Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.
Nawaar:
Dhampir opuścił łuk, kiedy zobaczył wewnątrz budynku same zbielałe kości, które nie byłby zbyt chętne do ataku. Dlatego lekko zwalniał cięciwę wciąż mocno trzymając strzałę, tylko po to, by ta nie wystrzeliła i mu się to udało, bo cięciwa wróciła do normalnego stanu a strzała nadawała się do ponownego użytku. Następnie, Silvaster pochował bronie do sajdaka i wszedł do środka. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, gdzie się znajduje ten budynek był miejscem kaźni niewolników jaszczuroczłeków. Całe to nieszczęsne pomieszczenie od podłogi do sufitu było sycie udekorowane starą zaschniętą krwią, co świadczyło o tym, że pogłoski mówiące o bezwzględności rasy jaszczuroczłeków i jej barbarzyńskim charakterze okazały się prawdą! Silvaster splunął na ziemię w akcie pogardy tego, co tutaj zobaczył.
- Tak, Daelu to jest krew! Stara i zeschnięta krew niewolników. Upewnił młodego elfa mówiąc zimnym tonem niczym ostrze miecza. Następnie podchodząc do stosów czaszek przemówił tym razem jako członek konkordatu, bo teraz nie musiał się ukrywać.
- Pani! Daj zaznać spokoju tym udręczonym, przed laty ciałom i duszą. Spraw, aby i one zaznały ukojenia w Kotle dusz. Kończąc pochylił głowę, a odwracając się popatrzył na wozy "solidnie zakonserwowanych przez krew". Dhampir z dużym obrzydzeniem podszedł do jednego z nich i niestety stwierdził, że one nadadzą się dla całej ekspedycji, ale nigdy nie przypuszczałby, że krew ma takie konserwujące właściwości!
- No, niestety muszę stwierdzić Daelu, że te wozy się nam przydadzą choć ich widok napawa mnie obrzydzeniem, ale cóż trzeba je stąd wyciągnąć i zostawić przed budynkiem. Później najemnicy zajmą się ich dostarczeniem, gdy tylko dołączymy do reszty grupy.
Taki miał początkowy plan, bo nie chciał babrać się we krwi niewolników, którzy zostali bestialsko zamordowani.
Mówiąc to chwycił za brudny i czarny od krwi łańcuch, po czym lekko pociągnął dwu kołowy pojazd napędzany siłą niewolniczych rąk i nóg. Wóz ruszył momentalnie w kierunku długowiecznego odpowiadając na wcześniejsze szarpnięcie. Pojazd był na, tyle lekki i wyważony, że nawet najsłabsze istoty dałby radę go ciągnąć. Widocznie jaszczuroludzie myśleli, o wszystkim, ale szkoda, że nie potrafili się inaczej obchodzić z niewolnikami. Długowieczny skomentował przybliżenie się pojazdu w jego stronę tworząc, przy okazji znacznie lepszy od poprzedniego.
- Z tego, co widzę damy je radę samemu wyciągnąć nie wysilając się za bardzo, a gdy to zrobimy udamy się do następnego budynku, który sprawdzimy a dopiero potem weżniemy dwa wozy i udamy się do głównej bazy mówiąc im, że takich wozów jest więcej, tylko gdyby nie było tej krwi! Dhampir znowu splunął i zaczął ciągnąc wóz chwytając drugą bladą dłonią o kajdany. Następnie odwrócił się w stronę wyjścia i zaczął ciągnąć wóz, który bez trudu i skrzypienia opuścił ten przykry magazyn, by ujrzeć światło dzienne. Teraz czekał na elfa, który powinien uczynić to samo.
Dael:
Dael słuchał słów dhampira i w pełni się z nimi zgadzał. To było barbarzyństwo ... Po chwili z obrzydzeniem chwycił łańcuch i wyciągnął wóz z magazynu. postawił go obok wozu który wystawił dhampir, następnie podszedł i wytarł ręce dokładnie w trawę. Pomodlił się do Ventepi o spokój duszy dla zamordowanych. Następnie zwrócił się do Silvy: -Idziemy dalej ? Nie chce zbyt długo zostawać w tym miejscu.
Nawaar:
Wozy były na zewnątrz, ale gdy tylko dhampir spojrzał na swoje brudne od krwi ręce wytarł je o swoją koszulę. Krew odchodziła płatami z rąk długowiecznego spadając, po części na ziemię. W takich niemiłym nastroju zwrócił się do elfa. - Ja też, więc pozostał nam jeszcze jeden budynek i wtedy zabierzemy się z tymi nieszczęsnymi wozami do reszty. Silvaster zrobił dwa kroki w kierunku następnego budynku, po czym zawołał za elfem.
- Za mną! Długowieczny szedł coraz szybciej, by dotrzeć do następnego w kolejce budynku starając się zapomnieć to, co ujrzał w "magazynie".
Dael:
Dael podążył za elfem prawie biegnąc. Czuł że go zemdliło od tego widoku, musiał go wyrzucić z pamięci...
Creed Canue:
-Chłopaki, mamy szczęście to może się przydać, ale ja pójdę przeszukać ten budynek może coś jeszcze ciekawego znajdę. - Elf zaczął przeszukiwać każdy kąt i każdy stół by znaleźć coś przydatnego.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej