Tereny Valfden > Dział Wypraw
Fałszerstwa
Mohamed Khaled:
- Cholera, nie.. Tak blisko szlaku, teraz, tutaj? - mruczał pod nosem. - Przykro mi, muszę wyjeżdżać. Im dłużej tu przebywam, tym dłużej narażam Cię na niebezpieczeństwo. To mnie szukają. A ja nie zamierzam im tego ułatwiać.
Pożegnał się serdecznie z krasnoludem, podziękował raz jeszcze za opiekę i wczorajsze ratowanie tyłka, po czym wybiegł z domu, w kierunku swojego konia. Osiodłał go dosyć prędko, sprawdził stan wyposażenia i ruszył znów na trakt.
- Niech bogowie mają Cię w opiece, krasnoludzie!
DarkModders:
Krasnolud wybiegł z domu zdziwiony twoim zachowaniem. Uświadomił sobie że to właśnie ciebie szukajają i na pożegnanie uniósł wysoko dłoń do góry. Koń czuł sie lepiej więc szybciej biegł. Rana na plecach goiła sie powoli. Mknąłeś traktem w strone Brugrardu.
Mohamed Khaled:
Miał cichą nadzieję, że żaden z jego ludzi nie obserwował domu krasnala i nie wie, że tam przebywał. Czyli Stalowy ÂŁeb zaczął go znów szukać... Pamiętam pierwsze spotkanie tego mężczyzny. Dorwał go w Afers, krótko po przybyciu do Kolonii, gdy jeszcze istniały Bękarty. Potem znikł, zaszył się, oszpecony przez Kruka. A teraz znów.. Czyżby Nicholas wyłapał jego trop? Czyżby wiedział, że znów zaczął aktywnie działać? Czy pragnie zemsty?
Popędził konia. Nie chciał go zamęczać, ale musiał dostać się do Brugrardu czym prędzej. Musiał wybadać co się dzieje. Fałszerstwa i Stalowy ÂŁeb w tym samym czasie? To nie był przypadek. Oni mieli coś ze sobą wspólnego. Możliwe, że tymi fałszywkami zaszedł głęboko za skórę herszta "Wilków", ale czy w ten sposób.... A może poszukuje Kruka, bo mu wybaczył? I pragnie skorzystać z jego usług?
Cicha iskierka nadziei zapłonęła w Kruku, choć niemal natychmiast zgasił ją w zarodki.
DarkModders:
Droga mijała spokojnie choć czułeś jakby ktoś deptał ci po ogonie. Trakt zrobił się kręty i wyboisty a w oddali zauważyłeś mały zajazd ulokowany w niewielkim zagajniku. Miałeś do niego nie całe 500 metrów drogi.
Mohamed Khaled:
//Jestę! Sorry, że dopiero teraz. Nadajnik od internetu się zje**ł i nie miałem neta przez dwa dni :( xD
Czując, że ktoś go śledzi, wolał nie narażać się na kolejne potyczki, zwłaszcza mając na uwadze to, iż rana po zębaczach się nie zagoiła. Dlatego też, gdy pojawił się w oddali budynek, uradował się skrycie w duchu. Przyśpieszył lekko konia, choć w głębi duszy poczuł, że coś jest nie tak. Zgasił jednak tą myśl.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej