Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Canis:
- Krasnoludom z Ekkerund nic do naszych surowców, są nasze i dla nas. Zresztą władza będzie mogła surowcem dysponować jak uzna za stosowne.
Przemierzaliście dziką dżungle, jednak nic, ani nikt wam nie zakłócał marszu. było to stosunkowo dziwne, w końcu dżungle to jedne z niebezpieczniejszych miejsc.
Dotarliście na skraj dżungli, gdy drzewa zaczynały się kończyć dojrzeliście przed sobą wysokie i strome wulkaniczne góry, zaś pod nimi pas piaskowego szlaku, nie żwiru, czy miękkich piasków a raczej utwardzonej ziemi. Wyjechaliście z dżungli i mogliście skręcić w lewo jak i w prawo.
- Na lewo będzie miasto, przejedziemy między szczytami i dojedziemy do Ra'tagi, później wrócimy tym samym szlakiem do kopalni, tam zbadamy ją i przenocujemy, by wyruszyć następnego dnia z samego rana. Mam nadzieję, że będzie dosyć bezpiecznie, ruszajmy, za jakieś pół godziny będziemy w Ra'tadze.
Powiedział i machnął szabelką na lewo i schował ja do pochwy przy pasie. Delikatnie zmęczony szedł dalej, wiedział, że jest to konieczne. Salazar sięgnął w głąb swojej duszy i pobrał wymaganą do zaklęcia światła energię. Wyciągnął dłoń przed siebie i mając zebraną odpowiednią ilość energii wypowiedział formułę zaklęcia.
- Elisash!
Pod wpływem wypowiedzianej formuły energia wypłynęła z dłoni formując się metr od niego w świetlistą kulę o średnicy 10 centymetrów, rozpromieniająca mrok na obszarze okręgu o promieniu 15 metrów. Jaszczur przy pomocy mortokinezy przeniósł świetlistą kulę przed siebie na odległość 5 metrów, by rozświetlać sobie i innym drogę na przód. Mogli dalej swobodnie podróżować rozświetlonym szlakiem w obliczu ciemności.
//Jest godzina 21. temperatura 25 stopni.
Nawaar:
Dhampirowi taka sytuacja się podobała nikogo poza członkami ekipy odkrywczo-zwiadowczej, nie słyszał brak jakiegokolwiek zagrożenia, ale trzeba było stwierdzić, że to niecodzienne było. Jednak dzielnie przeszli, przez kolejny las deszczowy i stanęli na rozwidleniu, które jedną stronę stanowiły wulkaniczne góry, gdzie trafili na swego rodzaju utwardzany trakt prowadzony zarówno do miasta jak i kopalni węgla.
- To idziemy.
Powiedział skręcając w lewo idąc za towarzyszami. Nocna podróż bardziej mu odpowiadała niż w dzień z racji tego, że temperatura nieznacznie spadła nie męczył się tak bardzo jak rankiem! Dodatkowo jego zmysły działały zjawiskowo skutecznie, o tej porze to czuł się trochę bezpieczniej na tym niebezpiecznym terenie. Silvaster idąc zauważył jak Salazar znów wyczarował małą kulę świtała, która oświetliła teren tym, co mieli problem widzenia o zmroku, lecz wzrok długowiecznego musiał się przyzwyczaić do tego nagłego rozświetlenia terenu dlatego też na minutę lekko przymrużył oczy, by móc je normalnie otworzyć i podążać dalej. Tym razem, nie miał pretensji do jaszczuroczłeka odnośnie zdradzania pozycji maszerujących, bo nie wyczuwał żadnego zagrożenia! Tak sobie idąc zastanawiał się ile tam budynków do przeszukania zastaną.
DarkModders:
Jaszczur wsłuchał sie w przemówienie Salazara i po chwili odsunął sie w tył. Chciał oszczędzić swoich sił na dalszą część podróży. Noc była spokojna, wszyscy uparcie przedzierali się zarośla dżungli. Co jakiś czas było czuć krople wody spadające z gałęzi drzew. Wreszcie doszli na skraj dżungli. Jaszczur zmęczony troche długim marszem podparł sie ręką o drzewo. Byli przy trakcie.
- Teraz to już chyba prostą droge do miasta mamy. - powiedział robiąc kilka kroków w przód i stając obok Melkiora o Themo. Salazar rozjaśnił droge czarem światła. Można było iść w dalszą droge traktem. Głowił sie nad tym na co sie tam natkną.
Canis:
Przemierzaliście utwardzoną drogę aż przed wami dojrzeliście wulkaniczne szczyty, a dżungla po waszej lewej stronie zaczęła zanikać. Wulkaniczne szczyty, które swoją jałowością, strukturą i posępnym czarnym i szarym kolorem były niemiłym widokiem i nie napawały do dobrego. Między górami, w swoistej przełęczy szliście kilkadziesiąt minut, gdy dojrzeliście Ra'tagę...
Piaskowe i żwirowe tereny, gdzie okazyjnie rosną ubogie drzewa, zwichrowane i wyłamane częściowo z korzeni. wśród nieprzyjemnych widoków dojrzeliście dosłownie resztki miasta, ostatnią nierozpadłą budowle, wszystkie pozostałe zostały doszczętnie zniszczone przez te niekorzystne warunki, brak stałego gruntu, tysiące lat działania niekorzystnych warunków, aż wreszcie same wybuchy wulkanów.
- No... tego się można było właściwie spodziewać... mieszkali tu górnicy, był magazyn, właściwie niewiele więcej, to pewnie pozostałości z magazynu, sprawdźmy to.
DarkModders:
Wreszcie doszli do miasta. Jaszczur wyobrażał je sobie inaczej ale jak to mówią pozory mylą. Wszystko było zrujnowane, zniszczone i ta ziemia czarna jak niejeden mauren. Postanowił przejść się troche po mieście i zobaczyć co z niego zostało. Nie widząc nic szczególnego oparł się o jedną ze ścian. Wtedy poczuł jak coś sypie mu się na głowę. ÂŚciana była pęknięta, odskoczył od niej i popatrzył się w górę, chcąc zobaczyć ile ściany odpadło. Wolnym krokiem wrócił do kompanów i widząc że zmierzają do jednego z pozostałych budynków, ruszył za nimi. Grunt pod nogami był jak piasek, sypki i niestabilny. Nie dziwota że tu nic nie zostało po tym mieście. Przeszedł ścieżką prowadzącą do budynku i przekroczył próg. Zaczął rozglądać się za czymś co może się przydać ekspedycji i za czymś cennym.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej