Tereny Valfden > Dział Wypraw

Graal pełen krwi

<< < (19/22) > >>

Canis:
Salazar widząc zbliżające się bestie ugiął się w kolanach wbijając ostrzami w ziemię szablę obraz bułat. Swoje wolne ręce posłał przed siebie w kierunku centralnie nadbiegającego kreshara usadowionego centralnie przed nim. Wniknął w głąb swojej duszy czerpiąc z niej pokłady energii magicznej by następnie w formie wiązek mortokinetycznych posłać energię w kierunku poczwary. otoczył szyję stworzenia ciasnymi pętami energii mortokineetycznej, i zaciskając więzy dusił przeciwnika, by wreszcie pod wpływem impulsu płynącego z głowy w formie energii magicznej złamać mu kark. Puścił bezwiedne ciało, a energię skupił bliżej siebie, zaczął słać energię miedzy swoje dłonie, którymi jakby tworzył śnieżkę, lecz de facto było to składanie energii w całość tworząc mortokinetyczny pocisk. gdy był gotowy a jego bariera cała wraz z siłą uderzenia, posłał przy pomocy energii kulę wprost w twarz bestii. uderzenie w pysk zmiażdżyło czaszkę stwora.

Salazar sięgnął po wbite bronie u ziemi i wyprostował się kierując ostrza broni na swoje barki. Bestie były już bardzo blisko, nie można było czekać. Dwójka kresharów wyprzedziła pozostałego trzeciego, i rzuciły się na Salazara by przewrócić. go Jaszczur obrócił się w bok unikając jednej z bestii, zaś drugiej stanął idealnie na wprost. kierując ostrza krzyżowo przed siebie wbił je w gardło opadającej tuż przed nim bestii. nie zwlekając wiele wyrwał ostrza  ciała i składając je równolegle przy sobie zadał cięcie z pół obrotu w kierunku unikniętego uprzednio stworzenia wbijając mu bronie w brzuch.

Pozostał ostatni, który w tym momencie lądował juz an Salazarze. Nie było gdzie uciekać, pozostało jedno wyjście. jaszczur klęknął do ziemi i sięgając ręką do kostki wyszarpnął sztylet. wyskakując z nóg w górę pokierował rękę z ostrzem przed siebie wbijając ostrze w klatkę piersiową. Nie trafił w serce, lecz płuca uszkodził, bestia oparła się o barku Salazara skomląc, by wreszcie opaść na ziemię i utonąć we własnej krwi.

Nawaar:
Dhampir ocenił całą sytuację słowami. - Udało się! Cieszył się, że nikomu nic się nie stało i gdy skończą oprawiać zwierzynę powrócą do biesiady, wszak pozostało jeszcze dużo do zjedzenia i wypicia. - Jak się czujesz? Zapytał wstając i podchodząc do Salazara.

Canis:
- A no udało. trzeba teraz się tym zająć.... wypijmy, w końcu wilki nas nie zżarły, zatem wzniesiony róg na coś się przydał. - Powiedział podnosząc swój róg z ziemi.

Nawaar:
Dhampir na śmierć zapomniał o swoim słudze niziołku, który cały czas cicho siedział będąc schowanym w wozie.
- Cholera! Na śmierć zapomniałem. Timothy żyjesz?! Zawołał w stronę wozu oddalone o kilkanaście metrów. W tym czasie niziołek zlany potem i trzęsący się ze strachu wyłonił swoją głowę mówią.
- Nic mi nie jest.
Silvaster uśmiechnął się i znów przemówił.
- Masz takie samo szczęście, co my. Dawaj do nas, bo trzeba się rozluźnić i porządnie napić.
Timothy zeskoczył w wozu oglądając martwe zwierzęta, które swoimi ciałami ścieliły polanę, ale w końcu odwrócił wzrok i podszedł do skrzynki z rogami a otwierając ją wyciągnął dwa i odkorkował beczkę z winem jabłkowym, którego zapach wypełnił całą polanę przykrywając zapach krwi i brudu. Teraz sługa długowiecznego wypełnił zdobione naczynia do pełna podwajając jeden dhampirowi. Silvaster pochwycił róg i dołączył do jaszczuroczeła a zaraz za nimi mały niziołek.
- Za nasze szczęście. Dodał i upił jabłkowego wina do połowy rogu.

Canis:
Zdrowie. Trzeba to posprzątać i stąd znikać, zanim więcej stworzeń przyleci. ÂŚwieża krew tylko zwabi ich więcej... Wargi i kreshary ty opraw masz lepsza wprawę, ja wezmę wilki. A w miedzy czasie raczymy się smażonym mięsem! - powiedział ir uszył w kierunku ścielących się ciał wilków. Zaczął ciągnąć je pojedynczy, by wszystkie 8 zebrać w jednej grupie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej