zaczynał walki dopóki duch jej nie rozpocznie a być może się odezwie do wszystkich, o ile potrafił to uczynić. Widać było, że oczekiwał on na pojawienie się obcych, tylko w jakim celu? Jednak jedno było pewne dziwne rzeczy się tutaj dzieją a to dopiero początek przygody!
Canis:
To zjawa... istota mająca wystarczającą siłę energii w sobie, swojej duszy, swoich motywacji, by pojawić się w świecie materialnym, będąc widocznym dla wszystkich. Można je zdezintegrować na krótki czas poprzez żelazną broń... jednak by zabić konieczna jest sól... i ogień. Dlatego kazałem wam zrobić ogień...
- Kim jesteś? - Zapytał Salazar oceniając oderwanie od rzeczywistości zjawy, chciał wiedzieć, czy jest w stanie współdziałać, rozmawiać, czy jest nam wroga, lub może pokojowo nastawiona. W końcu nie wszystkie zjawy chcą mordować, niektóre mają inny cel swojej egzystencji, na przykład pragnienie ukojenia duszy, lub motywację by nieść pomoc jako zadość uczynienie za przewinienia.
- Jestem Aranas... Jestem... byłem władca niewolników, którzy służyli mi w tej kopalni. - mówił beznamiętnie, obojętnie do was.
- Czemu tutaj stoisz, czemu nie odejdziesz by zaznać spokoju? - zapytał Salazar z ciekawością, w końcu ktoś, z kim można tutaj porozmawiać, żyjącym sprzed tysięcy lat.
- Stoję tu na straży dusz moich podwładnych. Byłem nikczemnikiem, który spowodował ich śmierć, w ramach zadość uczynienia, chronię ich udręczone dusze w oczekiwaniu, aż ktoś pozwoli zaznać im spokoju, rozwiąże ich problemy, jednak z czasem zatracili oni zdolności do pomocy, zmienili się w bestie żądne mordu...
//Rozumiecie jego słowa, możecie z nim rozmawiać. Mówi mową wspólną.
Nawaar:
Dhampir jak stał w miejscu tak, nie poruszył się nawet na milimetr. Duch a raczej zjawia, nie miała złych zamiarów z pierwszej rozmowy wynikało, że odpokutuje swoje uczynki i stoi na straży swoich podwładnych, czyli czekał aż ktoś z zewnątrz przyjdzie i da im wszystkim zaznać spokoju. W takiej sytuacji można powiedzieć, że to duży zbieg okoliczności przybycia towarzyszy w to właśnie miejsce! Jednak teraz zapytał zjawę w prost, o najważniejszą sprawę.
- Co, możemy zrobić żebyście zaznali wiecznego spoczynku?
Dael:
Dael usłyszał pytanie Silvy, Lecz druga część wypowiedzi zjawy mu się nie podobała. Więc zapytał: -Jakie bestie i czemu chcą mordować ? Przecież to dusze ...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej