Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Canis:
Weszliście do środka, jednak w środku były stare skrzynie popękane, zmurszałe i niezlecone. Nic wartościowego ani istotnego. zniszczony popękany budynek, który cudem jeszcze trzymał się na nogach był sporych rozmiarów magazynem, mieściły się tu niegdyś składy surowca, węgla, jednak ani z surowca nic nie zostało, ani z pustych kontenerów, którymi minerały transportowano. Przed budynkiem, w piasku znaleźliście fragment starej byczej skóry. wyciągnęliście ją i ujrzeliście starą historyczną mapę, która uwzględniała geografię miasta oraz rozlokowanie wszystkich ważnych miejsc.
Salazar spojrzał na mapę przyglądając się jej.
- Czyli właściwie niewielka wioska... no cóż, został tylko ten jeden punkt, trudno, chyba nie mamy czego tutaj szukać, chodźmy do kopalni, cała godzina drogi...
Nawaar:
Dhampir podczas marszu, po utwardzanym traktu rozglądał się badając okolicę na sam początek jego oczy dojrzały szczyty wulkaniczne a im szyli dalej, to las deszczowy będący po lewej stronie zanikał. Towarzysze nieustannie szyli przed siebie mając nadzieję dotrzeć do wspaniałych budowli, które przetrwały w tych trudnych warunkach. Silvaster patrząc na teren szczytów poczuł się odrobinę, nieswojo czuł się dziwnie i wtedy rozpoczął się rozglądać w celu wyczucia jakiegoś podejrzanego ruchu lub dźwięku a robił to z czystej przezorności. Jednak niczego podejrzanego na razie, nie wyczuł! Jednakże i tak nie poprzestawał być czujny i tak udało mi się szczęśliwie dojść do następnego miasta zwanego Ra'tagą! Długowieczny rozejrzał się na tym terenie i miastem tego nazwać nie mógł, ponieważ potwierdziły się słowa Salazara mówiące o przetrwaniu jednego budynku. Na twarz dhampira pojawił się wielki smutek spowodowany tym, że ostał się ten jeden budynek, więc dla pewności wyjął łuk i strzałę ruszając w stronę magazynu. - Dziwnie cicho tutaj. Wnętrze wioski było równie ciche i spokojne, jak w Hessien. Tutaj również nie wyczuwało się zagrożenia, wiec długowieczny schował łuk razem z strzałą i wszedł do magazynu! Sądził, że górnicy coś zostawili w tym magazynie, ale oczywiście ten też okazał się pusty poza kilkoma zniszczonymi skrzynkami i składami na węgiel, nie było zupełnie nic!
- Znowu, nic mamy pecha i to wielkiego. Dobrze, że jednak ktoś pozostawił mapę tej ubogiej wioski przyda się na przyszłość. Mówiąc to opuścił magazyn czekając na zewnątrz aż reszta się ruszy i uda do kopalni.
- Cóż, nie pozostało nam nic innego jak wrócić i iść w kierunku kopalni, może ona się do czegoś przyda.
Silvaster czekał aż pochód ruszy dalej.
DarkModders:
- Można sie było tego spodziewać po takiej ruderze. - powiedział do Silvy rozglądając sie po budynku. ÂŚciany mocno spękane jeszcze sie trzymały. Zostało im tylko teraz pójść i zwiedzić tą kopalnie.
Canis:
Wyruszyliście z Miasta Ra'taga, bardzo szybko, gdyż tylko godzinę, trwał przemarsz do kopalni węgla. Salazar dobrze orientował się po mapie i słusznie was prowadził. Zwolennicy teorii spiskowych uważali, ze Salazar zna te ziemie nie tylko z tych pięciu ksiąg które pokazywał i doszukiwali się tu tajemniczej mocy.
- To tu! - Powiedział podchodząc do jednej z gór prowadzonej przez utwardzony szlak. gdy zbliżył się wraz ze swoją kulą światła, które zaklęcie powtórzył analogicznie jak poprzednio, gdy kula słabła.
Gdy zbliżyliście się do góry wraz z kulą światła dojrzeliście ogromną dziurę w skale prowadzącą w głąb, oczywistym było, ze fortyfikacja, niezależnie jaka była zewnątrz, już kompletnie nie istniała, w końcu nie spostrzegliście nic prędzej dochodząc do tej góry.
Ogromna dziura w skale to znaczy otwór wysokości 5 metrów a szerokości 15 metrów, który ciągnął się w głąb, a końca jego widać nie było.
- Proponuję rozbić tu, wewnątrz tej góry obóz, przy wejściu. Rozłożymy się, zjemy i możemy przespać. Proponuję, by część osób poszła ze mną w głąb góry i sprawdziła kopalnie, pozostali niech rozłożą i przygotują możliwość odpoczynku. - Powiedział przekrzywiając swoją paszczę i powolnym krokiem idąc w głąb.
Silvaster słyszał z wnętrza okrutne jęki, pojękiwania i hałasy, jak gdyby tętniło tam życie. Nie były to miłe odgłosy, raczej złowrogie i złowieszcze hałasy.
Salazar widział świat astralny tego miejsca, nigdy nie widział tylu udręczonych dusz w jednym miejscu, a było to tylko wejście do kopalni...
Melkior Tacticus:
- To ja ten, pomoge rozłożyć obóz i popilnuje go. Powiedział i pomógł przy rozkładaniu prowizorycznego obozowiska.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej