Nie miał innego wyjścia, jak wyjść tym pomieszczeniem, którym się tu dostał. Archiwum. To tam go prawie złapano. Znów musiał zejść po skrzypiącym regale, tym razem jednakże z skrzynią i szkatułką. No cóż, nie było to miłe zajęcie. Ale do takiego zajęcia go stworzono.
Przesunął się dalej, aż do momentu, gdy natrafił na dziurę w suficie. Teraz musiał zaryzykować.
Chwycił mocno skrzynię i przesunął barkiem w dziurę... I, jak myślicie, co się stało? Nie, nie jebnęło. Mohamed trzymał ją w dłoniach, powolutku spuszczając na regał i przesuwając w bok, by mieć lepszą pozycję do zejścia...
Ze szkatułką powtórzył czynność, przesuwając ją tak, by nie spadła, a i żeby on normalnie zszedł... Teraz zostało tylko wyjście z budynku.