Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
TheMo:
Themo musiał wstać i udać się do wozu z beczkami. Tam zanurzył kubek po wódce w wodzie pitnej i wziął pajdę pieczywa. Z takimi zapasami powrócił pod drzewko i powoli przeżuwał kromkę popijając wodą. W takiej pozycji czekał na lepszą porę do wymarszu.
DarkModders:
Po zaturlaniu beczek przyszedł czas na odpoczynek. Marsz w takim skwarze odpadał w tą pore dnia. Udał sie w tym samym kierunku co inni i usiadł w cieniu opierając sie o pień drzewa. Po chwili spragniony wstał z ziemi i podążył do beczek by zaczerpnąć troche wody. Zanurzył cały kubek i wypił go do dna w kilka sekund, po tym napełnił go drufi raz wypijając go do dna. Odstawił go na bok i wrócił pod to samo drzewo.
- Wole nie pić alkoholu o tej porze dnia. - powiedział do Dariusa opierając swą jaszczurzą głowe o drzewo. Próbował zasnąć ale w tej temperaturze nie dało rady. Powieki same sie otwierały.
Canis:
Minęło 5 godzin aż niebo poszarzało, a temperatura w między czasie spadła o 5 stopni. W dżungli panował już pełen mrok.
Salazar odsunął się od drzewa.
- Dobra, wystarczy tego odpoczynku, idziemy. Mamy do zwiedzenia kopalnie węgla i miasto Ra'taga. Pierw udamy się do miasta, potem do kopalni. Najemnicy, zamknąć beczki, chwytać za wozy i jedziemy. - Powiedział sięgając po swoją szablę, by znowu isć na przedzie i torować drogę przez dzicz.
Nawaar:
Rozmów żadnych nie było, tylko cisza i odpoczynek. Towarzysze cenili każdą godzinę daną im na "naładowanie baterii" i widocznie stwierdzili, że niepotrzebne gadania znów ich zmęczy. Ta cisza trwała aż bite pięć godziny i wreszcie nastał mrok! Dhampir poczuł nagły przypływ sił do jego organizmu a łącząc go z tym odpoczynkiem był gotów do dalszej drogi. Dlatego podniósł się z ziemi a podchodząc jeszcze do otwartej beczki pełnej wody zanurzył w niej kubek ten ostatni raz nawadniając swój organizm, bo wiedział, że do następnej przerwy trochę marszu przed nimi. Silvaster odłożył kubeczek i, o dziwo uśmiechając się ruszył bezpośrednio za Salazarem dzierżąc w rękach łuk oraz jedną ze strzał. Długowieczny idąc wsłuchiwał się w otoczenie, coby w razie konieczności ostrzec towarzyszy mając jednocześnie nadzieję na to, że zmysły znowu nie zaczną płatać mu figli!
DarkModders:
Jaszczur w tym czasie siedział oparty o drzewo i polerował szable. Za każdym razem sprawdzał czy sie odpowiednio błyszczy i wywijał nią sprawdzając jak wygląda. Po tych zabiegach schował ją do pochwy i z kawałkiem uschniętej trawy w paszczy siedział przypatrując sie okolicy. Niebo poszarzało dość szybko, jak to miało zwyczaj być w terenie równikowym. Wiaterek wiał przyjemnie w twarz. Temperatura znacznie spadła dając przyjemne ciepło. Założył hełm na głowe i uśmiechnięty wstał by rozprostować kości. Słysząc rozkaz o wymarszu wypluł trawe i poprawił bronie przy pasie. Skierował sie w strone, w którą poszedł Salazar, przyśpieszył kroku i dogonił go. Był zaciekawiony tym co może skrywać miasto.
- Salazarze, wiesz coś więcej na temat tego miasta? - zapytał jaszczura, szedł obok niego.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej