Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.

<< < (95/184) > >>

DarkModders:
Jaszczur wypchnął z barki beczke z wodą i wyskoczył na piasek. Wziął kubek i odkorkował beczke nabierając chłodnej jeszcze wody.
- Trzymaj Silva. - powiedział do dhampira podając mu pełen kubek wody. Upał dawał sie we znaki w stalowej zbroji. ÂŚciągnął hełm z głowy i włożył go pod pache. Odsapnął i wziął sie za przenoszenie beczek na pobliskie wozy.

Creed Canue:
Elf również zszedł z łodzi, ale zobaczył że inni turlają je na wozy a więc i on zabrał się za coś takiego. ÂŚciągnął je z łodzi na ląd, a potem zaczął ładować je na wozy.

Canis:
- Dobra, na skraj dżungli idziemy. Wiosenny klimat jest już nieprzyjemny, pomyślcie co tutaj będzie latem? 40-50 stopni? Na wesoło... - mówił do siebie.

Darius i orkowie, najemnicy Melkiora przeciągnęli beczki w cień drzew tropikalnych. by wszyscy mogli skryć się w cieniu, temperatura dalej jednak była jaka była, czyli 30 stopni, jednak nie parzyło i nie smażyło nikogo bezpośrednio słońce.

- To jak, idziemy dżunglą do kopalni, czy czekamy do zmroku, jak uważacie? - Zapytał opierając się o konar pobliskiego drzewa.

Nawaar:
Dhampir skończył turlając jedną z beczek, kiedy podszedł do niego jednoręki jaszczur oferując kubek zimnej i soczystej wody! Teraz mu tego brakowało. - Dzięki! Powiedział uradowany wypijając cały kubek wody jednym haustem. Następnie stwierdził, że to koniec turlania beczek na dzisiaj i poszedł za Melkiorem w cień. Tutaj poczuł się odrobinę lepiej.
- Mówisz, że na Zuesh było gorzej! Tam, tylko walczyliśmy i to w całkiem znośnych warunkach. Tutaj mamy zmienne temperatury, a do tego jeszcze ciągłe przenoszenie towarów i długie marsze. 
Odpowiedział mu siadając z pozoru na zimą ziemię, pod jednym z drzew. Oczekiwał teraz jedynie odpoczynku, który kapitan miał zapewnić po tej przeprawie, przez morze i przeładowanie beczek z prowiantem. Dhampir następnie opuścił głowę dając zmysłom odpocząć.
- Czekajmy aż się ściemni. Mówił z opuszczoną głową i mokrymi włosami, które zakryły jego oczy. W ten sposób wyraził swoje zdanie.

TheMo:
Walka się skończyła bez jego udziału. W zasadzie to tylko pilnował, alby strzelcy nie zostali zaatakowani przez lwy morksie. Po wszystkim schował bronie i załadował się na coś, co można nazwać statkiem. Po przeprawie na drugi brzeg zdjął hełm i potrząsnął głową. Mokre od potu włosy odkleiły mu się od czoła. Kiedy jego pory zaczerpnęły trochę powietrza założył hełm ponownie.
-Czekamy w cieniu do zmierzchu przynajmniej. Inaczej się ugotujemy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej