Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Evening Antarii:
Kula światła ujawniła straszliwą bestię. Evening widziała już takie demony, ale za każdym razem ich potężne skrzydła i wywinięte rogi budziły w niej lęk. Zmuszały komórki mózgowe i mięśnie do pracy na najwyższych obrotach. Zawsze czuła respekt wobec nich i porównywała siebie, drobną, szczupłą, do nich: masywnych i ogromnych, wyposażonych w śmiercionośne, zdolne do zmiany kształtu kończyny. Głośno przełknęła ślinę.
Jednak demony były pomiotami z otchłani, stworzeniami ciemności i zła, skazanymi na porażkę. To właśnie w jej drobnym i delikatnym ciele gromadziła się siła dana od Zartata. ÂŚwiatło przeciw mrokom…
Dobyła swego srebrnego miecza. Właśnie on był śmiercionośny dla tych istot; zadane srebrem rany nie goiły się na ich cielskach. Chciała sprowokować bestię, by zbliżyła się do niej. Cofnęła się szybko, gdy potwór rzucił w jej stronę mieczem. Potknęła się o jeden z wystających mieczy i zachwiała się, ale szybko odzyskała równowagę. Pomimo dźwięku łamanych kości i ludzkich szczątków wpadających do jeziora, wykrzesała w sobie iskierkę, szukała w pamięci dobrych wspomnień i udało się jej uformować kulę światła nad jej lewą ręką. –Izeshar!- wykrzyknęła, a pocisk esencji pomknął nad taflą jeziora pchany telekinetycznym impulsem. Wiedziała, że z tej odległości nie trafi. Chciała tylko sprowokować demona, by do niej podleciał i znalazł się w zasięgu jej zaklęć oraz broni.
Omiotła szybko wzrokiem jaskinię szukając jakiejś ochrony, skał, za którymi mogłaby skryć się na chwilę, albo umknąć kolejnym ciosom przeciwnika. Wiedziała, że poruszanie się w śród tylu wbitych w ziemię mieczy nie będzie należeć do przyjemności. Poważnie może ją to spowalniać, a ich ostrza okaleczać.
Funeris Venatio:
Nie było widać żadnych osłon, żadnych kamieni, dołów, stalaktytów, tuneli czy czegokolwiek innego. Była tylko Evening, demon i ta potworna sceneria. Bestia ruszyła w jej stronę, nie tyle sprowokowana, co z własnej woli. Panna na gminie Afers była po prostu następną ofiarą krwiożerczego monstrum, które zagnieździło się w tym miejscu. Bijąc wielkimi skrzydłami demon pokonywał kolejne metry, zbliżając się niebezpiecznie. W drugiej połowie dystansu przyspieszył znacząco, zmienił swoje górne kończyny w dwa zakrzywione ostrza i runął z wściekłym rykiem w stronę kobiety.
Evening Antarii:
Nie musiała długo zachęcać demona do ruszenia się z miejsca. Zaczął lecieć do niej sam, z własnej woli. I bardzo dobrze, że się zbliżał… Trzeba było wreszcie wykorzystać w praktyce nowe zaklęcia.
Wielkie, demoniczne cielsko, leciało w jej stronę z ogromną prędkością. I nie było nawet gdzie się schować. Musiała stawić mu czoła sama, wykorzystując zdobyte umiejętności i wyuczone zaklęcia. Tylko ona i demon. ÂŻadnych rycerzy obok, którzy mogli by jej pomóc, jak choćby na Zuesh. Otoczona przez zardzewiałe miecze, atakowana od przodu przez pomiot z otchłani, osamotniona w swej walce. Lecz nie bezbronna. Była bowiem pełna łask Zartata i jego energii płynącej w jej żyłach.
I jego ryk jakby zaczął się rozpływać, wychodzić z jej głowy, a pozostawała cisza i skupienie tak potrzebne w tej chwili.
Demon zbliżał się szybko nie zostawiając jej wiele czasu na namysły. Właściwie, czasu było bardzo mało, lecz wystarczająco. W myślach z pokorą poprosiła boga o siłę, a potem, gdy przeciwnik znajdował się 30 metrów od niej, zawołała na cały głos Izeshar upishosh celując słupem światła wprost w demoniczny korpus. Sama zaś odskoczyła w bok, by nie zostać zmiażdżoną, bo jej zmasakrowane ciało z pewnością zostałoby tu na wieki… Miecze wokół utrudniały jej to. Kierując błysk z niebios wprost na bestię, sama upadła między ostrza na ziemię. Wielkie demoniczne cielsko zaryło w podłoże i we wszystkie pordzewiałe i pokrwawione oręża łamiąc je i krusząc, albo wyrywając z ziemi. Na demonie uderzenie z pewnością nie zrobiło większego wrażenia. Podparł się o swe ostrza, a potem powstał i uniósł wysoko swe długie ręce. Eve wyglądała jak kruszynka w porównaniu z nim... W tej samej chwili zaklęcie dosięgło przeciwnika paląc jego ciało i w większości, powodując… spustoszenie. Posypał się popiół, a podziemia wypełniły się smrodem spalenizny. Na powyłamywane klingi zaczęła opadać warstewka czarnego pyłu.
Eve oddychała szybko, próbując zrozumieć, że przeżyła. Udało jej się. Popiół z powietrzem dotarł do jej płuc, zaczęła więc kaszleć. Potem pozbierała się z ziemi, chowając swój miecz z powrotem do pochwy. Miała go w gotowości, na szczęście demon nie zbliżył się aż tak blisko. Wstała i spojrzała na zwęglone zwłoki bestii. Nie cały zamienił się w pył. Nogi i jeden róg pozostał nawet nietknięty. Ktoś, kto miał do czynienia z takimi potworami, mógłby stwierdzić, że Eve przed chwilą pokonała właśnie najzwyklejszego demona z otchłani. Zwykłego, ale śmiercionośnego.
Chciała obmyć twarz w wodzie, lecz właśnie przypomniała sobie o pływających tam ludzkich szczątkach… Kto wie, może całe dno usłane jest kośćmi, pozostałościami po skórze i włosach, na wpół zgniłe wnętrzności. Odwróciła się jeszcze na chwilę i wróciła do miejsca, gdzie widniały miecze i ziemia pokryta popiołem. Znalazła ów róg, zamachnęła się i kopnęła go jakby od niechcenia, ale mocno.
-Już więcej nie narozrabiasz!- rzekła do niego. Przynajmniej o jedną bestię mniej.
//błysk niebios
Funeris Venatio:
- Ăśśś, skarbie. O czym ty mówisz? Nie krzycz - powiedział Funeris, przykładając jej palec lewej ręki do ust, próbując stłumić wykrzyczane już słowa. Nie rozumiał zupełnie o co właśnie jej chodziło, kto miał więcej nie narozrabiać. Odwrócił się na powrót, w myślach nadal przetwarzając to dziwne zajście. Fakt, stracili na moment światło, ale już widzą dno spiralnych schodów i zaraz powinni rozwiązać przynajmniej jedną z zagadek tego miejsca. Anioł wziął ukochaną za rękę i zszedł z nią te ostatnie stopnie, stając za załomem ściany, nie wchodząc jeszcze w blask.
Evening Antarii:
No nie! Tego było za wiele. Eve naburmuszyła się trochę, zupełnie jak obrażone dziecko i przewróciła oczami. Najadła się tyle strachu, a kilka minut później wszystko było w porządku. Ta niewiedza ją irytowała... Westchnęła ciężko, jednak z wyczuwalną ulgą.
-Właśnie przed chwilą musiałam walczyć z demonem...- odparła tak, żeby tylko on to słyszał. Reszta rycerzy mogłaby ją wziąć za nienormalną, albo posądzić o zbyt wybujałą wyobraźnię. -To akurat było bardzo realne-pożaliła się mu jeszcze. Ale złość już przeszła i Eve mocniej chwyciła Funa za rękę podążając schodami w dół. Czuła, że są już blisko, choć nie wiedziała dokąd dokładnie zmierzają.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej