Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.

<< < (87/184) > >>

Canis:
- Na plaży wiemy, ze są nieumarli. Wolę spotkać kilka dzikich zwierzątek niż dalsze setki i tysiące truposzy. Poza tym nie przejedziemy ciężkim i wozami po mokrym piasku. Idziemy przez dżunglę.

- Skąd mam wiedzieć jakie tu żyją zwierzęta, nikt stąd nie wrócił od dziesiątek tysięcy lat żywy, już to mówiłem. Spodziewajmy się tego co żyje w dżunglach, na pustynnych piaskach, skałach wulkanicznych i ogólnie klimatach ciepłych i gorących.

- Nie rozdzielajmy się idźmy zwartą grupą, są wśród nas osoby z wyostrzonymi zmysłami, nie warto ryzykować zaginięć lub śmierci niepotrzebnych.

Odpowiadał na pytania, gdy podążali na przód przez dżunglę. Salazar sięgnął po swoją szablę i starał się torować drogę przejazdu wozów, ścinając gałęzie i wysokie trawy w miejscach marszu, by wozy miały mniejsze trudności i kłopoty z przeprawą.


Podróż trwała długo, minęło całe 6 godzin, a końca dżungli widać nie było. W ogóle nie było nic widać bo zrobiło się ciemno. Podróżowaliście u podnóża skalnych gór , gdzie dżungla była jeszcze zubożała a ziemia twarda i skalista, niemniej jednak trudności wozów były ogromne, co rusz Darius, Shuzug, Xepug, Ginug, Girug i Trilug potrzebowali pomocy w przepchnięciu wozów.

Wyostrzone zmysły Silvastera dały o sobie znać. Słyszał różne szmery dobiegające z trasy przed nimi, nie był jednak pewny czy nie są to zwykłe podmuchy i szaleństwa tutejszego wiatru. Ponad to słyszał, jak ze szczytów wulkanicznych turlają się głazy, najpewniej oberwane elementy skał wulkanicznych niczym lawina lecą z wysokich szczytów.


Salazar widząc zapadający zmrok sięgnął w głąb swojej duszy i pobrał wymaganą do zaklęcia światła energię. Wyciągnął dłoń przed siebie i mając zebraną odpowiednią ilość energii wypowiedział formułę zaklęcia.

- Elisash!

Pod wpływem wypowiedzianej formuły energia wypłynęła z dłoni formując się metr od niego w świetlistą kulę o średnicy 10 centymetrów, rozpromieniająca mrok na obszarze okręgu o promieniu 15 metrów. Jaszczur przy pomocy mortokinezy przeniósł świetlistą kulę przed siebie na odległość 5 metrów, by rozświetlać sobie i innym drogę na przód.

Creed Canue:
Elf był zmęczony podróżą, lecz cały czas trzymał swój miecz w dłoni i pilnował tyłów wozów, miał nadzieję że jest ktoś w załodze z wyostrzonymi zmysłami i jeśli będzie zagrażało niebezpieczeństwo to poinformuje wszystkich. Trudno Creedowi było się przedostać przez dżunglę bo pierwszy raz był na takim terenie.

Dael:
Dael szedł za resztą grupy, łuk miał przygotowany lecz nienaciągnięty, nie chciał się zaplątać w zarośla podczas podróży. Był przyzwyczajony do długich wędrówek, ale ta dżungla zaczynała go powoli męczyć. Czuł jak powietrze mu ciąży na ramionach z powodu jego duchoty i zawilgocenia.

TheMo:
Themo szedł przed wozami, a za Salazarem, który już wycinał ścieżkę. Dzięki temu nie musiał machać mieczem by utorować drogę przez gąszcze, co powodowałoby dodatkowe zmęczenie. A marsz po trudnym terenie dawał się we znaki. Noszenie stalowej zbroi i kompletu broni potrafiło dokuczyć. Otarł czoło po którym spływały mu krople potu i wziął głęboki oddech. Położył dłoń na rękojeści miecza na wypadek, gdyby jakiś nocny drapieżnik został przyciągnięty przez magiczne światło.

Nawaar:
Dhampir pokręcił głową, bo jaszczur mając tyle książek o archipelagu spodziewał się raczej szerszej wypowiedzi niż krótkie, nie mam pojęcia gdyż nikt tutaj, nie przeżył aby mógł opowiedzieć, o faunie i florze tego miejsca! Widocznie te książki zawierały jedynie architekturę i ważniejsze miejsca do zwiedzania, co nie zmieniało faktu, że nie wiadomo co można w tej dżungli!
W takich cichych nastrojach towarzysze dotarli na początek lasu tropikalnego, który o dziwo żył! Bujna roślinność taranowała drogę dla maszerujących, o wozach nie było co wspominać. Dobrze, że nasz dzielny kapitan dobył szabli i zaczął przedzierać się przez głusze obcinając wysokie trawy, gałęzie i pnącze swą szablą dzięki temu wyprawa ruszyła. Przemarsz przez pierwsze kilka godzin przeszedł dość łagodnie, choć później końca dżungli nie było widać, bo ciągnęła się ona kilometrami a poza tym nastała noc! Dhampirowi to nie przeszkadzało a znacznie pomogło. Dlatego, że poczuł nagły przypływ sił i mógł działać, ba nawet pomógł orkom i człowiekowi, którzy ciągnęli swe wozy dość nieudolnie w ciemnościach. Silvaster popychał wóz za wozem, który wyleciał z twardego traktu stworzonego przez twardą skalistą ziemię, by ta wyprawa mogła się szybciej zakończyć, ale gdy skończył  przyspieszył swe tempo marszu.
Długowieczy z racji krwi wampira, która krążyła w jego ciele zaczął wyczuwać swoimi zmysłami różne szmery czy to hałasy. Dhampir nie przerwanie kręcił głową na boki i w górę starając się wszystko najdokładniej wyłapać, kilka razy nawet również pociągnął nosem, co okazało się złym pomysłem, gdyż smród orków dostał się do jego nozdrzy omal nie obalając potomka wampira. Jednak wydawało mu się, że do końca nie mógłby być pewien czy słyszy, tylko wiatr wypełniający tą ciszę czy też spadające odłamki wulkanicznie, nie miej jednak postanowił ostrzec resztę towarzystwa uprzednio wyciągając łuk z sajdaka oraz dobywając żelaznej strzały z kołczanu.
- Moje zmysły strasznie szaleją tutaj i do końca nie jestem pewien czy słyszę, tylko wiatr czy jakieś niezrozumiałe dla mnie szmery, ale bądźmy lepiej czujni i przygotowani na najgorsze.
Następnie zaczął się ponownie nasłuchiwać i przypatrywać otoczeniu, ale po chwili całą okolicę oświetlił nasz kapitan, który wypowiedział inkantację zaklęcia światła! Oczy Silvastera po chwili się przyzwyczaiły do migoczącego swatała, ale to mogła być najgorsza decyzja jaką teraz podjął Salazar, bo teraz wszyscy towarzysze byli widoczni i podani na talerzu dla wszelakich zwierząt!
Długowieczny skomentował to w myślach, żeby się jaszczur nie obraził znów. Co, on wyprawia? Chce nas zabić? Tak pytając samego siebie czekał na nastanie najgorszego.     



Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej