Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
DarkModders:
Jaszczur z toporem w ręku pobiegł w strone lwów morskich jednak te zdążyły uciec. Stanął i zaczął wpatrywać sie w morze.
- Kurwa. - przeszło mu przez gardło, tyle miał do powiedzenia na ten temat. Był senny i zdezorientowamy by szybko zareagować w takiej sytuacji. Bezradny schował topór i wrócił do powolnym krokiem za kompanami.
Nawaar:
Strzała Silvastera dosięgnęła bestii dobijając ją po niezbyt udanym trafieniu elfa. Następnie dhampir schował łuk do sajdaka i pomodlił się w myślach. Pani dziękuję za celne oko i szybie odesłanie tych stworzeń do twojego królestwa. Długowieczny skinął nieco głową i zaczął się dalej rozglądać, bo w łowcę już się nie pobawi, gdyż pozostałe lwy morskie zdążyły czmychnąć do morza. W tym momencie, nie pozostało nic innego jak czekać dopóki znów się pokażą, aby móc się ich niestety pozbyć i bezpiecznie utorować drogę do następnego punku albo licząc na to, że uciekły gdzieś w dal nękać innych!
- Skoro nie mamy wyjścia trzeba będzie poczekać i odpocząć, co pewnie wyjdzie nam na dobre! Walcząc z bestiami morskimi w ich naturalnym środowisku, może być nieciekawie zwłaszcza kiedy mają one przewagę liczebną. Dodał mając wszytko na uwadze. Tymczasowo dał sobie spokój z targaniem beczek na drewniane barki dopóki, nie odpocznie po przemarszu i dlatego uwalił się na ciepły piach ściągając swą koszulę, która w tym momencie niebyła mu potrzebna! Słońce przyjemnie ogrzewało jego lekko blade ciało dodając mu znacznie więcej wigoru a być może nawet złapie trochę kolorku! Taki lekki brąz nie byłby czymś złym, o ile nie upodobniłby się za bardzo do maurenów! W między czasie usłyszał kilka huków błyskawic i dojrzał czarne chmury tworzące się na niebie a z nich pewne było, że spadnie deszcz, woda zdatna do picia w końcu znaleźli się w dżungli a tutaj musi padać, by las dalej istniał i mógł się rozwijać. Istniała również szansa na realne zasiedlenie tych terenów i ich dobre wykorzystanie, tylko gdyby nie ten smok!
- Rzeczywiście ta ziemia nie jest taka jałowa, jak mogłoby się wydawać, tylko ten smok może odstraszać potencjalnych kolonizatorów, choć zawsze można ukryć ten fakt przed nimi. Uśmiechnął się dość szeroko i złowieszczo. Wtedy również dokładniej przyjrzał się barką niż zrobił to za pierwszym razem i mógł ocenić, że ich stan nie jest pierwszej jakości, ale z drugiej strony, coby było dobre bez tylu lat konserwacji? Dhampir szczególną uwagę przykuł do drewnianych kadłubów łodzi, które lata jakie spędziły w morskiej wodzie wyniszczyły je, ale nie będąc pewien czy poszycie tych barek wytrzyma ciężar zarówno beczek jaki i samych towarzyszy zapytał. - Jak myślicie te łodzie wytrzymają nasz ciężar? Drewo jest dosyć zniszczone, przez oddziaływanie wody morskiej i proponowałbym je sprawdzić nim sami wsiądziemy razem z naszym prowiantem, co o tym sądzisz kapitanie?
Silvaster zapytał Salazara, który ostrzegał ludzi przed piciem wody prosto z morza, ponieważ była ona mocno zasolona i nie zdatna do picia a nawet kąpać się w niej było strach z powodu lwów morskich oraz innych istot z głębin czekających na nieostrożnych kąpielowiczów, jednocześnie długowieczny do innych części konstrukcji barek się nie przyczepił z takiego powodu, że mithrilowe kotwice i łańcuchy nie zdradzały żadnych oznak uszkodzenia, wyniszczenia przez żywioły panujące na wyspach, także czekając aż usłyszy odpowiedź zamierzał wypoczywać jak najdłużej się da a dopiero po niej wziąć się do pracy.
Pozostaje 8 żelaznych strzał.
Canis:
Mineły dwie godziny, a wszyscy odpoczywali wprowadzając się w stan letargu, byli ale udawali jakby ich nie było.
- Dobra dość tego, pakujemy się na łodzie! Rozładowujemy wózki, wturlamy beczki na leżąco, wjeżdżamy wozami i siadamy jak popadnie, 5 łodzi idealnie na nas starczy... - Powiedział i wraz z Dariusem zaczęli turlać beczki z wozu, kłaść je na ziemię i wkładać do szerokich na 3 metry a długich na 8 metrów. Po kilkunastu minutach mieli wóz wciągniete na pokład, wsiedli.
Darius, ciągnij za linę zapierając się nogami o drewnianą burtę i tak każdy, przeciągniemy się o ile w każdej łodzi, na każdy łańcuch będzie parę osób, które będą ciągnęły łańcuchy.
Niewolnicy Melkiora wturlali beczki na pokład i wypchnęli je z mielizny, czekając na pozostałych załogantów.
- Wchodzić panowie wchodzić. Płyniemy!
Nawaar:
Dhampir został zignorowany, ale cóż mówi się trudno! Długowieczny wstał z piachu otrzepał się i nałożył koszulę na swe blade ciało, ale pomimo dwóch godzin leżenia na słońcu jego skóra nawet się nie zarumieniła. W takiej sytuacji nie pozostało nic innego jak wejść na barkę, gdyż wszystkie inne sprawy zostały zrobione przez orków oraz kapitana i jego najemnika. Silvaster widząc jak barki nie pękają, uginają się do ciężaru osób poczuł się pewniej i sądził, że może uda im się cało dopłynąć do punkt B na mapie. Długowieczny przemierzając piaszczysta plaże najpierw ostrożnie wsadził jedną nogę badając grunt a następnie drugą i w końcu wszedł na pokład nietypowego okrętu.
- Gotów! Rzekł wyprostowując się i chwytając łańcuch swoimi bladymi łapami czekając na dalsze rozkazy do ciągnięcia barek jedną za drugą, bo ktoś musiał to zrobić!
Dael:
Po skończonej walce i odpoczynku Dael był w pełni sił. Przyjrzał się łodziom. Wyglądały solidnie ... nie wydawało się by miały się rozpaść. Wszedł na jedną z nich dostosowywując się do kołysania. Na szczęście niewolnicy mielkiora już uporali się z beczkami, i stanął przy łańcuchu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej