Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Dael:
Dael powiedział do Silvy: - zostań tutaj Po czym pobiegł pomagać dariusowi zbierać drewno na opał. Brał co bardziej suche gałęzie. Zaniósł te kupę gałęzi do kopalni, i podał silvie hubke i krzesiwo, tak na wszelki wypadek.
Melkior Tacticus:
- Chlebka? Mięska? Spytał towarzyszy gdy skończyli rozbijać obóz, sam sięgnął po uczciwą porcję wędzonki i chleba oraz wody.
Nawaar:
- Czyli takie istoty, z którymi wcześniej nie walczyłem. Cholera! Skomentował słowa dotyczące potworów i bestii się tam znajdujących, ale widocznie nawet hałasy nie zwiodły Salazara, który ruszył pierwszy a dampir godząc się na to poszedł za nim wraz z Daelem. Silvasterowi już na pierwszych metrach jego oczy pokazały mu ogrom nieszczęść jaki spadł na tutejszych górników. Wszędzie walały się kości i śmierć można było tutaj wyczuć na kilometr! Długowieczny zdał sobie sprawę, że zejście tutaj było aktem głupoty i dowagi jednocześnie! Wiedział, że ciężko będzie z tego wyjść bez uszczerbku na zdrowiu, ale nagle nastała dziwna sytuacja, gdyż dwójka towarzyszy została zatrzymana przez rozłożone ręce jaszczuroczłeka i wtedy dhampir zapytał.
- Wszytko w porządku?
Jednakże nie uzyskał odpowiedzi, bo widząc zachowanie jaszczura mógł dostrzec, że nic nie jest w porządku. Wybuch jakiego wtedy doświadczył był podobny do tego, co spotkało go podczas przemarszu przez tutejszą dżunglę. Natłok wielu dźwięków w krótkim czasie, może każdego doprowadzić do skraju wytrzymałości i tak było tym razem. A, ostrzegałem. Mówił sobie w myślach.
- Salazarze dasz radę?
Zapytał wyraźnie zmartwiony zachowaniem jaszczura, gdy Elf wybiegł z tunelu pozostawiając dwójkę samych sobie a po jego powrocie długowieczny otrzymał kilka gałęzi i hubkę, ale on wolał w ręku trzymać miecz! Tak czy siak ogień był potrzebny, więc klękając na ziemię tworzyć iskry, które spadały na stertę drewna licząc, że szybko się zajmie iskrami i powstanie światełko w tunelu! W międzyczasie obserwował poczynania jaszczuroczłeka czy aby całkowicie nie stracił zmysłów i nie zaatakuje towarzyszy składając ich ciała jakiemuś wyimaginowanemu bóstwu tej kopalni!
Dael:
Po podaniu Silvie hubki, Dael wrócił do Dariusa i wziął od niego gałęzie które on zebrał, i obaj zanieśli je w stronę kopalni. A była tego już dość spora kupka na ładne ognisko.w dzungli było dużo gałęzi odpowiednich do palenia się
Canis:
Rozpaliliście małe ognisko, Darius doniósł 3 grubsze gałęzie i obwinął je szmatami ze swoich rękawów od koszuli.
- Jako pochodnie... - Powiedział podając wam je.
- Zapalcie pochodnie, będziemy walczyć... - mówił zamykając swoje piękne oczy. Wziął prędzej pochodnię w rękę rozpaloną przez dariusa, który ułożył ją nad ogniem, by materiał zajął się nim. Natłok głosów zmuszał go do izolacji od rzeczywistości świata materialnego, by móc w końcu wysłuchać astralnego.
- trzęsienie...
- ziemi...
- zbudzioło...
- grozę...
- zamkneło...
- życie...
- skończone...
- nigdy...
- świat...
- w ogniu...
- pokryty...
- utopiony...
- karał...
- rzadał...
- zabijał...
- leczył...
- morderca...
- nieprzenikniony...
- zlęknięci...
- my wszyscy...
- nie żyją...
- krew...
Salazar słyszał urywki, słowa, wyłapywał opowiadające o jednej historii, które musiał poukładać, takich wyrwanych słów były setki tysięcy składające się w całość, nie był w stanie teraz tego poskładać, wiedział, żę potrzebuje czasu, nie mógł tego robić przy wszystkich...
- Idziemy dalej... Zróbcie pochodnie i chodźmy... - Mówił otwierając swoje oczy i niestety zmuszając samego siebie do ignorowania głosów udręczonych dusz.
Idąc na przód dojrzeliście zjawę, tak istniejącą jak i wy, stała po środku zawalonej półki skalnej znad waszych głów, która odsłaniała inny tunel kopalniany. Stał i stał, jakby czekając na was.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej