Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Funeris Venatio:
Zbroja mściciela była wykonana z szarej rudy. Trudno było zawyrokować kto to był, wiele wskazywało na Lucasa. Funeris jednak obrócił pierwszy ciało, widząc dwa wycięcia w zbroi, obrobione płótnem, żeby nie poranić sobie wystających stamtąd skrzydeł. Dodatkowo pod ciałem leżał sztylet i miecz z czarnej rudy, jakże znajomy i wierny. Dwa pozostałe ciała należały do jakiegoś rycerza i jakiegoś paladyna, Funeris nie potrafił ich rozpoznać.
- Co tutaj robi mój ekwipunek? Na tym ciele? - spytał nieco zdezorientowany. - I czy to są Ci rycerze przybyli z odsieczą?
Koń przemknął obok Lucasa, miecz uderzył w zastawę z buzdyganu. Mściciel przewrócił się, nie wytrzymał impetu uderzenia, chociaż na całe szczęście nie odniósł żadnych obrażeń. Konny zakręcił kilkanaście metrów dalej, zeskoczył z wierzchowca i ruszył w stronę leżącego przeciwnika. Stanął kilka metrów od niego, czekając aż ten się podniesie i będzie gotów do walki. Honorowej.
Wokół stało się coś dziwnego. Widma jakby... zauważyły zajście. Walczący przerwali swoje zmagania i ustawili się w kordonie, tworząc arenę dla dwóch gladiatorów w środku. Miała promień piętnastu metrów. Skandowali dwa imiona: Zawisza i Ulrich.
Evening Antarii:
-Dobra... Muszę opowiedzieć ci to od początku- stwierdziła. Tak będzie chyba lepiej. I może będzie mu ciężko to zrozumieć, ale jej także nie jest łatwo. -Powróciłeś po wielomiesięcznej nieobecności. Kilka dni później wyruszyliśmy w to miejsce, gdzie cię więziono. Także aktywność sekty Orwell'a się zwiększyła. Dotarliśmy tutaj, potem krążyliśmy po podziemiach zmagając się z chorymi wizjami. Aż dotarliśmy do rozwidlenia trzech korytarzy. Czyli tu. W tym na lewo był chyba pokój Londona - bardzo chciałeś odczytać jego notatki. Na prawo właśnie to miejsce z którego wyszliśmy. Na wprost - jeszcze nie wiemy, ale mówiłeś... Mówiłeś, że tam czeka nas poważne starcie. Acha, i jeden z rycerzy się "zbuntował". Chciał zabić Lucasa i mnie, lecz pokonałeś go. To przez tą złowrogą aurę i przez to, że ktoś włada naszymi umysłami, co pewnie zdążyłeś zauważyć. Ciężko mi stwierdzić czy ty jesteś prawdziwszy, czy te zwęglone ciała... Być może to ten płonący demon, który wcześniej przyjął powłokę twojego ciała?- i tym pytaniem zakończyła swój monolog. Ona zaczynała wszystko przyjmować chłodno, coś jak sen, z którego wiedziała, że i tak się obudzi. Jednak ze wszystkimi "sennymi potworami" walczyła, by nie okazało się, że jednak znajduje się w rzeczywistości.
Funeris Venatio:
- Odebrano mi cząstkę świadomości i gdzieś ją przeniesiono. Wychodzi na to, że stworzyli... jakoś moją powłokę, materialne ciało. Musiało im to dobrze wyjść, skoro demon udawał anioła w tak wiarygodny sposób. Boję się co by było, gdyby nie byli tak zuchwali i nie chcieli was tutaj ściągnąć. W ogóle, Lucas został w Bractwie? - zapytał, gdy już uporał się ze ściągnięciem ekwipunku ze zwęglonego ciała. Dobrze było znowu mieć Nelhariona przy sobie.
Evening Antarii:
-To chyba coś większego niż jakiś tam mag. Co masz na myśli mówiąc "oni"?... Całą sektę? I tak, demon był łudząco podobny do ciebie. Dopiero patrząc mu w oczy zauważyłam różnicę... A Lucas nigdy nie chciał odejść z Bractwa- chyba znów ujawniły się jakieś dziury w jego pamięci, albo nowe wspomnienia wpojone przez "nich", kimkolwiek byli.
Funeris Venatio:
- Pamiętasz, jak Ci opowiadałem o Markunnrze? Odciąłem łeb jago awatarowi. Orwell też jest awatarem. Został wepchnięty w ciało czarownika sprzed stuleci. Krąży między wymiarami, a ten jego poplecznik London chce go tutaj ściągnąć na stałe. A oczy są zwierciadłem duszy, kochanie. To w nich się wszystko kryje. - Co do Lucasa, to wyjaśnił, że chodziło mu o to, czy ruszył z nimi w tę podróż, czy pozostał w siedzibie Bractwa ÂŚwitu, pilnując jej przed zagrożeniami. Nieprecyzyjnie się wyraził. Jak kończył to zdanie, to dotarli do skrzyżowania. Funeris pochylił się nad ciałem, które ewidentnie zostało przecięte jego klingą.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej