Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.

<< < (101/184) > >>

Nawaar:
Dhampir za resztą poszedł w kierunku kopalni a towarzyszą godzinna podróż minęła bardzo szybko. W międzyczasie Salazar ponownie rozświetlił obszar jasną kulą światła, coby szło i ciągnęło wozy lepiej a przede wszystkim szybciej i tak oto dzięki wskazówką jaszczura dotarli pod wejście do szerokiej jaskini. Długowiecznemu wydawało się, jakby sędzia był tutaj wcześniej albowiem jego orientacja w terenie była lepsza niż niejednego łowcy czy maurena! Albo, Silvasterowi się jedynie zdawało, tak czy siak dotarli do kopalni. Wtedy padł rozkaz rozłożenia obozu, który w mik rozstawiał Melkior ze swoimi najemnikami.
Dhampir podchodząc bliżej wejścia wzdrygnął się i odskoczył do tyłu. Wszystkim zebranym pewnie wydawało się to dziwne, bo oni mieli tyle szczęścia, że nie słyszeli tych jęków, hałasów i odgłosów, których przyjaznych nazwać nie mógł. Dla niego były one wrogie i wręcz zabraniały tam wchodzić, by odkrywać ich sekrety! Te głosy broniły kopalni! Długowieczny wyprostowując jeden trzęsący się palec wskazał na wejście do tunelu.
- Ta, kopalnia żyje! ÂŻyje pomimo tego, że wszyscy wymarli albo uciekli, nie powinniśmy tam schodzić.
Mimo, że mówił normalnie bał się jak cholera tutaj nawet wampirze geny mu, nie pomogły odczuwał strach i się z tym nie ukrywał. Ostrzegając towarzyszy, o zwyczajnych zmysłach podszedł do Salazara mówiąc do niego.
- Jesteś absolutnie pewien, że chcesz tam zejść i sprawdzić jej zawartość? Te głosy na pewno, nie uroiły mi się i jestem pewny, że komitet powitalny nie będzie zbyt miły, jednakże jeżeli Ciebie nawet to nie odwiedzie od zbadania tunelu pójdę z tobą, bo oni - wskazał palcem na obozowiczów - raczej i tak mi nie uwierzą a twoich słów wysłuchają, o zagrożeniu czającym się w środku, poza tym wiesz jakie bestie, stworzenia, istoty mogą się znajdować wewnątrz?
Zapytał od czasu do czasu chwytając się za serce i broń, gdyż stał przed prawdopodobnym wejściem do koszmaru.

DarkModders:
Jaszczur nie miał zamiaru schodzić w dół. Był zbyt zmęczony by przedzierać sie przez zawalone tunele kopalni.
- Ja pomoge Melkiorowi. - powiedział do Salazara i zabrał sie za rozkładanie beczek i rozbijanie obozowiska.

Dael:
Dael stwierdził, -Pójdę wraz z Tobą kapitanie do kopalni. Słyszałem słowa Silvastera wierze mu , i rozumiem że to miejsce może być wrogie, ale chce tam wejść Stwierdził Dael.

Canis:
- Nieumarli, duchy, zjawy, widma... mutanty. W tej kopalni, zginęło wiele istnień...

Szliście we troje Dael, Salazar i Silvaster na przód. Widzieliście pozawalane elementy tunelu, wszędzie gruz i węgielne rudy. wszędzie były porozrzucane całe kości szkieletów przygniecione głazami. Salazar zatrzymał się i rozłożył rękę blokując Silvasterowi i Daelowi ramieniem drogę na przód.

- Nie, musimy wziąć ogień... ja mam trochę soli... nie przeżyjemy tego we trójkę... trzeba nam ognia... ROZPALIÆ OGIEÑ! PO DREWNO I OGIEÑ! - Mówił rozjuszony, wściekły, wyglądał jak osoba, która wpadła w szał, jak epileptyk, jego oczy biegały na wszystkie strony jakby widząc coś, czego nie ma. Złość i wściekłość, było coś, co było ewidentne do wyczucia w jego rozjuszonym głosie.

Darius usłyszał wrzaski i rozkazy Salazara, szybko wybiegł z wejścia do kopalni i pobiegł w kierunku najbliższych drzew osadzonych na krańcu dżungli, wysuszonych zaschniętych, łamał gałęzie, które można by łatwiej rozpalić...

Salazar widział i słyszał duchy umarłych, były ich setki, tysiące, które zmarły tu tysiące lat temu, wiedział co go czeka, słyszał jeden wielki hałas wypowiadanych słów przez duchy, wszystkie słyszał, wszystkie które były obok, było tego zbyt dużo, nie mógł tego znieść... Nie chciał ignorować, nie mógł, ciekawość na to mu nie pozwalała, jednak nie mógł też tego słuchać, tego czuć...

TheMo:
Themo został z Bękartami i pomagał im rozkładać obóz.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej