Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Lucas Paladin:
Czyż bitwa trwała w nieskończoność? Lucas musiał w takim razie rozejrzeć się po okolicy. Zdecydował się zwiedzić obóz tych, których pieśn o Bogurodzicy wcześniej usłyszał. Może gdzieś tam kryła się tajemnica tego, co szukał? Oddanie i wiara tych ludzi sprawiały na mścicielu wrażenie. Czuł jak z imieniem na ustach właśnie tej kobiety idą po zwycięstwo, chociaż nie widział, żeby póki co szala zwycięstwa przechylała się na czyjąś korzyść. Zartacie, oby Twoi wojownicy mieli tyle wiary, jak Ci tutaj.
Evening Antarii:
Ostatnio, gdy Fun tak podziękował, jeden z rycerzy zginął od Nelthariona... Może była to wizja, ale bardzo niepokojąca.
Hmm... Jak cię znalazłam? Wyruszyłam z tobą, Lucasem i grupą rycerzy, by odnaleźć miejsce gdzie spędziłeś ostatnie kilka miesięcy. Mieliśmy też uporać się z sektą Orwell'a. Przemierzaliśmy podziemia tego starego młyna, nawiedzały nas wizje i demony zmieniające powłokę, aż dotarliśmy tu. Ja weszłam przez drzwi ozdobione jakimiś znakami piór świecącymi na niebiesko, a ty zostałeś na zewnątrz. I czekasz tam. Chyba.
-Mała ekspedycja ratunkowa z bractwa- wyjaśniła uśmiechając się. Nie chciała już wspominać o tej dziwnej sadzawce i Otchłani. To było za dużo nawet jak na jej głowę.
Funeris Venatio:
Zaklęcie Funerisa wzmocniło jego ciało. Pokrzepiło go, dodało energii i pomogło wreszcie wstać. Nie mogąc się powstrzymać, przytulił się do Wieczorka i pocałował ją w czoło. ÂŁaska siły miała służyć do wzmacniania ciała w boju, ale nikt nigdy nie powiedział, że nie możną nią pomóc regeneracji zmęczonego organizmu. Efekt ten sam, zasada działania się przecież nie zmienia.
- Chodźmy stąd. Porozmawiamy później, wszystko się wyjaśni - powiedział, kierując się w stronę drzwi. Nie miał na sobie swojego ekwipunku - miecza, zbroi czy tarczy. Miał jedynie lniane podarte spodnie.
Lucas przemierzał pole bitwy idąc w kierunku wzgórza dowódców wojsk korony Rzeczypospolitej Polski. Widział już z daleka Władysława Jagiełłę, zwanego ongiś z litewskiego Jogajłą, chociaż sam nie miał pojęcia, że ten władca tak się właśnie nazywa. Proporce powiewały na lekkim wietrze, biały orzeł w koronie i ze złotymi szponami łopotał na czerwonym tle.
ÂŚwięty Mściciel dostrzegł przed sobą odzianą na czarno postać.
Czarny rycerz, w zbroi koloru nocnego nieba, zdawał się być równie niematerialny, co Lucas. Jego koń tańczył w miejscu, chcąc wyrwać się d przodu i ruszyć cwałem na przeciwnika. Wojownik nie miał kopii, w ręce trzymał bastardowy miecz i sam był wielkie niczym góra. Wyraźnie patrzył się w stronę zakonnika, wskazując go swoim ostrzem. Wreszcie szturchnął konia ostrogami i puścił się do przodu. Znajdował się około pięćdziesięciu metrów od Lucasa.
Evening Antarii:
Było dobrze. Dzięki miksturze i zaklęciu Fun szybko odzyskał siły. Jak widać, boskiej istocie niewiele potrzeba, by po takim czasie móc wstać na nogi.
Ruszyła za aniołem w stronę tych drzwi, które jakiś czas temu zatrzasnęły się za nią pozostawiając ją samą sobie w tym dziwnym miejscu. Przechodząc obok oktagramu spojrzała jeszcze raz w jego wnętrze. Niewiarygodna przygoda. I kompletnie straciła poczucie czasu. Ile to mogło trwać?...
Podeszła do drzwi i... pchnęła je, by wyjść z powrotem na korytarz.
Funeris Venatio:
Evening zapomniała, że one otwierały się w drugą stronę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej