Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Funeris Venatio:
- Lucasie, jesteś tam? - powiedział w tył Funeris, chcąc się tylko upewnić, czy przyjaciel jest na miejscu.
Lucas Paladin:
- Jestem, Bracie! - odkrzyknął mściciel. Cieszył się, że Funeris zabiegał o jego obecność, to tylko dodawało mu przekonania, że dobrze, że jest z Aniołem.
Evening Antarii:
Wszyscy rycerze byli wokół i Eve mogła poczuć się bezpiecznie. Przynajmniej teoretycznie.
Mimo tego wyczuła w Funerisie coś niepokojącego i to kazało jej mieć się na baczności. Krew jej ukochanego zaschnięta na posadzce spowodowała dreszcz na plecach. Wzdrygnęła się i zacisnęła palce na srebrnym mieczu. Chciała już ruszyć na dół i mieć to za sobą - cokolwiek tam czeka, należy zmierzyć się ze swoimi lękami. Choć równie dobrze może to być zwykła, pusta ciemna piwnica...
Funeris Venatio:
Schodzili schodami w dół, cały czas trzymając się razem, będąc bardzo blisko siebie. Po niespełna minucie Funerisowi zgasło światło, dosłownie. Kula energii pulsująca nad jego głową po prostu przestała dawać światło i rozpłynęła się w powietrzu. On sam zdziwił się nie na żarty, gdyż nie wydał takiego rozkazu swoimi myślami. Odwrócił się delikatnie w stronę idącego za nim Wieczorka, palcem wskazał sufit, potem siebie i pokiwał głową na znak, że to nie on. Szli jednak dalej, pokonując kolejne stopnie. Robiło się coraz cieplej, lecz nie było widać końca tej wędrówki w nieznane. Wszyscy odczuwali niepokój i jak na zawołanie przystanęli, gdy idącemu na końcu Lucasowi również zgasło światło. Po kilku sekundach, zanim ktokolwiek się odezwał, to samo stało się u Evening.
Funeris już miał się coś powiedzieć, gdy przed nim, jakby na samym dole spiralnych schodów, zamajaczył jakiś blask. Ostrożnie i nie wydając żadnego dźwięku ruszył więc w dół, spodziewając się, że reszta też to widzi i postąpi tak samo. To była kwestia pewnie piętnastu, może dwudziestu stopni.
Evening przestraszyła się nie na żarty, serce zabiło jej mocniej. Nie wiadomo czy chciała się w jakikolwiek sposób odezwać, ale po niecałych dwóch sekundach kula światła w jakiś niewyjaśniony sposób powróciła nad jej głowę, na powrót rozświetlając okolicę. Panna Antarii stała sama nad brzegiem podziemnego jeziora, otoczona przez morze zardzewiałych mieczy wbitych na sztorc w ziemię. Mieczy ociekających cuchnącą krwią.
Lucas za moment odzyskał swoje światło, zanim jeszcze zdążył na dobre zarejestrować, że mu zniknęło. Miał właśnie nogę w górze i miał pokonać następny schodek, lecz nagła zmiana oświetlenia sprawiła, że poleciał do przodu, tracąc na moment równowagę. Jego ciało przeważyło, buzdygan pociągnął go do przodu i zakonnik po prostu zaczął spadać. Z wielkim hukiem i jeszcze potężniejszym bólem gruchnął o krzywe kamienie wyściełające starą i od dawna wyschniętą studnię. Niebo nad jego głową upstrzone było niezliczonymi gwiazdami, brak chmur umożliwiał ich idealną obserwację. Lucas nie był sam. Tuż obok niego leżało rozcięte w pasie, przegniłe i strasznie śmierdzące ciało mężczyzny. Mężczyzny w srebrnej zbroi paladyna Bractwa ÂŚwitu.
Lucas Paladin:
Niespodziewany przebieg zdarzeń. Norma dla sytuacji, w których jakikolwiek udział ma magia. A Lucas wiedział, że gdzieś tu jest, ktoś lub coś rozproszyło jego kulę światła. Zaklęcie światła utrzymuje się bowiem samodzielnie przez czas 2 godzin lub gdy magus samodzielnie się go pozbędzie, a w tym przypadku nie zaszło ani jedno, ani drugie. Poobijanego rycerza natychmiast uderzył w nozdrza smród trupa. Gdy zorientował się, że należy do jednego z jego braci, przeraził się. Widok był makabryczny. Najgorsze było to, że Lucas nie bardzo wiedział jak się stamtąd wydostać.
- Elisash! - zapalił światło, aby rozeznać się w sytuacji i poszukać ew. drogi wyjścia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej