Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kojący dotyk Enart. Odkrywanie tajemnicy archipelagu Chatal.

<< < (56/184) > >>

Creed Canue:
Elf zszedł pod pokład i przewrócił beczkę, oczywiście podtrzymując ją, i zaczął toczyć jedną z nich. Przeturlał przez cały statek, lecz najłatwiej było przy trapie bo sturlała się na plażę, chwilkę odpoczął i ruszył za Salazarem bowiem niewiedział dokładnie gdzie mają turlać te beczki. Ile to cholerstwo waży. Pomyślał sobie i ruszył dalej, aby wyjść z tej niebezpiecznej plaży.

Nawaar:
Dhampir odsapnął biorąc kilka głębszych oddechów gdy cała walka się zakończyła, ale nim poszedł na pokład zaczął zbierać swoje strzały z zombich oraz szkieletów nie zapominając, o nożu, który pozostał w głowie jednego z truposzy. Kiedy to zrobił spokojnym krokiem krokiem wszedł po trapie na okręt. Wtedy zauważył, że część załogi zaczęła turlać ciężkie beczki na wysepkę na wprost ich, a Salazar natomiast ze swym wiernym sługą wyciągali je spod pokładu. Silvaster obalił swoją i zaczął swoimi silnymi ramionami pchać ją z trapu, by następnie przeturlać ją po piasku na umówione miejsce. Długowieczny nie sądził, że pchanie 50kg beczki po sypkim piasku będzie tak męczące i czasochłonne, bo jego nogi zapadały się w głąb razem z beczką, przez co musiał podkładać palce pod w piach i zahaczając nimi do stalowe obicia musiał ją lekko podnosić, by móc turlać dalej. Taki proceder, co jakiś czas się powtarzał, ale w końcu przeturlał beczkę na miejsce zbiórki, a gdy skończył z pierwszą zrobił to z koleją i kolejną. Dhampir umęczony i spocony czekał na odpoczynek, który dopiero nastąpi po kilometrowej przeprawie z ciężkimi beczkami, nie przypuszczałby nigdy, że ta misja będzie taka trudna, ale w myślał pojawiły mu się te słowa. Mam nadzieje, że będzie warto! Wtedy też odwrócił się w stronę okrętu oczekując przyjścia kapitana.

// Ile strzał odzyskałem?   

DarkModders:
Jaszczur przysiadł na deskach pokładu i otarł pot z czoła po walce. Mieli dużo szczęścia że nikt nie ucierpiał przy tym. Wstał na równe nogi. Słysząc rozkaz kapitana wziął się za beczki. Turlał je z całych sił, centymetr po centymetrze zbliżał się z ładunkiem do określonego celu, który wyznaczył Salazara. Każda napotkana przeszkoda stwarzała problem w przeturlaniu beczki na swoje miejsce. Wreszcie doturlał ją na miejsce i zabrał się za kolejne. Wszystkie słyszy tak jak zaplanował, ciężar sprawiał że po czwartej beczce nogi uginały się pod nim. Wreszcie wszystko doturlał. Zmęczony stanął obok czekając na kolejne rozkazy kapitana.

Canis:
//Silvaster odzyskałeś 2 strzały.

Wszyscy jak jeden mąż turlaliście beczki z pokładu na plaże następnie w las, po 30 metrów cofaliście się po poprzednie beczki gdyż były ich dziesiątki a was zaledwie około 20tu. beczek około 50ciu. Mijały tak godziny przedzierania się przez młodą dżunglę, gdy nareszcie wyszliście z niej it rafiliscie na zielone połacie traw. byłoc iepło nadal temperatura sięgała około 20 stopni. Dojrzeliście w oddali w głębi ladu dwa wielkie posągi usadowione między górami wykute w litej skale gór.

//Jest godzina 18ta, temperatura około 20stu stopni.


Od posągów w wasza stronę zmierzała powolnym leniwym krokiem tajemnicza czarna postać.

Dael:
Dael zatrzymał beczkę którą toczył, ściągnął łuk z ramienia i rzekł do grupy : - Coś albo ktoś  się zbliża, nie potrafię zauważyć żadnych cech szczególnych. Z tego co Dael widział stworzenie widziało ich. ale pewności nigdy za wiele. Dlatego więcej się nie odzywał i spokojnie czekał na to co się stanie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej