Tereny Valfden > Dział Wypraw

Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy

<< < (19/53) > >>

Funeris Venatio:
- Nie rozumiem. Wszyscy musieliśmy przed chwilą walczyć z demonem. Derek tę walkę przegrał, jego ciało nadal leży w komnacie powyżej, robiąc za pożywkę dla hord tych wściekłych piekielnych psów. - Szczerze nie rozumiał. Stali we dwoje przy ścianie. On dyszał ciężko, rozmasowując obolałe plecy, w które gruchnął go ten wielki topór. Szczęście, że był w trakcie uniku i dodatkowo pomagał sobie telekinezą, bo by pewnie leczył teraz spory krwotok i zastanawiał się jak odbudować złamany kręgosłup.
- Ach, że ten musieliśmy rozdzielić się z Lucasem - westchnął, patrząc w sufit.

Evening Antarii:
-Yhy...- zdołała tylko rzec zdezorientowana Eve. To chyba za dużo jak na jeden dzień. -Bardzo mi przykro...- dodała nie podnosząc wzroku. Więc los Dereka i tak był przesądzony. Lepiej, że zginął w walce, a nie od miecza Funerisa, jak w wizji... Choć nie zdziwiłaby się wcale, gdyby rycerz jednak przeżył, był cały i zdrowy. Ehh... -Na pewno walczyliśmy wszyscy razem? Zdawało mi się, że nad tym jeziorem wśród mieczy jestem zupełnie sama. A właśnie, gdzie on jest?- zaniepokoiła się. Nie ze wszystkimi paladynami miała przecież dobry kontakt. A na Lucasa zawsze mogła liczyć. Teraz go nie było, lecz pewnie każdy z nich musiał zmierzyć się z demonem sam.

Funeris Venatio:
- Nad jakim jeziorem? - odparł zbity z tropu. - Powiedz mi wszystko dokładnie.

Evening Antarii:
-Gdy zgasło światło, chwilę potem pojawiło się znowu, ale wokół mnie były pordzewiałe miecze wbite w ziemię i ociekające świeżą krwią. Było tam też jezioro, bardzo duże. Gdy usłyszałam plusk, posłałam tam kulę światła, a moim oczom ukazał się demon rozrywający człowieka na kawałki, które potem wpadały do wody... Zaatakował mnie, ale udało mi się zwyciężyć tę walkę. I nie było tam nikogo z was, byłam zupełnie sama. Nawet gdy wołałam, nikt się nie odezwał-- wytłumaczyła.

Lucas Paladin:
Lucas utknął w studni. Miał nadzieję, że nie na dobre, a widok zmasakrowanego rycerza naprawdę wzbudzał grozę. Promień nadziei pojawił się jednak, gdy mściciel dojrzał wiadro, przymocowane do dość solidnego szunra. Była okazja, aby spróbować wspiąć się po nim na górę. Siła mięśni Lucasa mogła zostać teraz wykorzystana w 100%. Schował on broń do pochew, następnie chwycił rękoma sznur, upewniając się, że wytrzyma obciążenie ciała rycerza. Potem zapierając się na dłoniach wskoczył na wiadro i rozpoczął wspinaczkę w górę, licząc, że wydostanie się ze studni i dowie się, co tak naprawdę stało się, gdy stracił światło.

//Przepraszam za zastój, nie było mnie na weekend.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej